>>
Młodzi ruszyli po państwowe pieniądze Uśmiechnięty blondyn z trzyosobową rodziną przekonuje, że zdobycie kredytu na mieszkanie jest łatwe i przyjemne. I to nie tylko w złotówkach, ale też we frankach szwajcarskich. Tak właśnie swoją ofertę od kilku dni reklamuje Nordea Bank. Podobne spoty można było oglądać w połowie ubiegłego roku. Latem banki kusiły pożyczkami na ponad 100 proc. wartości nieruchomości spłacanymi przez pół wieku. Gdy frank zaczął drożeć, jesienią ub. roku, banki zakręciły kredytowy strumyk. Do pożyczenia pieniędzy w obcej walucie konieczny był nawet 50-proc. wkład własny.
Teraz hipoteczny kredyt frankowy wraca do łask.
- Zależy nam na tym, żeby pozyskać klienta i dopasować się do jego potrzeb - mówi Joanna Krawczyk-Golba z biura prasowego Nordei. - To on ostatecznie wybiera, w jakiej walucie chce pożyczyć pieniądze. Mimo reklam nasza polityka kredytowa wciąż jest bardzo ostrożna, a kredyt walutowy - gdy dzieje się coś złego - można bezpłatnie zamienić na złotówkowy.
Aleksandra Łukasiewicz, dyrektor ds. produktów bankowych Open Finance: - Kredyt frankowy nie jest dostępny dla przeciętnego klienta. By go dostać w Nordei na 90 proc. wartości nieruchomości trzeba mieć minimum 6 tys. zł netto dochodu na jedną osobę, 8 tys. na dwie i 10 tys. netto, jeśli rodzina jest jeszcze większa. Ale rzeczywiście zdecydowana większość innych banków w ogóle takich kredytów nie reklamuje nawet w swoich oddziałach. To, co robi Nordea, to pozytywny sygnał, że banki w ogóle chcą udzielać kredytów.
Paweł Majtkowski, analityk FINAMO, podejrzewa także, że akcja banku ma głównie charakter wizerunkowy, bo nawet jeśli Nordea nie sprzeda kredytu, to podczas wizyty w banku klient może założyć rachunek, dostać kartą kredytową.
- Nordea, wychodząc z taką kampanią, pokazuje, że liczy na poprawę sytuacji na rynku kredytów. Bank szuka niszy, by w trudnych czasach zdobyć klientów gotowych kupić mieszkanie - mówi Majtkowski.
Oprócz Nordei kredytów frankowych realnie udziela zaledwie kilka banków w Polsce. Główni gracze: Deutsche Bank i DnBNORD zapewniają, że nie muszą się reklamować. Działań konkurenta nie chcą komentować. Sabina Salamon z Deutsche Bank PBC: - Raczej przekonujemy klientów do oferty kredytów w euro, ponieważ w ich przypadku kwestia ryzyka kursowego dotknie ich tylko w okresie przejściowym - do momentu przyjęcia przez Polskę wspólnej, europejskiej waluty.
Z kolei Łukasz Piasta z DnBNORD przekonuje, że i bez spotów w TV chętnych na kredyty w jego banku nie brakuje: - Nie ma więc powodów do agresywnej reklamy.
To może się szybko zmienić. - Podejrzewam, że inne banki również mogą zdecydować się na podobny krok. Na razie marketingowcy obserwują rynek - ocenia Majtkowski. Przyczyna? Zakładając, że złotówka nie straci już na wartości i kurs franka nie będzie szedł w górę, a raczej spadał (dziś kosztuje 3,18 zł, ponad rok temu niewiele ponad 2 zł), wzięcie kredytu w szwajcarskiej walucie jest bardzo korzystne.
Decyzja Nordei ucieszyła Jacka Bieleckiego, głównego eksperta Polskiego Związku Firm Deweloperskich: - Mam nadzieje, że banki będą chętniej dawały kredyty. Zastój spowodował, że rynek obrotu nieruchomościami skurczył się o 70 proc. Nie znam dewelopera, który od ostatniego kwartału ub. roku zaczął jakąkolwiek nową inwestycje.
| . | Wartość kredytów mieszkaniowych posiadanych przez Polaków według szacunków NBP ze stycznia br. |
| . | Złotowe - 60 miliardów (styczeń 2008 - 53 miliardy) |
| . | Walutowe (głównie frank) - 144 miliardy (styczeń 2008 - 70 miliardów - przy kursie złotego niższym o ok. złotówkę od obecnego) |
Katarzyna Biela, Komisja Nadzoru FinansowegoReklama Nordea Banku nie namawia do zadłużania się we frankach szwajcarskich, a jedynie mówi o możliwości wyboru waluty. Klient może wybierać. Ale naszym zdaniem kredytobiorcy powinni zadłużać się w walucie, w której zarabiają. To pozwala uniknąć ryzyka kursowego.
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl