>>
Jak nauczyć psa, chodzenia przy nodze? Obskurne dworce, ślimaczące się i spóźniające pociągi, często brudne i nieogrzewane wagony, chaos w informacji. Tak było na kolei przez ostatnie 20 lat. A za kolejne 20 może być tak: pociągi z nowoczesnymi wagonami i internetem mkną po 200-300 km na godzinę, a ze stolicy do Wrocławia i Poznania pędzi polski TGV. W wagonach i kasach miła obsługa. Można wybierać wygodne połączenia w góry, nad morze czy do pracy w dużym mieście. A przy lśniących dworcach zostawimy samochód na parkingu typu "Park & Ride". Te marzenia, według Forum Kolejowego - Railway Business, to realny scenariusz, który zapisano w tzw. białej księdze problemów polskiego kolejnictwa. To pierwsza tak obszerna i poważna publikacja w ostatnich latach, która nie tylko pokazuje, dlaczego na kolei jest tak źle, ale daje też gotowe recepty na wyjście z zapaści. By na torach stał się cud, potrzeba tylko kilku odważnych decyzji. Państwo musi mieć jednak wizję rozwoju kolei na długie lata, a nie tylko od wyborów do wyborów. I powinno szczodrze wspierać transport szynowy, a nie tylko budować autostrady. Konieczne są też remonty nawet 100-letnich torów, bo się rozpadają i odcinanie od pociągów kolejnych miast (jak np. 66-tys. Zamość).
Niestety, przy obecnych wydatkach, modernizacja ok. 20 tys. kilometrów szyn zajęłoby nam aż 175 lat!
Z tego powodu twórcy raportu przyznają, że musimy się pogodzić z tym, że zamknięte zostaną najmniej uczęszczane połączenia lokalne, bo inwestycje będą realizowane na głównych szlakach pomiędzy dużymi miastami. Autorzy księgi wracają też do hasła ekologów "Tiry na tory", dzięki czemu kolej zarobi na przewozie towarów i stanie się konkurencją dla samochodów. Kolejne rady to: ? więcej prywatnych firm na szynach, ? obniżanie stawek dla przewoźników za dostęp do torów, bo dziś są wyższe niż na Zachodzie, ? wymiana lokomotyw i wagonów, które często mają po ćwierć wieku, ? rozwój kolei podmiejskiej w dużych miastach oraz połączeń na lotniska, co pozwoli zmniejszyć korki np. w stolicy, Wrocławiu, Krakowie, ? powołanie rzecznika pasażera oraz wprowadzenie do PKP menadżerów i zasady "Klient nasz pan". To ostatnie może być najtrudniejsze do wykonania, bo w kolejowych spółkach wciąż zapowiedzi zmian blokują chociażby związki zawodowe. Tak los spotkał np. Jakuba Majewskiego, prezesa Kolei Mazowieckich, który za rewolucję korzystną dla pasażerów zapłacił utratą własnego stanowiska.
Co na to wszystko kolejarze? Łukasz Kurpiewski, rzecznik Grupy PKP, odnosząc się do raportu stwierdził jedynie, że zawarte nim informacje nie są zaskakujące. - To jest raport, który mówi o minionych latach funkcjonowania kolei w Polsce i jej niedofinansowaniu. I my o tym wiemy.
Adrian Furgalski z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR, współautor raportu: Obawiam się czarnego scenariusza. Rząd mówi: najpierw inwestujemy w drogi, w kolej później. Ale zanim przyjdzie czas na kolej, to może być za późno. Bo do 2015 r. może zostać zamknięte kolejne 7 tys. kilometrów przestarzałych linii. Albo się zapadną pod rozpadającymi się podkładami z drewna, albo szlag trafi rozjazdy. Unia Europejska ostrzega, byśmy nie zaasfaltowali Polski, bo korki i tak nie znikną. Kolej to największa porażka ostatnich 20 lat. Państwo, by uratować resztki tego, co zostało, musi zostawić sobie tylko infrastrukturę, a resztę sprywatyzować. PKP powinny być zlikwidowane, bo jest niesprawna. Wierzę też w zmianę mentalności zwykłych pracowników, bo to się już dzieje w prywatnych spółkach. Ale gorzej będzie z dyrektorami i szefami związków zawodowych. Jak się nie zmieni nic na górze, to na dół będzie szedł zły przykład.
Masz temat dla reportera Metra? Pisz:
metro@agora.pl