>>
Co zrobić, gdy kot choruje na astmę? - Zagraliśmy niezły mecz. Dobrze było na przyjęciu zagrywki, poprawnie w ataku, ale czegoś zabrakło - mówił Radosław Rybak, lider Politechniki, po sobotniej porażce z Jastrzębskim Węglem. Politechnika rzeczywiście walczyła z uczestnikiem Ligi Mistrzów jak równy z równym, ale przegrała 0:3. - Wszystko przez kilka prostych błędów w końcówkach setów. Wtedy dzieje się z nami coś niedobrego. Co? Nie wiem - mówi Rybak.
Dwa miesiące przed końcem sezonu zasadniczego Politechnika jest ostatnia w tabeli. Jeśli na finiszu ligi nie będzie w czołowej "ósemce", czekają ją baraże o utrzymanie. - Za wszelką cenę musimy ich uniknąć - mówi prezes Jolanta Dolecka. Ze swą szefową zgadza się trener Panas, który zapewnia, że i w końcówkach setów i w końcówce sezonu drużyna zacznie wreszcie wygrywać najważniejsze piłki. Z Radosławem Panasem, trenerem Politechniki, rozmawia Łukasz Jachimiak.
Do końca ligi osiem spotkań, a wy zajmujecie ostatnie, dziesiąte miejsce. Skazani jesteście na baraże? - Do rozegrania jest coraz mniej meczów, ale kontaktu z ósmym zespołem nie tracimy. Mamy tylko o dwa punkty mniej niż Siatkarz Wieluń, wierzę, że tę bezpieczną strefę dogonimy.
Eksperci podkreślają, że gracie ładnie, ale na wyniki się to nie przekłada. - To prawda. Z Resovią mieliśmy sporą szansę na jakąś zdobycz punktową, tym bardziej w ostatnim meczu z Jastrzębiem. Niestety, przegrywamy newralgiczne momenty, czyli końcówki setów. To przez brak doświadczenia. Oczywiście mamy ludzi ogranych, jak Radek Rybak, ale kilku dopiero zaczyna kariery. Tym w końcówkach zdarzają się proste błędy, ręce jeszcze drżą.
Kiedy na początku grudnia sensacyjnie wygraliście w Bełchatowie ze Skrą, nie pomyślał pan, że wreszcie wszystko zaskoczyło i zaczniecie marsz w górę tabeli? - Wszyscy tak sądziliśmy, ale nie zapominajmy, że dwaj kolejni rywale także byli z najwyższej półki. Przecież Resovia i Jastrzębski to medaliści, którzy znów chcą stanąć na podium. Żałujemy, że nie udało nam się sprawić kolejnych niespodzianek, ale najważniejsze mecze dopiero przed nami. Wszystko rozstrzygnie się w starciach z drużynami z dołu tabeli.
Z Jadarem Radom, Siatkarzem Wieluń i AZS-em Olsztyn zagracie w lutym. Teraz przed wami dwa ciężkie wyjazdy: do Kędzierzyna i Częstochowy. - Na wyjazdach gramy nieźle, potrafimy przeciwstawić się faworytom. Dla nas każdy mecz to walka o jakieś punkty, nawet o jeden. Nie powiem, że w Kędzierzynie wygramy, ale skoro zdobyliśmy dwa punkty w Bełchatowie, to wiemy, że stać nas na taki bonus, jakiego inne drużyny z dołu tabeli raczej nie są w stanie zgarnąć.
Pewnie szczególnie miło byłoby panu wygrać w Częstochowie? - Grałem tam przez wiele lat, byłem trenerem, więc na pewno szykuje nam się meczyk z podwójnym dnem.
Tęskni pan za Częstochową, czy już zadomowił się w stolicy? - Jestem bardzo zadowolony z pracy z Politechniką. Mamy świetne warunki do treningu, zgrany sztab, wszystko jest na wysokim poziomie. Nie brakuje niczego, może poza wynikami. Cieszy też klimat wokół drużyny. Zamykamy tabele, przegrywamy mecze, ale trybuny są pełne, kibice nie odwracają się od nas.
Wierzy pan, że ci kibice doczekają się wkrótce zespołu walczącego z najlepszymi? - Nie wyobrażam sobie, żeby Warszawa nie miała drużyny w PlusLidze. Na razie koncentrujemy się na utrzymaniu, później porozmawiamy o budowie drużyny, która mogłaby wejść na wyższy pułap. Myślę, że znajdzie się ktoś, kto wyłoży pieniądze na dwie-trzy gwiazdy. Takie motory napędowe są potrzebne, by liczyć się w lidze.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl