>>
Jak radzić sobie z wszystkojedzącym psem Na to starcie liczyli kibice z całego świata. Z jednej strony niepokonany Mayweather - mistrz świata pięciu kategorii wagowych, pogromca Artura Gattiego, Zaba Judaha czy Oscara de la Hoyi. Lider połowy rankingów bez podziałów na kategorie. Prywatnie kumpel rapera 50 Centa, miłośnik ekskluzywnej biżuterii, bywalec najdroższych nocnych klubów. Drugiej połowie rankingów przewodzi Pacquiao. Może nieco na wyrost porównywany do Muhammada Alego, ale to zestawienie dobrze oddaje, jak świetnym pięściarzem jest bohater narodowy Filipin. "Pacman" może pochwalić się tytułami czempiona aż siedmiu kategorii. Nic dziwnego, że znaleźli się chętni, by na ich honoraria wyłożyć w sumie 50 mln dolarów. Drugie tyle pięściarze zarobiliby dzięki transmisjom pay-per-view. Nie zarobią ani centa. Wszystko przez tzw. olimpijskie testy antydopingowe. Obóz Mayweathera niespodziewanie postawił sprawę na ostrzu noża: albo kontrola w dowolnym momencie przed walką, albo nici ze szlagieru. Niespodziewanie, bo dotąd to właśnie Amerykanina oskarżano o nielegalne wspomaganie. Ludzie Pacquaio o testach nie chcieli słyszeć. Zgodzili się na badania na 24 dni przed planowaną na 13 marca walką oraz tuż po niej. Środowisko się podzieliło. Jedni uważali, że takie testy to przesada, drudzy, że skoro Filipińczyk nie ma nic do ukrycia, powinien uciszyć nimi podejrzliwych. "Pacman" długo nie płakał po fiasku rozmów. Na wiosnę stanie przed szansą zdobycia tytułu w ósmej kategorii wagowej, jego rywalem będzie czempion wagi junior średniej federacji WBA Yuri Foreman. Plany "Pięknisia" nie są znane, ale na brak chętnych nie będzie narzekał. Nie brakuje jednak opinii, że cała "olimpijska afera" to tylko kolejny element promocji walki, która odbędzie się jesienią. Miałaby dodatkowy atut. Byłaby ostatnim pojedynkiem w karierze Pacquaio, który już wcześniej ogłosił, że z końcem roku odchodzi na emeryturę.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl