http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > eMetro.pl >  Kraj

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj

Kaczyński leci na szczyt, Tusk zostaje.

Łukasz Antkiewicz
2008-11-03, ostatnia aktualizacja 2008-11-04 00:00

Na szczycie w Brukseli Polska chce przedstawić swój plan dojścia do euro. Tyle że będzie go prezentować sceptyczny wobec europejskiej waluty Lech Kaczyński. Czy rządowi uda się skłonić prezydenta do współpracy?

Prezydent Lech Kaczyński na uroczystościach 90. rocznicy wyzwolenia Krakowa z rąk zaborców
Fot.Tomasz Wiech / AG
Prezydent Lech Kaczyński na uroczystościach 90. rocznicy wyzwolenia Krakowa z...
SERWISY
>> Tusk z Kaczyńskim. Kryzys ich pogodzi?

Spotkanie szefów państw Unii Europejskiej zaplanowano na najbliższy piątek. Będzie niemal w całości poświęcone opracowaniu wspólnego stanowiska UE w sprawie światowego kryzysu finansowego. Ale nasz rząd te obrady traktuje szczególnie z innego powodu: Polska chce przedstawić innym członkom Unii własną ścieżkę wejścia do strefy euro (tydzień temu Rada Ministrów przyjęła tzw. mapę drogową). Według rządowego projektu złotówkę zastąpilibyśmy nową walutą w 2012 roku.

Te plany nieco się skomplikowały, bo na szczyt chce jechać Lech Kaczyński. - Nie mamy nic przeciwko, aby razem z prezydentem leciał premier - powtarzał wczoraj Piotr Kownacki, szef Kancelarii Prezydenta.

Ale premier postanowił zostać w kraju.

- Nie chcemy dopuścić do kolejnej kompromitacji Polski - twierdzi Sławomir Nowak, szef gabinetu politycznego Donalda Tuska.

Problemem mogłoby okazać się miejsce przy unijnym stole. W czasie roboczych spotkań na szczycie jest po jednym miejscu dla każdego przedstawiciela kraju członkowskiego UE. Oznacza to, że stanowisko w sprawie euro będzie reprezentował prezydent.

Czy premier dobrze zrobił, odpuszczając szczyt? - Dobrze, bo nie dojdzie do skandalu. Źle - bo wysyłamy delegację, która nie do końca popiera stanowisko rządu w sprawie euro. A prezydent jest w tej sprawie nieprzewidywalny - mówi Stefan Niesiołowski z PO. Wicemarszałek sejmu przypomina, że tydzień temu po spotkaniu z premierem Donaldem Tuskiem Lech Kaczyński nie mówił "nie" euro w 2012 roku, dwa dni później twierdził, że ma co do tej daty wątpliwości.

Dlatego jeszcze w tym tygodniu do ostatniej chwili politycy PO będą robili, co będą mogli, aby nie dopuścić do prezentowania na unijnym szczycie dwóch odmiennych poglądów. W Platformie rozważane są dwa scenariusze. Jedna przewiduje, że Kaczyńskiego do zaprezentowania rządowej "mapy drogowej" przekona w rozmowie w cztery oczy minister finansów Jacek Rostowski lub sam premier Donald Tusk. Spotkanie z ministrem planowane jest w czwartek. Drugi scenariusz jest pewniejszy. Jeszcze dziś Rada Ministrów na swoim posiedzeniu może przyjąć stanowisko na szczyt łącznie z "mapą drogową". Potem przekaże je Lechowi Kaczyńskiemu.

- Prezydent nie będzie mógł odmówić przyjęcia rządowego stanowiska, bo złamałby konstytucję. W reprezentowaniu kraju za granicą nie może prezentować innych, odmiennych stanowisk niż rząd - tłumaczy nam jeden z polityków Platformy.

Piotr Kownacki przekonuje, że takie działania nie są konieczne. - Chcemy właśnie rozmawiać na ten temat z ministrem finansów, aby reprezentować pogląd nieodbiegający od stanowiska Rady Ministrów - zapewnia prezydencki minister.

- Rząd postąpił słusznie, że ustąpił w sprawie wyjazdu na szczyt - komentuje prof. Lena Kolarska-Bobińska z Instytutu Spraw Publicznych. - Nie jest to bardzo ważne spotkanie, na którym będą podejmowane przełomowe decyzje. W Europie znany jest sceptycyzm prezydenta. Być może Bruksela będzie to idealne miejsce do przekonania Lecha Kaczyńskiego przez europejskich przywódców do poparcia europejskiej waluty - dodaje.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl



Źródło: Dziennik Metro

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

Brak komentarzy

Newsletter
Newsletter

Zamów artykuły z Metra na Twój adres e-mail. Zobacz przykład