http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > eMetro.pl >  Sport

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum

Olimpijska rewia mody

Piotr Kalisz
2010-02-03, ostatnia aktualizacja 2010-02-03 21:16

Gdyby do nielicznych sukcesów, które w zimowych igrzyskach odnosili nasi sportowcy, dołączyć zachwyt, jaki budziły ich stroje, okazałoby się, że spektakularnych triumfów polskiego sportu zimowego byłoby więcej. Niestety, wzrosłaby też liczba wstydliwych porażek

Polskie stroje podczas ceremonii otwarcia olimpiady w Nagano
Fot. BORIS HORVAT AFP
Polskie stroje podczas ceremonii otwarcia olimpiady w Nagano
ZOBACZ TAKŻE
>> Ludzie i węże - czytaj na Cafe Animal

W Centrum Olimpijskim dwa tygodnie temu zaprezentowano stroje, jakie będą nosili nasi olimpijczycy na igrzyskach w Vancouver. - Do produkcji kurtek i spodni użyto materiału renomowanej japońskiej firmy Toray, o wysokiej oddychalności i wodoodporności. W odzieży wierzchniej wprowadziliśmy szwy klejone oraz materiały szybkoschnące. Spodnie uszyliśmy z trójwarstwowego laminatu. Stworzyliśmy linię, która współgra ze światowymi trendami i kreatywnie się nimi inspiruje - opowiadała Ranita Sobańska, główna projektantka firmy 4F, która uszyła stroje olimpijczykom. Prezentacji towarzyszył efektowny pokaz taneczny o prostym przesłaniu - sportowcy będą mieli pełen komfort, a stroje pomogą im osiągnąć sukcesy. Choć na igrzyskach istotniejsza od prezentacji jest forma, to ubiory olimpijskie zawsze budziły wielkie emocje. Powód? To w nich naszą reprezentację oglądamy podczas ceremonii otwarcia i nie chcemy, by Polacy prezentowali się na tle sportowej rodziny jak ubodzy krewni. A w przeszłości bywało z tym różnie.

Futra, skarpety w romby i wiosenne półbuty

Na pierwszych zimowych igrzyskach olimpijskich w Chamonix w 1924 roku o kurtkach z materiałów wodoodpornych nie było mowy. Tak samo jak o jednolitych strojach dla wszystkich sportowców. Dlatego Polacy defilowali w tym, co akurat mieli w domowych szafach. "Ubrani byliśmy bardzo różnie. Mnie w ostatniej chwili znajomy z Poronina pożyczył futro. Jestem w nim na wszystkich zdjęciach. A wyglądam jak kupiec korzenny, a nie narciarz" - tak swój strój olimpijski w książce "Zakopiański jarmark romantyczny i tragiczny" wspominał biegacz narciarski Franciszek Bujak. Znacznie lepiej prezentowaliśmy się 12 lat później, w Garmisch-Partenkirchen. Imponował szczególnie strój panów: jednolite mundurki i długie ciepłe skarpety w romby, w które włożone były nogawki spodni. Do klapy marynarki każdy z reprezentantów miał przyszyte wielkie godło narodowe. Ale w 1948 roku znów nie było się czym chwalić. Reprezentacja polskich hokeistów pojechała pociągiem do St. Moritz nie dość, że na gapę (konduktorów hokeiści opłacali zabraną na igrzyska słoniną), to jeszcze bez strojów. Każdy ubrany był w to, w czym chodził na co dzień. Np. Alfred Gansiniec pokaźne szwajcarskie śniegi przemierzał w wiosennych półbutach. Pewnie dlatego ani on, ani jego koledzy na defiladę reprezentacji nie poszli.

Kozaczki z cielęcej skórki i haftowane kożuszki

Pierwsze polskie sukcesy i sportowe, i w dziedzinie mody olimpijskiej przyniosły dopiero igrzyska w Cortina d'Ampezzo z 1956 roku. Cały świat podziwiał Franciszka Gronia-Gąsienicę, który zdobył brązowy medal w kombinacji norweskiej, ale też stroje Polaków: ciemnopopielate kurtki z kożuszkiem. Jedyne, do czego można się było przyczepić, to obuwie. Nasz pierwszy historyczny medalista paradował w starych, kupionych od kolegi narciarza Aleksandra Kowalskiego norweskich butach z cienką zelówką. A te rozleciały się już na pierwszym treningu. Groń-Gąsienica otrzymał wtedy nowe buty turystyczne, niestety, w złym rozmiarze. Na szczęście miejscowy zakład szewski stanął na wysokości zadania, i stare buty udało się posklejać. I to dobry dowód na to, jak stroje olimpijskie wpływają na wynik.

Cztery lata później w Squaw Valley ubrania musiały być więc perfekcyjne, bo nasze łyżwiarki szybkie Elwira Seroczyńska i Helena Pilejczyk zdobyły dwa medale - srebrny i brązowy. Szczęśliwe dla siebie igrzyska i swój strój olimpijski Pilejczyk zapamiętała w każdym drobnym szczególe. - Na ceremonię wyszłam w granatowej kurtce, ciemnogranatowej chusteczce, do tego miałam elastyczne granatowe spodnie, kozaczki z cielęcej skórki i czapeczkę. To było ładne, wygodne wdzianko - wspomina.

Ładne było, ale furory nie zrobiło. W przeciwieństwie do ubiorów Polaków z igrzysk w Grenoble z 1968 roku. Piękne kożuszki przygotowane przez Zakopiańskie Zakłady Wzorcowe stały się w wiosce olimpijskiej prawdziwym przebojem. Każdy chciał je mieć, dlatego Polacy wymieniali je na cenne przedmioty. Alpejczyk Andrzej Bachleda-Curuś dostał za swój haftowany kożuszek narty zjazdowe od mistrza - Francuza Jeana-Claude'a Killy'ego, a biegacz Józef Rysiula fińskie biegówki. Choć medalu nie zdobyli, o Polakach było pod Alpami głośno. Po igrzyskach podhalańska firma dostała z USA i Francji zamówienia na swój produkt.

Mechaty sweterek i golf z kwiatowym motywem

Cztery lata później nadeszły niezapomniane dla nas igrzyska w Sapporo, bo Wojciech Fortuna jako pierwszy i jak dotąd jedyny Polak w historii zdobył złoto. Myli się jednak ten, kto uważa, że nasz skoczek podczas dekoracji był najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. - Wstyd mi było, jak na ceremonii wręczania medali musiałem pojawić się w mechatym sweterku. Rywale mieli garnitury, a ja stałem w jakichś szmatkach. Chyba nikt wtedy nie przewidział, że będziemy odbierać medale - opowiada Fortuna. Swoich strojów nie chce też pamiętać Józef Łuszczek, uczestnik dwóch olimpiad - w Lake Placid (1980) i Sarajewie (1984). - Moje stroje były byle jakie. Dobrze, że chociaż pasowały, bo mieliśmy ze dwie przymiarki przed wyjazdem. Ale nie podobały mi się. W Lake Placid dostaliśmy jakieś sztruksy brązowe, zwykłe kurtki, czapy z kożuszkiem, ale bez rewelacji. W Sarajewie też nic ciekawego nie było - opowiada mistrz świata w biegach narciarskich. Na tych igrzyskach był też Wiesław Jobczyk, ale on również ówczesne stroje wymazał z pamięci. - Chciało się o tych igrzyskach szybko zapomnieć, bo nasze wyniki były fatalne - mówi. Hokeista dobrze pamięta za to strój ze swoich pierwszych igrzysk, w Innsbrucku. - Dostaliśmy biało-czerwone kurtki, czapki z pomponem i piękne golfy: jasny krem z takim dziwnym kwiatowym motywem. Doskonale ten golf pamiętam, bo jeszcze dziś w górach chodzi w nim ktoś z mojej rodziny. Musiał to być wyrób wysokiej klasy, bo minęły już 34 lata. Ale w sumie jak się go nosi pięć razy do roku, to nic dziwnego, że jeszcze się trzyma - śmieje się Jobczyk.

Wełniane płaszcze i za krótkie spodnie

Od igrzysk w Sarajewie przez dwadzieścia lat, aż do olimpiady w Salt Lake City, stroje olimpijczykom dostarczała kętrzyńska Warmia. Początkowo firma miała problem ze zdobyciem materiałów wysokiej jakości. Komponowała stroje z tego, co było. Jeśli nie było nic, sprowadzała potrzebne materiały za dolary. U Łuszczka i Jobczyka pierwsza oferta Warmii uznania nie zdobyła. Ale już druga, której częścią były oryginalne kapelusze, na igrzyskach w Calgary zachwyciła cały świat. Polscy sportowcy nie odnieśli wtedy sukcesów, ale stroje Warmii zdobyły nieoficjalnie brązowy medal. Firma stawiała przede wszystkim na wygodę. W Albertville nie było np. garniturów, a zamiast nich olimpijczycy nosili modne rozpinane swetry z bawełny i lniane luźne spodnie. W Nagano zaś Adam Małysz defilował w wełnianym płaszczu. Świata tymi strojami nie zadziwiliśmy, ale za to nie było większych wpadek, które przydarzyły się dostarczycielowi strojów na igrzyska w Turynie - firmie Euromark. Czapki, polary i kurtki, oraz dodatki w postaci klapek czy kosmetyczek mogły się podobać. Szkoda tylko, że zapomniano o przymiarkach. I tak na ceremonii otwarcia, której gościem były takie ikony stylu jak Sophia Loren i Eva Herzigova, Polacy defilowali w spodniach z za krótkimi nogawkami. Teraz w Vancouver takich wpadek ma nie być. Prezes PKOl Piotr Nurowski zapewnia, że sprawa strojów jest zapięta na ostatni guzik. - A Justyna Kowalczyk, która jest największym zmarzluchem w naszej ekipie, dostała specjalny skafander z dodatkowym ociepleniem - mówi.

Pod wrażeniem nowych strojów jest Fortuna. - Jestem pewien, że polska reprezentacja będzie ubrana najładniej ze wszystkich - przekonuje. Czy rzeczywiście tak będzie, przekonamy się niebawem. A dziś pozostaje mieć nadzieję, że Polacy po powrocie z Vancouver będą mogli nie tylko szczycić się tym, że mieli piękne stroje, lecz także dumnie demonstrować najpiękniejsze na świecie dodatki do ubioru olimpijczyka - błyszczące wisiorki w postaci medali.

>> Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl


Źródło: Dziennik Metro

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

5

4 głosy

Brak komentarzy

Newsletter
Newsletter

Zamów artykuły z Metra na Twój adres e-mail. Zobacz przykład