>>
Witaminy dla psa i kota - Świetnie graliśmy blokiem i w obronie. Dzięki temu Polacy stracili moc - ocenił libero reprezentacji Brazylii Sérgio. Polscy kibice wciąż więc czekają na zwycięstwo nad Brazylią. Bezskutecznie już od siedmiu lat.
Ale gdy Michał Ruciak zaatakował nad potrójnym blokiem Brazylijczyków i na pierwszą przerwę techniczną w trzecim secie sobotniego meczu Polacy schodzili, prowadząc 8:4, serca kibiców zabiły mocniej. Ci, którzy wstali o godzinie 4.30, żeby zobaczyć w akcji biało-czerwonych, uwierzyli w metamorfozę zespołu. Niestety, cudownej przemiany drużyny, która w Japonii zawodzi, a we wrześniu zachwycała, nie było. Brazylijczycy pozbierali się błyskawiczne. Bartosza Kurka i jego zmiennika Michała Bąkiewicza znów zatrzymywał blok świetnie ustawiany przez Lucasa, a w ataku królowali Leandro Vissotto i Giba. Po kilku minutach "canarinhos" prowadzili 16:12, a partię wygrali do 18, pozwalając Polakom zdobyć o punkt więcej niż w setach pierwszym i drugim.
- Jest nam wstyd, że prezentujemy w Japonii tak słaby poziom. W imieniu zespołu przepraszam kibiców za to, że nie potrafiliśmy podjąć walki - wykrztusił Bąkiewicz na pomeczowej konferencji. Kapitan kadry w podobnej sytuacji był w czerwcu w Łodzi. Wtedy przepraszał po dwóch gładkich porażkach poniesionych w Lidze Światowej z... Brazylią.
Czy dziś Polacy są w tym samym punkcie? - Gramy słabo, bo większość zawodników jest albo bez formy, albo narzeka na jakieś dolegliwości. Brakuje nam energii, we znaki daje się zmęczenie. Na boisko wychodzą ci, którzy w danym momencie są w stanie - tłumaczy Daniel Castellani.
Z argentyńskim szkoleniowcem kadry trudno polemizować. Do Japonii z powodu kontuzji trener nie zabrał najlepszego zawodnika mistrzostw Europy Piotra Gruszki i mózgu drużyny, rozgrywającego Pawła Zagumnego. Wciąż nieobecni są Mariusz Wlazły, Michał Winiarski, Sebastian Świderski i Marcin Wika.
- Castellani wystawił przeciw nam zawodników, którzy do tej pory nie mieli zbyt wiele okazji, żeby się pokazać - zauważa trener Brazylii Bernardo Rezende.
Wczoraj nasi zmęczeni siatkarze pokonali 3:1 Iran (25:23, 18:25, 28:26, 25:23). Najlepszy był zdobywca 27 punktów Jakub Jarosz. - Pokazali charakter, wykrzesali z siebie resztki sił, zagrali agresywnie - chwalił podopiecznych Castellani. - Szkoda, że nie mogliśmy potrenować wspólnie przez miesiąc. Wtedy nasza gra wyglądałaby inaczej - uważa Marcin Możdżonek, przypominając, że zgrupowanie trwało tylko cztery dni.
Dziś, na koniec japońskiej męki, Polska zagra z Egiptem (godz. 7.30, transmisja w Eurosporcie). - Walczymy do końca. Chcemy zakończyć turniej z dwoma zwycięstwami - deklaruje Bąkiewicz.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl