Teraz dziewczynka jest w szpitalu. Lekarze jej stan oceniają jako dobry. Czuwa przy niej matka, której także udało się ocaleć z katastrofalnego trzęsienia ziemi, jakie nawiedziło Haiti w miniony wtorek. Kobieta opowiadała, że w momencie trzęsienia była poza domem. Wpadła w panikę, bo w domu zostało pięcioro jej dzieci. Budynek uległ całkowitemu zniszczeniu.
Najpierw okazało się, że tragedię przeżyła najstarsza, 21-letnia córka. Później odnaleziono dwójkę kolejnych dzieci. Niestety, trzęsienia nie przeżył pięcioletni syn. 11-latki szukano nieprzerwanie przez ponad tydzień. Dopiero w środę sąsiedzi usłyszeli głos dziewczynki, która spod gruzów wzywała pomocy. Odkopali ją własnymi rękoma. To cud, że ocalała, bowiem także w środę Haiti nawiedziło kolejne trzęsienie ziemi, tym razem o sile sześciu stopni w skali Richtera.
Na Haiti wciąż pracują także polscy ratownicy. Prawdopodobnie jednak dziś lub w sobotę wrócą do kraju polskim samolotem, który wczoraj wylądował w Port-au-Prince z dziewięcioma tonami darów. Dzięki pomocy Amerykanów, którzy tymczasowo zarządzają lotniskiem w Port-au-Prince, polski samolot nie musiał lądować na Dominikanie - jak maszyna, którą nasi ratownicy przybyli w rejon katastrofy. Tym razem nasz TU-154 zmieścił się w dwugodzinnej bramce wyznaczonej przez Amerykanów. Na Haiti trafiły niezbędna żywność, leki, środki opatrunkowe oraz 11 namiotów, które składają się na szpital polowy. Z Polski nie wylecieli jednak nasi lekarze i pielęgniarki, gdyż nie było gwarancji ze strony ONZ, że żołnierze misji będą mogli zapewnić im bezpieczeństwo.
>>
Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl