Spotkanie w Brukseli ma charakter roboczego lunchu. Jego uczestnicy mają wypracować wspólne stanowisko w sprawie światowego kryzysu. I choć nie ma ono strategicznego znaczenia, Lech Kaczyński uparł się, że to on będzie reprezentował nasz kraj. Premier ustąpił, bo nie chciał powtórki awantury sprzed kilku tygodni, kiedy na szczyt UE pojechała i delegacja rządowa, i prezydent.
Wczoraj Donald Tusk za pośrednictwem ministra finansów Jacka Rostowskiego przekazał prezydentowi wytyczne postępowania w Brukseli. Instrukcja obejmuje trzy punkty. Kaczyński w imieniu rządu ma zaapelować o wypracowanie mechanizmów, które wzmocnią instytucje finansowe w Europie; powinien powiedzieć też o przyjętym przez rząd planie dojścia Polski do strefy euro i zaapelować o jak najszybszą ratyfikację traktatu lizbońskiego.
Instrukcja stawia Lecha Kaczyńskiego w bardzo kłopotliwej sytuacji. Po pierwsze, prezydent ma wątpliwości co do przyjęcia euro w 2012 roku, po drugie, sam do tej pory nie złożył podpisu pod ratyfikacją traktatu. Ale jego zdaniem te wytyczne nie mają wiele wspólnego z obradami. - Dlatego będę mówił o tym, co jest ich przedmiotem - zapowiedział Kaczyński. Oznacza to, że np. o ratyfikacji traktatu lizbońskiego nie wspomni ani słowem.
Czy lekceważąc wytyczne rządu, którego stanowisko ma reprezentować, złamie prawo?
- To nie takie proste. Konstytucja mówi o współdziałaniu Rady Ministrów i głowy państwa. Prezydent nie powinien wychodzić poza stanowisko rządu, ale też nie można mu odmówić komentarza do niego ani karać za własne zdanie - uważa dr Anna Młynarska-Sobaczewska, konstytucjonalista z Uniwersytetu Łódzkiego.
Innego zdania jest marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. - Ktoś najwyraźniej źle doradza prezydentowi, bo zapisy są jednoznaczne: rząd odpowiada za politykę zagraniczną również za politykę wobec UE. Prezydent o tym zapomina. W efekcie mamy niejednorodną politykę zagraniczną - komentował w TVN24. Stanowiska prezydenta broni natomiast prezes PiS Jarosław Kaczyński: - Skoro prezydent jest przedstawicielem władzy wykonawczej i prowadzi politykę zagraniczną, to ma prawo bywać na takich spotkaniach, na których życzy sobie bywać. A cała reszta to już jest bardzo zły, tragiczny wręcz dla Polski sposób uprawiania polityki przez Platformę Obywatelską.
Prezydent zapowiada, że będzie uczestniczył w kolejnych szczytach. Następny zaplanowano na grudzień. Rząd ma nadzieję, że do tego czasu spór o podział kompetencji rozstrzygnie Trybunał Konstytucyjny. Taki wniosek złożył do trybunału trzy tygodnie temu.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl