http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Mamy pieniądze, ale dzieci czekają

metro
2008-10-24, ostatnia aktualizacja 2008-10-24 11:51

Bezprecedensowe oświadczenie Narodowego Funduszu Zdrowia. NFZ nie chce płacić za operacje kardiochirurgiczne dzieci poza granicami kraju, bo operacje mogą wykonywać polscy specjaliści


Fot. Jacek Łagowski / AG
Reforma zdrowia okiem polityków

Rodzice chorych dzieci, którzy nie chcą czekać na operację w Polsce, coraz częściej szukają pomocy za granicą. Jak wielu? Nie wiadomo, ale wczoraj głos w tej sprawie zabrał Fundusz. - NFZ nie będzie finansował planowego leczenia kardiochirurgicznego w klinice w Monachium, które jest dostępne w kilku wysokospecjalistycznych ośrodkach kardiochirurgicznych na terenie Polski - czytamy w komunikacie.

Dyskusję wokół problemów kardiochirurgii dziecięcej rozpoczął na początku października listem otwartym Jurek Owsiak. - Czemu dzieci z chorobami serca są operowane za granicą, chociaż polskie kliniki są wyposażone w najnowocześniejszy sprzęt? - pytał. Rozmowa z prof. dr. hab. Bohdanem Maruszewskim, kierownikiem Kliniki Kardiochirurgii Centrum Zdrowia Dziecka, o tym, co trzeba zrobić, aby dzieci nie musiały czekać na operacje, a rodzice nie szukali pomocy za granicą

Anita Karwowska. Czy apel Jurka Owsiaka do kardiochirurgów polskich był potrzebny?

- Był. Jeszcze kilka lat temu dzieci z wadami serca mogły być operowane bez kolejki. Teraz kolejki rosną, bo brakuje miejsca na intensywnej terapii, anestezjologów oraz pielęgniarek, które chciałyby na tych oddziałach pracować.

Jak długo dzieci muszą czekać?

- Rocznie wykonujemy ok. 600 operacji u noworodków w trybie nagłym. To jedna czwarta wszystkich zabiegów. Dla tych dzieci miejsce musi znaleźć natychmiast, bo nie przeżyją. Jednak przez to wydłużamy kolejkę dzieci czekających na operacje planowe. Tych też nie można odkładać w nieskończoność, ponieważ ryzyko związane z operacją rośnie.

Kolejka będzie rosła, bo też w Polsce rodzi się coraz więcej.

- Niestety, tak. Na tysiąc narodzin średnio ośmioro dzieci ma wadę wrodzoną serca. Dziś nawet ciężko chore dzieci przeżywają okres poporodowy, rozwija się diagnostyka prenatalna. Sukces rodzi potrzeby. Większość operacji wykonywanych u noworodków to nie są jedyne operacje, jakie te dzieci przejdą. One pozwalają dzieciom przeżyć i się rozwijać. Ale tylko pod warunkiem, że te maluchy przejdą w kolejnych latach kilka kolejnych zabiegów.

Myślę, że do rodziców chorych dzieci nie trafia argument, że operacja się opóźnia z powodu baby boom-u.

- To prawda, bo to system nie dostosował się do demografii. Pieniądze na operacje są - od Ministerstwa Zdrowia. Problem polega na tym, że za samą hospitalizację dziecka płaci NFZ i są to kwoty niewystarczające. Czasem pobyt dziecka w szpitalu trwa nawet kilka miesięcy.

O ile powinny wzrosnąć nakłady na kardiochirurgię dziecięcą?

- Mamy w Polsce 9 sal operacyjnych i 51 stanowisk. Powinno być ich dwa razy więcej, mówimy więc o kwocie 15 mln zł. Drugi kłopot to brak pielęgniarek. Dzisiaj te, które pracują oddziale intensywnej terapii zarabiają tyle, co koleżanki na innych oddziałach, choć ich praca jest potwornie ciężka i odpowiedzialna. Uciekają więc z tych oddziałów. Tymczasem pielęgniarki z Europy Zachodniej pracujące na intensywnej terapii zarabiają często więcej niż młodzi lekarze. Jeśli nie chcemy, aby w mediach ukazywały się kolejne apele o sfinansowanie operacji dziecka gdzieś za granicą, musimy to wszystko zmienić.

Apel rodziców, którzy szukają pomocy za granicą, musi być dla lekarza szczególnie bolesny.

- Boli mnie i dotyka, kiedy widzę dzieci czekające na operację, których nie można zrobić. Boli mnie, że zespół sześciu świetnych kardiochirurgów, którzy mogliby operować całe dnie nie operuje, bo nie ma miejsc w szpitalu. Jednak to nie jest tylko kwestia bólu, ale i odpowiedzialności. Kiedy podpisuję dokument kwalifikujący dziecko do operacji, to w tym momencie zaczynam odpowiadać prawnie za los tego dziecka. Wiem, że ono nie może miesiącami czekać na zabieg. Bolą mnie też argumenty, że to dziecko nie może być w Polsce operowane, bo nie chcą się tego podjąć polscy kardiochirurdzy. Nasze umiejętności są bardzo wysokie, ale wszędzie na świecie są takie wady, których się nie operuje, bo zabieg skróci życie, a nie poprawi stan dziecka. Oczywiście, rodzice mają prawo szukać najlepszego na świecie miejsca. Ja, będąc w takiej sytuacji, zrobiłbym to samo. Tylko jeżeli koszt takiej operacji za granicą wynosi kilkadziesiąt tysięcy euro, a u nas kilkakrotnie mniej. Czemu więc nie inwestuje się w leczenie w Polsce?

Czy w najbliższym czasie WOŚP zagra ponownie na rzecz polskiej kardiochirurgii?

- Orkiestra nie będzie finansowała pracy pielęgniarek, anestezjologów i chirurgów. Fundacja może przekazać pieniądze na sprzęt wtedy, kiedy będzie pewne, że zostanie on wykorzystany, że nie będzie stał bezużytecznie.

Czy NFZ powinien płacić za leczenie dzieci za granicą? Napisz do nas: metro@agora.pl

Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów