Wiceminister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski po raz kolejny usłyszał wczoraj w Moskwie, że Rosja domaga się stałej kontroli obiektów, w których ma być zainstalowana w przyszłości tarcza antyrakietowa na terenie Polski. Po spotkaniu z zajmującym się w rosyjskim MSZ negocjacjami w sprawie tarczy Siergiejem Kislakiem strona polska wydała łagodne, ale niepozostawiające wątpliwości oświadczenie: - Żądania Rosjan idą zbyt daleko. Zakładamy, że inwestycja może być otwarta na wizyty. Nie wydaje nam się jednak, by była potrzeba permanentnego stacjonowania tam rosyjskich inspektorów - powiedział Witold Waszczykowski.
Innej odpowiedzi być nie mogło, bo władze naszego kraju nawet nie biorą pod uwagę możliwości stacjonowania w Polsce rosyjskich oficerów, których zadaniem miałoby być monitorowanie działania silosów z rakietami. - To już kiedyś było i takie rozwiązanie już nie wróci - mówił jeszcze przed wyjazdem Waszczykowski. - Stałe inspekcje są nie do przyjęcia. Możemy się zgodzić najwyżej na wizyty rosyjskich inspektorów, ale i to tylko wtedy, gdy Rosjanie wyrażą zgodę na polskie inspekcje np. w bazach obwodu kaliningradzkiego - komentuje dla "Metra" były wiceszef MON gen. Stanisław Koziej.
W najbliższym czasie mogą być negocjowane inne formy monitoringu tarczy na terenie Polski. Amerykanie zaproponowali np., aby rosyjscy specjaliści na stałe rezydowali w ambasadzie w Warszawie i tylko czasowo wizytowali bazę.
Ostatecznego porozumienia w sprawie form monitoringu należy się spodziewać dopiero po oficjalnym wycofaniu się Rosji z generalnego sprzeciwu wobec zainstalowania w Polsce i Czechach elementów tarczy.
Źródło: Dziennik Metro