http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Łubu-dubu, łubu-dubu...

Łukasz Jachimiak
2009-12-20, ostatnia aktualizacja 2009-12-20 20:49

Opozycja zapowiadała przełom w PZPN, ale na walnym zgromadzeniu związku triumfował Grzegorz Lato. Przepadł wniosek o zmianę porządku obrad, przepadł kandydat opozycji na ich przewodniczącego. Delegaci stanęli murem za obecnym prezesem



Jeśli komuś wydawało się, że ten mur można skruszyć, w niedzielę przekonał się, że to niemożliwe. Cóż z tego, że opozycja była mocna i krzykliwa jak nigdy, skoro grupa trzymająca władzę pokazała, że zrobi wszystko, by jej nie stracić?

Wojna w warszawskim hotelu Sheraton wybuchła błyskawicznie. Zaraz po wystąpieniu Laty, które pokazało, że po roku szefowania największemu sportowemu związkowi w kraju jego prezes nadal nie potrafi płynnie czytać po polsku, rozgorzały spory o obecność na zjeździe pięciu działaczy, na których ciążą sądowe wyroki. Wnioski formalne o głosowanie nad ich wyproszeniem konsekwentnie ignorował Zdzisław Kręcina, sekretarz generalny PZPN.

- To my, delegaci rządzimy na tej sali, a nie pan! Pan jest tu po to, żeby nam służyć - usłyszał wtedy od delegata Bogdana Duraja. Kręcina uwagę zbył uśmiechem. Spokojny i wyluzowany był też Lato, który podczas decydującej rozgrywki przechadzał się po sali i instruował pracownice biura związku, jak mają się uśmiechać.

W końcu piątka, od której zaczęła się wojna, przeważyła szalę zwycięstwa na stronę Laty. Zdzisław Łazarczyk, którego do poprowadzenia obrad wyznaczył Lato, i Jarosław Ostrowski, kandydat opozycji, w dwóch głosowaniach otrzymali po 48 głosów. Za każdym razem Łazarczyka wsparli kontrowersyjni delegaci. W trzeciej turze człowiek Laty wygrał 55:49. Wcześniej Kręcina dwukrotnie zarządził przerwę. Podczas nich trwały walki o głosy niezdecydowanych.

- Musimy zobaczyć w telewizji, jak to wszystko wyglądało. Ale chyba będzie dowód, że głosowanie zostało sfałszowane - mówił w kuluarach lider opozycji, Kazimierz Greń. Prezes Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej prawa głosu nie miał. Gdy w październiku zrzekł się członkostwa w zarządzie PZPN-u, jako swego delegata na zjazd postanowiła wyznaczyć go Stal Stalowa Wola. Związek na to się nie zgodził. Dlatego człowiek, który nieco ponad rok temu poprowadził Latę do wyborczego zwycięstwa, stworzoną przez siebie opozycją sterował z tylnego siedzenia. Jego tubami byli Duraj i Mieczysław Golba z Podkarpackiego ZPN. - Te obrady to farsa! Zastanawiamy się, czy ich nie zbojkotować - denerwował się ten drugi, kiedy stało się jasne, że nawet jeśli prezes Lato nie otrzyma absolutorium, i tak nie odejdzie. Dlaczego? Nie zakładał tego porządek obrad, a nowego harmonogramu przegłosować się nie udało.

Kiedy jasne stało się, że w nowy rok PZPN wejdzie ze starym prezesem, spasował nawet Greń.

- Przełamiemy to, k..., przełamiemy! - cieszył się na początku, kiedy sala nie mogła wybrać przewodniczącego. Wtedy szef Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej ściskał się z Ryszardem Czarneckim, chodził dumny i pewny swego. Później zapowiadał tylko, że opozycja zaskarży zjazd do sądu, bo pojawili się na nim nielegalni delegaci.

Tego wszystkiego nie oglądał już minister sportu Adam Giersz. - Ministrowie mają to do siebie, że wieczorem nudzi ich problematyka dyscypliny - ironizował szef Małopolskiego Związku Piłki Nożnej, Ryszard Niemiec. - Panie Ryszardzie, radzę nie ruszać centrali! - zaśmiewał się Łazarczyk.

Gierszowi do śmiechu nie było. - Kiedy wprowadzaliśmy do związku kuratora, by wymusić zmiany, środowisko konsolidowało się przeciw nam. Teraz PZPN ma większą autonomię, powinien ponosić większą odpowiedzialność. Oczekiwaliśmy przełomu po wyborze Grzegorza Laty na prezesa. Ale przełomu nie ma i nic nie wskazuje, by nastąpił - analizował minister.



Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów