http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > eMetro.pl >  Sport

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum

Pogoda tylko dla bogaczy

Łukasz Jachimiak, Łukasz Ostruszka
2010-02-09, ostatnia aktualizacja 2010-02-09 21:33

Zamiast śniegu - deszcz, a w czasie igrzysk licytacja obiektów, na których właśnie będzie toczyła się olimpijska rywalizacja. Na trzy dni przed rozpoczęciem największej, obok mundialu w RPA, tegorocznej sportowej imprezy świata, jej organizatorzy mają poważne kłopoty

Te ciężarówki zwykle wykorzystuje się do wywożenia z miasta śmieci
Fot. Jae C. Hong AP
Te ciężarówki zwykle wykorzystuje się do wywożenia z miasta śmieci
ZOBACZ TAKŻE
>> Jak dbać zimą o psie łapy - czytaj na Cafe Animal

Cypress Mountain - ta nazwa w kontekście igrzysk olimpijskich pada ostatnio zdecydowanie zbyt często. To w miejscowości oddalonej od Vancouver o 30 minut jazdy samochodem mają zostać rozegrane zawody w narciarstwie freestylowym i konkurencje snowboardowe. Kłopot w tym, że śnieg topnieje z godziny na godzinę, temperatura powietrza wciąż oscyluje wokół 10 stopni Celsjusza, a prognoza pogody nie daje nadziei, że będzie lepiej.

- Nie mamy żadnego planu B, bo taki plan nie jest nam potrzebny - uspokaja przewodniczący Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego Jacques Rogge. - Sytuacja nie jest najlepsza, ale naprawdę nie istnieje zagrożenie, że zawody mogłyby się nie odbyć - przekonuje Belg, któremu humor poprawiła odrobina śniegu, jaki spadł na Cypress w poniedziałek.

- Wreszcie! To dla nas prezent i dobry znak. Nikomu z nas nie przyszło do głowy, że cały styczeń nie przyniesie śniegu. Ale to już za nami, teraz musimy pokazać, że wszystko mamy pod kontrolą - mówi szef komitetu organizacyjnego igrzysk John Furlong.

Nad tym, by wszystko odbyło się zgodnie z planem czuwa armia ludzi. Organizatorzy przykrywają stoki specjalnym płótnem chroniącym pozostały śnieg przed deszczem, a ciężarówki i helikoptery niemal bez ustanku zwożą świeży puch z wyższych partii gór. O wysiłku gospodarzy świadczą liczby - 2 i 150. Pierwsza oznacza godziny, druga kilometry. Tyle czasu i tyle drogi musiały pokonywać wspomniane samochody do Allison Pass. To po tamtejszym śniegu będą jeździć na igrzyskach m.in. Mateusz i Paulina Ligoccy. Dlaczego nie zastosowano prostszych metod? Bo w tak wysokiej temperaturze powietrza armatki śnieżne są bezużyteczne.

Atak wiosny w środku zimy Kanadyjczycy próbują zatrzymać na różne sposoby. Tamtejszy rząd stworzył nawet specjalną grupę złożoną z 15 najlepszych meteorologów i oddał im do dyspozycji 60 stacji meteorologicznych. Olimpijska jednostka pogodowa szczyci się tym, że potrafi przewidywać, jakie warunki będą panować na stokach z dokładnością co do godziny. Ale zmienić tych warunków nikt nie może. Dlatego wojna ciągle trwa.

Narty wodne

Niepewne miny mają nie tylko snowboardziści i narciarze dowolni, ale też alpejczycy. Amerykanin Bode Miller jest legendą narciarstwa. Zasłynął nie tylko zwycięstwami, ale też m.in. dzięki karkołomną jazdą na jednej narcie podczas mistrzostw świata w Bormio w 2005 roku. Roztrzaskała mu wówczas jedna z nart, ale przez dwie minuty mknął na drugiej z prędkością ponad 80 km na godz. Teraz wiele wskazuje na to, że w pierwszy weekend igrzysk mógłby znów startować na jednej narcie. Tym razem wodnej. - Odcinek przygotowany na zjazd można podzielić na trzy pory roku: na górze - zima, w środku - przedwiośnie, na dole - wiosna. Jest dość miękko, ale robimy wszystko, by trasa była odpowiednio przygotowana - mówi dyrektor zawodów Günter Hujara z Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS).

FIS robi wszystko, ale to może nie wystarczyć. Jeśli potwierdzą się prognozy mówiące o wzrastającej temperaturze i kolejnych opadach deszczu, alpejczycy na swoje pierwsze starty będą musieli zaczekać.

Polskich kibiców najbardziej interesuje aura w Whistler, gdzie o olimpijskie medale będą walczyć Justyna Kowalczyk, Adam Małysz i Tomasz Sikora. Dziś w przepięknym kurorcie trzyma się dwumetrowa skorupa lodowo-śnieżna, ale jest ciepło. - Dla mnie za ciepło. Lubię biegać, kiedy jest mróz i chciałbym, żeby temperatura spadła - mówi trenujący już na miejscu Sikora.

Nasz biathlonista, podobnie jak Justyna Kowalczyk, byłby szczęśliwy, gdyby sprawdziły się niedawne prognozy meteorologów. Ci jeszcze trzy tygodnie temu twierdzili, że druga połowa lutego przyniesie w olimpijskim parku siarczyste mrozy. Teraz są ostrożniejsi, choć nadal zapowiadają ochłodzenie i obiecują, że poprószy śnieg. - Rywalizacja podczas wielkich mrozów to moja specjalność. Generalnie zimna nie lubię, ale jakoś tak się układa, że kiedy marznę, to szybciej biegam - mówi Kowalczyk. Nie jest tajemnicą, że na stabilną, mroźną pogodę lepiej przygotowani są też współpracownicy Justyny. - Wtedy potrafią tak posmarować nartki, że idą jak marzenie - mówi o serwismenach trener Aleksander Wierietielny.

Mróz lubią też narty Adama Małysza. - Jak jest ciepło, to one się przyczepiają do rozbiegu, a wtedy trudno o płynne odbicie na progu. Wolałbym, żeby było zimno, choć tak naprawdę dla mnie najważniejszy jest wiatr - mówi nasz skoczek.

A co, jeśli na skoczni śniegu będzie jednak za mało? Pozostaje igielit? - Nawet nie wiem, czy skocznie są nim pokryte, ale MKOl na pewno by się na to nie zgodził. Letnia olimpiada w zimie nie przejdzie - mówi ze śmiechem. - Jeśli śnieg się stopi, jeśli zacznie lać deszcz, to organizatorzy będą musieli śnieg skądś wytrzasnąć - dodaje już poważnie.

Olimpijska licytacja

Kanadyjczycy modlą się, by pogoda zlitowała się chociaż nad Whistler. Miasto jest bowiem zajęte innym kłopotem. Do jego bram pukają wierzyciele. Stacja telewizyjna CBC News informuje, że firma Intrawest ULC, która jest właścicielem kurortu Whistler Blackcomb zalega ze spłatą około 1,4 mld dolarów długu zaciągniętego przed igrzyskami. W drugiej połowie stycznia w kanadyjskich i amerykańskich gazetach umieszczono ogłoszenie o pierwszej licytacji mienia z Whistler. Zaplanowano ją na 19 lutego, czyli jeszcze w czasie trwania igrzysk. Nowi właściciele obiektów zapowiedzieli, że nie użyją igrzysk jako karty przetargowej, a organizatorzy uspokajają, że prawdopodobieństwo, by komornik zakłócił olimpijską rywalizację nie wchodzi w grę. Widać jednak obawy i ogólną niepewność. Sprawa jest na tyle skomplikowana, że komitet organizacyjny siedzi jak na szpilkach. W 2006 roku grupę Intrawest kupił fundusz Fortress z Wall Street i to właśnie on ma teraz kłopoty z wierzycielami, bo sam zadłużył się, by sfinalizować transakcję. W aktach sprawy jako kredytodawca widnieje m.in. okryty dziś złą sławą bank inwestycyjny Lehman Brothers, którego bankructwo rozpoczęło de facto globalny kryzys finansowy w 2008 roku.

>> Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl


Źródło: Dziennik Metro

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

Brak komentarzy

Newsletter
Newsletter

Zamów artykuły z Metra na Twój adres e-mail. Zobacz przykład