Przesłuchanie Kamińskiego to długo oczekiwany przełom w kompromitującej się i jak dotąd zajętej walką polityczną komisji hazardowej. To było pięć minut byłego szefa CBA. Choć przez cały dzień posłowie zasypywali go gradem pytań, Kamiński nie stracił pewności siebie. Czasami jednak zawodziła go pamięć. Miało to wyglądać tak. Przed komisją stanął propaństwowiec, walczący z korupcją, dla którego najważniejsze jest dobro Polski. Który wierzył w premiera Donalda Tuska. Ale się na nim zawiódł, bo zamiast nagrody za ujawnienie afery i uratowanie budżetu przed stratą pół miliarda zł rocznie, dostał zarzuty prokuratorskie i dymisję. Afera mogła zniknąć pod dywanem, bo ktoś spalił tajną akcję CBA. Kamiński samego Tuska jednak nie atakował, skupił się na jego otoczeniu. Polacy to kupią?
Nie kupili tego posłowie PO. Dociekali, czy aby przypadkiem Kamiński nie miał po prostu przy pomocy podległej sobie służby uderzyć w rząd i zastawić pułapki na premiera, gdy przyszedł do niego w sierpniu 2009 r. poinformować o aferze. - To był dowód najwyższej lojalności wobec premiera. To na mnie zastawiono pułapkę - zapewniał żarliwie Kamiński.
I tak przez cały dzień. Nowe wstrząsające fakty nie wyszły na jaw. Były szef CBA poszerzył jedynie to, co już wiadomo, okraszając opowieść pikantnymi szczegółami, które zna z podsłuchów CBA oraz z... publikacji prasowych. Na ich podstawie Kamiński snuł kolejne hipotezy. I tak według niego były minister sportu Mirosław Drzewiecki i poseł Zbigniew Chlebowski byli na usługach dolnośląskiego biznesmena Ryszarda Sobiesiaka, który jednak nimi gardził, bo o Drzewieckim miał mówić np. "Czereśniak". Według byłego szefa CBA Sobiesiak to wpływowa osoba. Dzwonić do niego miał nawet jeden z zastępców komendanta wojewódzkiego policji oraz jeden z prokuratorów krajowych, który zwracał się do niego "Rysiu". Biznesmen interesował się różnymi inwestycjami i miał wykorzystywać znajomości, by je "popychać".
Sprawy w stolicy załatwiał w różnych urzędach asystent ministra sportu Marcin Rosół. Rosół, według Kamińskiego, mógł też być ogniwem w przecieku o akcji CBA. Miał spalić akcję 24 sierpnia w stołecznej kawiarni "Pędzący Królik", opowiadając o wszystkim córce Sobiesiaka. Skąd Rosół o niej wiedział? "Logika zdarzeń" podpowiada Kamińskiemu, że mógł mu to zdradzić Drzewiecki, który wcześniej spotkał się z Tuskiem i Schetyną. Ale źródłem przecieku mógł też być sekretarz Kolegium ds. Służb Specjalnych Jacek Cichocki.
- Teoretycznie też agenci CBA - przyznał Kamiński, dociskany przez Bartosza Arłukowicza z SLD, który wyrasta na gwiazdę komisji hazardowej. To polityk SLD drążył wczoraj wątek przecieku. Bo śledczy z PO dociekali m.in., dlaczego CBA zmanipulowało stenogramy z podsłuchów, informując premiera, że dotyczą one ustawy hazardowej, choć duża część działań lobbystów obejmowała np. zezwolenie na działalność kasyna. Kamiński tłumaczył, że chciał pokazać klimat, w jakim obracali się politycy PO. Zaś posłowie PiS eksponowali powiązania polityków partii Tuska z biznesmenem i jego rozległe interesy. W chwili zamykania tego numeru "Metra" przesłuchanie Kamińskiego ciągle trwało. W kolejce czekał jeszcze minister Cichocki.
W tym tygodniu przed komisją staną jeszcze główni bohaterzy afery - Drzewiecki i Chlebowski.
>>
Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl