
Drugi i pierwszy w Oestersund, trzeci w Hochfilzen, trzeci w Oberhofie, trzeci w Anterselvie, trzeci w Trondheim. I ostatecznie drugi. Miniony sezon należał do Tomasza Sikory. Nasz biathlonista dominował na światowych trasach, kończąc zmagania w Pucharze Świata na drugim miejscu.
Kiedy na strzelnicach bezbłędnie strącał kolejne krążki, z kabin komentatorskich Eurosportu niosło się wesołe "rach ciach ciach!". Gdy dystansował rywali w biegu, cieszyli się polscy kibice, którzy już za dwa miesiące będą wypatrywali olimpijskich medali pana Tomka.
Złoto w Vancouver to ostatnie sportowe marzenie Polaka. Szóstym miejscem we wczorajszym biegu w Pokljuce Sikora pokazał, że jest na dobrej drodze do lutowych zwycięstw. Nasz mistrz świata i wicemistrz olimpijski do upragnionego medalu dąży z takim samym zapałem, z jakim niedawno ścigał żółtą koszulkę lidera PŚ. - Chciałem w niej pobiec chociaż jeden raz - zdradził, kiedy już koszulkę wywalczył.
Sikora posiadaczem najcenniejszego trykotu był w sumie przez 42 dni. Swoje wielkie marzenie spełnił. A teraz pomaga spełniać marzenia podopiecznych Fundacji Świętego Mikołaja. Podpisana przez biathlonistę replika żółtej koszulki trafiła na świąteczną aukcję, z której dochód zostanie przeznaczony na sfinansowanie zajęć sportowych dla dzieci z rodzinnych domów dziecka.
Plastron Sikory i wiele innych, równie atrakcyjnych pamiątek przekazanych nam przez najlepszych polskich sportowców, licytować możecie do poniedziałku.