http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Falstart w Osace

Łukasz Jachimiak
2009-11-18, ostatnia aktualizacja 2009-11-18 20:40

Japończycy świetnie bronią. Z nimi trzeba grać cierpliwie, nie deprymować się, jeżeli podbiją kilka piłek po naszych fajnych, mocnych atakach - mówił przed pierwszym meczem Pucharu Wielkich Mistrzów Jakub Jarosz. Niestety, fajne ataki prezentował tylko Bartosz Kurek. A to na mistrzów Azji było to za mało

Kunihiro Shimizu i Bartosz Kurek
Fot. KAZUHIRO NOGI AFP
Kunihiro Shimizu i Bartosz Kurek
ZOBACZ TAKŻE
Do Japonii nie pojechali Piotr Gruszka i Paweł Zagumny. I to osłabienie widać było na parkiecie wyraźnie. - Wartość Pawła dla zespołu jako zawodnika, człowieka i przywódcy jest ogromna - twierdził przed wylotem do Azji Kurek. Wczoraj okazało się, że ani Grzegorz Łomacz, który wyszedł w pierwszej "szóstce", ani Paweł Woicki, który kilka razy pojawiał się na boisku, nie są w stanie zastąpić "Gumy".

Sporo brakowało im zresztą nie tylko do Zagumnego. Jak należy gubić blok pokazał im w drugiej partii Daisuke Usami, dzięki czemu Kunihiro Shimizu i Tatsuya Fukuzawa raz po raz wbijali gwoździe obok bezradnych Polaków. Niewysocy Japończycy, mierzący odpowiednio 194 i 189 cm wzrostu przewyższali naszych zawodników niesamowitą skocznością, szybkością i radością z gry. Po mistrzach Europy widać było spore zmęczenie.

Ale faworyzowani Polacy mecz zaczęli przyzwoicie. Zaraz po drugiej przerwie technicznej w pierwszym secie uzyskali niewielką przewagę, którą dowieźli do końca, wygrywając 25:22. Niestety, na drugiego seta nasz zespół wyszedł zdekoncentrowany. Gospodarze wzmocnili zagrywkę, a Polacy gubili się w przyjęciu. Do stanu 12:16 wynik "trzymał" niezmordowany Kurek, ale rozpędzeni Japończycy ostatecznie zmasakrowali Polskę, zwyciężając 25:15.

Dziesięciominutową przerwę trener Daniel Castellani wykorzystał na wytłumaczenie podopiecznym, że sam Kurek meczu nie wygra. Punkty zaczęli zdobywać m.in. Jarosz, Michał Bąkiewicz i Daniel Pliński, zaczął też działać nasz blok. Efekt? 25:21 w secie trzecim i prowadzenie 2:1.

Od pierwszego zwycięstwa na nieoficjalnych mistrzostwach świata dzieliła nas jedna wygrana partia. Do tego zwycięstwa miał poprowadzić Polskę Kurek, który po trzech setach miał w dorobku 17 punktów. Ale show ukradł mu bohater gospodarzy, Shimizu. W połowie czwartej partii zaserwował trzy asy z rzędu i Japończycy ze stanu 9:11 wyszli na prowadzenie 17:12. Na dobre rozkręcił się też Yuta Abe, który w trzecim secie zmienił Usamiego. To właśnie rozgrywający Japonii, atakiem z drugiej piłki, doprowadził do tie-breaka.

W piątym secie gospodarze szybko objęli prowadzenie, zatrzymując zmęczonego Kurka. Przyjmujący Skry Bełchatów zakończył mecz z 23 "oczkami". Shimizu miał niewiele więcej, bo 24, ale też znacznie większe wsparcie kolegów. Powyżej 10 punktów zdobył dla nas jeszcze tylko Pliński (11). Drugi z najlepiej punktujących Japończyków, Fukuzawa, zgromadził ich aż 23. - Japończycy zagrali na wysokim poziomie, zwłaszcza w zagrywce i w obronie. My nie zaliczymy tego meczu do udanych - podsumował Castellani.

Dziś, o godz. 7.30 polskiego czasu, Polska gra z Kubą, która wczoraj uległa 2:3 Brazylii. Transmisja w Eurosporcie 2.

Polska - Japonia 2:3 (25:22, 15:25, 25:21, 21:15, 10:15)

Masz temat dla reportera Metra? Pisz: metro@agora.pl

Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów