Tak potężnej awantury w Sejmie tej kadencji jeszcze nie było. Rozpętało ją Prawo i Sprawiedliwość, które starało się zablokować prace sejmowej komisji regulaminowej i spraw poselskich. Powód ważny. Platforma chce odebrać Zbigniewowi Ziobrze immunitet. Prokuratura twierdzi, że jako minister sprawiedliwości Ziobro nie miał prawa pokazywać Jarosławowi Kaczyńskiemu akt sprawy mafii paliwowej. By odebranie immunitetu było możliwe, sprawę musi zaopiniować komisja regulaminowa Sejmu. We wtorek to się nie udało, bo na posiedzenie przyszła rekordowa grupa ok. 80 posłów PiS. Nie wszyscy pomieścili się w małej salce, gdzie zazwyczaj obraduje komisja. Dlatego obrady przerwano. Na polecenie marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego wczoraj posiedzenie kontynuowano, w znacznie większej sali. Przyszło na nie jeszcze więcej polityków PiS z Jarosławem Kaczyńskim, szefem PiS na czele.
Stłoczeni w jednej sali posłowie przekrzykiwali się, nie dopuszczając do głosu przewodniczącego komisji Jerzego Budnika z PO. PiS chciał przerwać obrady, twierdząc, że były minister sprawiedliwości nie został powiadomiony o posiedzeniu i wyjechał do Krakowa. Nie przeszkodziło mu to jednak udzielić rano wywiadu w polskim radiu.
- Przez kilka dni kancelaria Sejmu usiłowała wręczyć Ziobrze wniosek prokuratury. Poseł wyłączał telefon, a pracownicy jego biura odmawiali przyjęcia dokumentu - odpowiadał Komorowski.
Sam Ziobro zarzuty marszałka kontrował na konferencji Krakowie. Twierdził, że przed komisją może się stawić dopiero dziś.
Posłów to jednak nie obchodziło. Po kolejnej przerwie rozpętała się prawdziwa awantura. Jerzy Budnik próbował przemówić im do rozsądku: - Jeśli nie zachowują państwo regulaminu, proszę zachowywać dobre obyczaje - mówił. Jego słowa zagłuszał krzyk posłów PiS.
- Hańba!, Precz z komuną - ryczeli parlamentarzyści, pokładając się przy tym ze śmiechu. Inni ostentacyjnie czytali gazety.
Budnik nie musiał nawet "udzielać głosu", bo posłowie mówili, nie pytając nikogo o zdanie.
Ale gdy to nie pomogło, posłowie PiS, drąc się, zażądali krzeseł dla swoich posłów, którzy nie mieli gdzie siedzieć.
- Idziecie śladami naszych sąsiadów z Białorusi - krzyczał poseł Marek Suski z PiS.
- Tu są jakieś bojówki Platformy Obywatelskiej. Chcemy wiedzieć, kto to jest - żądała Beata Kempa. Oburzeni zachowaniem posłów PiS politycy PO mówili. - To jest jawna burda - mówił Andrzej Czuma z PO. Nie pomogło nawet przejęcie prowadzenia obrad komisji przez wicemarszałka Sejmu Stefana Niesiołowskiego. Gdy ten chciał uspokoić posłów PiS, ci zaczęli krzyczeć "Uzurpator, uzurpator". Na korytarzu sejmowym w tym samym czasie Zbigniew Chlebowski, szef klubu parlamentarnego Platformy, komentował: - Do polskiego parlamentu wrócił duch Samoobrony. Znów zagościł Lepper i Łyżwiński, znów są kłótnie i awantury.
Dopiero po czterech godzinach awantur, które na żywo pokazywały telewizje, udało się odczytać wniosek prokuratury i pozytywnie zaopiniować dokument o zniesieniu immunitetu Ziobry. Udało się, bo... z sali wyszli posłowie PiS. Na odchodne rzucali, że pozostali "zdrajcy".
Jarosław Kaczyński, prezes PiS, triumfował: - Mamy do czynienia z praktyką, która łamie zasady demokracji i zasady praworządności. Nad Sejmem unosi się duch Kiszczaka. Dlatego musieliśmy wyjść z sali - twierdził. Jednocześnie zapowiedział, że jego partia złoży wniosek o odwołanie marszałka Komorowskiego i wicemarszałka Stefana Niesiołowskiego. Ma on trafić do laski marszałkowskiej jeszcze dziś.
Ile kosztowała nas poselska pyskówka? 184 tys. zł. Tyle bowiem dostaną wszyscy posłowie za wczorajszy dzień pracy. Na jednego przypada ok. 400 zł