Do początku obecnego sezonu Justyna 17 razy pobiegła w zawodach Pucharu Świata. Dziesięciokrotnie była na podium, wygrała prestiżowe Tour de Ski, zgromadziła w sumie 1225 punktów. Żadna biegaczka w historii PŚ na tym etapie rywalizacji nie miała takiego dorobku. Jeśli Polka utrzyma tę wspaniałą formę w dwunastu biegach, jakie zostały do końca sezonu, w marcu zdobędzie drugą w karierze Kryształową Kulę, łamiąc niewyobrażalną granicę dwóch tysięcy punktów. Niemożliwe?
- Chcemy zaatakować, kiedy przeciwniczki już się wyszumią. Na razie postaramy się zahaczać w pierwszej dziesiątce, na superwyniki nie liczymy, bo forma ma przyjść na igrzyska w Vancouver - opowiadał trener Aleksander Wierietielny przed startem Pucharu Świata. Dziś przekonuje, że wszystko jest tak, jak miało być, czyli, że... jego podopieczna olimpijskiej formy jeszcze nie znalazła. - Jak wreszcie przyjdzie, Justysia będzie fruwać, a nie człapać. Dziewczyna ma rezerwy. Pracujemy, żeby było coraz lepiej - mówi trener.
Bjoergen, Petra Majdić, Aino-Kaisa Saarinen i inne czołowe zawodniczki świata, które za niespełna miesiąc będą chciały walczyć o olimpijskie medale, są w biedzie. Jeśli Justyna rzeczywiście zacznie "fruwać", żadna nie będzie w stanie zatrzymać jej na olimpijskiej trasie, choć ta, jak wiadomo, nie jest dla Polki wymarzona.
Dziś wszystko wskazuje na to, że po płaskiej pętli w Whistler Park Kowalczyk najmocniej będzie się ścigała z Bjoergen. Norweżka, która przed pięcioma laty deklasowała rywalki (na 16 startów wygrała 10, 13 razy była na podium, a na MŚ w Oberstdorfie zdobyła dwa złota, srebro i brąz), w tym sezonie nastawia się wyłącznie na igrzyska. Kiedy Kowalczyk wygrywała w morderczym Tour de Ski, Bjoergen intensywnie trenowała. W dążeniu do olimpijskiego złota, którego w kolekcji trofeów jeszcze nie ma, poświęciła nie tylko walkę o Kryształową Kulę (w PŚ jest szósta, ma tylko 556 punktów). 30-letnia zawodniczka postanowiła, że w Vancouver nie pobiegnie w sprincie, choć podobny, także rozegrany stylem klasycznym, w tym sezonie już wygrała (w grudniu, w Rogli). - Mam inne priorytety - wyjaśnia. Nie mówi wprost, jakie, ale jasnym jest, że szczególnie chodzi jej o 10 km "łyżwą".
Forma Bjoergen wyraźnie rośnie. W sobotę Norweżka jako jedyna potrafiła rywalizować z Kowalczyk. Na mecie straciła do Polki zaledwie 4,2 s, a biec trzeba było ulubionym przez Justynę "klasykiem".
W rywalizacji Kowalczyk i Bjoergen na dalszy plan zeszły Majdić i Saarinen. Finka, która uchodzi za specjalistkę od stylu klasycznego, była gorsza od Polki aż o 29,9 s. Znacznie lepiej poszło im w niedzielnym sprincie na 1,2 km techniką klasyczną - Majdić była 2., Saarinen 3. Wygrała Szwedka Hanna Falk. Kowalczyk, która na krótkich, nerwowych dystansach cały czas nie czuje się najlepiej, była siódma. Walki o zwycięstwo pozbawiła ją Daria Gaiazova. Na jednym z zakrętów Kanadyjka nastąpiła na nartę Justyny, w efekcie obie straciły do czołówki kilkadziesiąt metrów. Szaleńcza pogoń Kowalczyk nie dała rezultatu -na finiszu zabrakło jej 0,1 sekundy do dającego awans do finału drugiego miejsca. Pech i brak sprinterskiego zmysłu Polki cieszy jej rywalki, ale żadnej pewności im nie daje. - Justysia jest mocna we wszystkim i na igrzyskach pobiegnie wszystko - zapowiada przecież Wierietielny.
Źródło: Dziennik Metro