>>
Tusk z Kaczyńskim. Kryzys ich pogodzi?
Spotkanie szefów państw Unii Europejskiej zaplanowano na najbliższy piątek. Będzie niemal w całości poświęcone opracowaniu wspólnego stanowiska UE w sprawie światowego kryzysu finansowego. Ale nasz rząd te obrady traktuje szczególnie z innego powodu: Polska chce przedstawić innym członkom Unii własną ścieżkę wejścia do strefy euro (tydzień temu Rada Ministrów przyjęła tzw. mapę drogową). Według rządowego projektu złotówkę zastąpilibyśmy nową walutą w 2012 roku.
Te plany nieco się skomplikowały, bo na szczyt chce jechać Lech Kaczyński. - Nie mamy nic przeciwko, aby razem z prezydentem leciał premier - powtarzał wczoraj Piotr Kownacki, szef Kancelarii Prezydenta.
Ale premier postanowił zostać w kraju.
- Nie chcemy dopuścić do kolejnej kompromitacji Polski - twierdzi Sławomir Nowak, szef gabinetu politycznego Donalda Tuska.
Problemem mogłoby okazać się miejsce przy unijnym stole. W czasie roboczych spotkań na szczycie jest po jednym miejscu dla każdego przedstawiciela kraju członkowskiego UE. Oznacza to, że stanowisko w sprawie euro będzie reprezentował prezydent.
Czy premier dobrze zrobił, odpuszczając szczyt? - Dobrze, bo nie dojdzie do skandalu. Źle - bo wysyłamy delegację, która nie do końca popiera stanowisko rządu w sprawie euro. A prezydent jest w tej sprawie nieprzewidywalny - mówi Stefan Niesiołowski z PO. Wicemarszałek sejmu przypomina, że tydzień temu po spotkaniu z premierem Donaldem Tuskiem Lech Kaczyński nie mówił "nie" euro w 2012 roku, dwa dni później twierdził, że ma co do tej daty wątpliwości.
Dlatego jeszcze w tym tygodniu do ostatniej chwili politycy PO będą robili, co będą mogli, aby nie dopuścić do prezentowania na unijnym szczycie dwóch odmiennych poglądów. W Platformie rozważane są dwa scenariusze. Jedna przewiduje, że Kaczyńskiego do zaprezentowania rządowej "mapy drogowej" przekona w rozmowie w cztery oczy minister finansów Jacek Rostowski lub sam premier Donald Tusk. Spotkanie z ministrem planowane jest w czwartek. Drugi scenariusz jest pewniejszy. Jeszcze dziś Rada Ministrów na swoim posiedzeniu może przyjąć stanowisko na szczyt łącznie z "mapą drogową". Potem przekaże je Lechowi Kaczyńskiemu.
- Prezydent nie będzie mógł odmówić przyjęcia rządowego stanowiska, bo złamałby konstytucję. W reprezentowaniu kraju za granicą nie może prezentować innych, odmiennych stanowisk niż rząd - tłumaczy nam jeden z polityków Platformy.
Piotr Kownacki przekonuje, że takie działania nie są konieczne. - Chcemy właśnie rozmawiać na ten temat z ministrem finansów, aby reprezentować pogląd nieodbiegający od stanowiska Rady Ministrów - zapewnia prezydencki minister.
- Rząd postąpił słusznie, że ustąpił w sprawie wyjazdu na szczyt - komentuje prof. Lena Kolarska-Bobińska z Instytutu Spraw Publicznych. - Nie jest to bardzo ważne spotkanie, na którym będą podejmowane przełomowe decyzje. W Europie znany jest sceptycyzm prezydenta. Być może Bruksela będzie to idealne miejsce do przekonania Lecha Kaczyńskiego przez europejskich przywódców do poparcia europejskiej waluty - dodaje.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl