Dużo walki, ambicji, zaangażowania. Kilka ładnych, choć jeszcze nie porywających akcji, niezłe próby strzałów z dystansu i przede wszystkim wreszcie zwycięstwo - to wszystko dostali wczoraj kibice kadry.
Pierwszą wygraną od sierpniowego sparingu z Grecją dał reprezentacji 21-letni Maciej Rybus, który zagrał w niej dopiero po raz drugi. W 19. minucie Ludovic Obraniak dośrodkował piłkę w pole karne, Kamil Kosowski zgrał głową do zawodnika Legii Warszawa, a ten, stojąc tyłem do bramki, ładnie przyjął piłkę, błyskawicznie się odwrócił i lewą nogą skierował ją do siatki. - To jest dopiero mój drugi mecz w kadrze, ale czuję się bardzo dobrze, nie mam żadnej tremy. Wydaje mi się, że nasza gra jest dużo lepsza niż w meczu z Rumunią, gramy szybko piłką, stwarzamy sobie sytuacje - oceniał w przerwie zawodnik, który w wyjściowym składzie zastąpił kontuzjowanego Ireneusza Jelenia.
Polacy rzeczywiście spisywali się dużo lepiej niż w sobotnim spotkaniu z Rumunami. Dariusz Dudka, który w tamtym meczu grał poniżej krytyki, tym razem rządził w środku pola, a strzegącego bramki gości Larsa Hirschfelda raz po raz niepokoił soczystymi strzałami z dystansu. W sumie biało-czerwoni na bramkę Kanady uderzali aż 14 razy, z czego 10 razy celnie. Golkiper niemieckiego Energie Cottbus pełne ręce roboty miał zwłaszcza w drugiej połowie. I w niej spisywał się bez zarzutu. Przed przerwą Hirschfeld najpierw potknął się na piłce i niewiele brakowało, by Robert Lewandowski skorzystał z jego pomyłki, później źle obliczył tor lotu futbolówki i piąstkował obok niej, ale w sytuacji za późno zorientował się Sławomir Peszko.
Obaj lechici rozegrali niezły mecz. "Lewy" w 30. minucie strzelił nawet gola, popisując się ładną "główką" po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Ludovica Obraniaka. Niestety, w tej sytuacji nasz napastnik był na spalonym.
W drugiej połowie najbliższy szczęścia był Patryk Małecki. Wiślak, wprowadzony w końcówce za aktywnego w całym meczu Obraniaka, w 90. minucie trafił w słupek. Trzy minuty później bombę z 40 metrów na bramkę gości posłał jeszcze Dudka, ale Hirschfeld nie dał się zaskoczyć.
Polscy bramkarze w przeciwieństwie do Kanadyjczyka nie mieli wiele pracy. Grający w pierwszej połowie Tomasz Kuszczak strachu najadł się dwa razy. Najpierw, kiedy Jakub Rzeźniczak podawał do niego piłkę tak nieodpowiedzialnie, że bliski jej przejęcia był Tomasz Radzinski. Później na bramkarza Manchesteru United szarżował Rob Friend, który zamiast w piłkę, trafił w kolano Polaka. Wojciech Szczęsny, który w przerwie zmienił Kuszczaka, debiutując w kadrze, na swą pierwszą interwencję czekał aż 20 minut. W 65. i 66. minucie zatrudniał go Simeon Jackson, ale zawodnikowi Arsenalu Londyn te strzały nie sprawiły żadnego kłopotu. Problemy Szczęsny mógł mieć w 59. minucie. Na szczęście groźne uderzenie Radzinskiego w ostatniej chwili zablokował Maciej Sadlok. - Dziękujemy kibicom, którzy dodali nam troszeczkę otuchy. Myślę, że odwdzięczyliśmy się im dużą ilością strzałów i sytuacji. Szkoda, że niewykorzystanych. Ale jest zwycięstwo i to się liczy - podsumował Kamil Kosowski. Pomocnik APOEL-u Nikozja był chyba jedynym zawodnikiem, który zagrał wczoraj gorzej niż przeciw Rumunii.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl