http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Globalne ocieplenie sprowadziło nam mroźną zimę

Michał Stangret
2010-01-24, ostatnia aktualizacja 2010-01-24 21:19

Czy o siarczystej tegorocznej zimie można powiedzieć, że jest łagodna? Tak, jeśli się sprawdzi jedna z naukowych teorii. A wtedy aż strach myśleć, co się będzie działo w następnych latach

>> Gustaw, kot z nadwagą...

Atak zimy zbiegł się z doniesieniami, że niektóre naukowe dowody na wzrost temperatury na świecie były fałszywe. A przecież dopiero co ucichła burza wokół e-maili naukowców, którzy mieli manipulować danymi pogodowymi, aby udowodniły winę człowieka za globalne ocieplenie.

Teraz wyszły na jaw nieprawidłowości z raportu z 2007 r. sporządzonego przez agendę ONZ. Utrzymywał on, że himalajskie lodowce zmniejszają się o 135 m rocznie, a tymczasem są to tylko 23 m. Błędy stawiają pod znakiem zapytania tezę, która utrzymywała, że w ciągu 25 lat prawdopodobieństwo całkowitego stopnienia lodowców jest bardzo wysokie.

W dyskusji ginie gdzieś informacja, że globalne ocieplenie i chłodniejsze zimy się nie wykluczają. Jak się okazuje, przed ostatnią epoką lodowcową klimat też się ocieplił. Według naukowców okres stabilnej pogody, jaką świat cieszy się obecnie, trwa już bardzo długo - ponad 10 tys. lat. - To wybryk natury, wkrótce może nastąpić kolejne zlodowacenie - ostrzegają naukowcy tacy jak prof. geologii Richard Alley z Uniwersytetu w Pensylwanii, którzy opisują zmiany klimatu na podstawie badań warstw pokładów lodu w lodowcach: - Nawet kilkusetletnie okresy ochłodzenia klimatu przychodzą nagle, uderzają w ciągu kilku lat.

Skąd się bierze taki mróz

Michał Stangret: Wszyscy mówią o globalnym ociepleniu. To skąd te siarczyste mrozy?

doc. dr hab. Jacek Piskozub, klimatolog z Instytutu Oceanologii Polskiej Akademii Nauk w Sopocie: Globalne ocieplenie jest faktem i choć ciężko nam w to uwierzyć kiedy patrzymy za okno, wszystko wskazuje na to, że globalnie będzie to rekordowo ciepły styczeń w historii. Co nie oznacza, że na całym świecie temperatury są wyjątkowo wysokie. Przykład - właśnie Europa.

No, i co z tą Europą?

- Tu decyzje o tym, czy zimę będziemy mieć ciepłą czy zimną, zapadają nad północnym Atlantykiem. Cały ten proces zaczyna się w wodach oceanu. Mianowicie z rejonu tropikalnych Karaibów, wzdłuż wybrzeży Ameryki Północnej, po powierzchni oceanu płyną w kierunku Arktyki ogromne masy ciepłej wody. To prąd morski Golfsztrom. Gdy zderza się z zimnymi wodami Arktyki, w wyniku parowania do atmosfery wydostają się olbrzymie ilości ciepła. Północny Atlantyk to zupełnie wyjątkowe pod tym względem miejsce na świecie. Właśnie od tego, jaka część tego ciepła przedostanie się do Europy, zależą nasze zimy. W tym roku tego ciepła mamy wyjątkowo mało.

A co to ma wspólnego z globalnym ociepleniem?

- Globalne ocieplenie przyspieszałoby proces topnienia lodowców Arktyki. To skutkowałby rosnącym osładzaniem się wód północnego Atlantyku. A to z kolei spowodowałoby, że ciepłe - i co ważne, cięższe, bo zasolone - wody Golfsztromu po starciu ze słodszymi i przez to lżejszymi masami wody Arktyki wcześniej i bardziej na południe opadałyby w głąb oceanu. Wtedy mniej ciepła byłoby w stanie wydostać się do atmosfery. Przez to malałyby szanse na cieplejsze zimy w niedalekiej Europie. Teoria teorią, ale pomiary potwierdzają, że lodowce Arktyki wciąż nie topnieją na tyle szybko, by istotnie zmienić prądy morskie Atlantyku.

To skąd ta zimna zima?

- Największy wpływ na to, jaka ona u nas jest, ma to, czy te ciepłe masy powietrza znad północnego Atlantyku zechcą w ogóle do nas dotrzeć. A to już zależy od procesów, które dzieją się nie w wodzie, ale w atmosferze. Dokładnie w Oscylacji Północnoatlantyckiej, mierzonej tzw. indeksem NAO. Najprościej mówiąc, to taka gra, która ma dwóch aktorów: Wyż Azorski i Niż Islandzki. Im różnica ciśnień między nimi jest większa (czyli indeks NAO wyższy), tym więcej ciepła znad Atlantyku zasysane jest do Europy, a zimy są u nas cieplejsze. My to odczuwamy ciepłymi wiatrami z zachodu. Zdarzają się zimy, podczas których w ogóle nie ma tych ciepłych wiatrów. Wtedy pałeczkę nad naszą częścią Europy przejmują zimne masy powietrza z północnego wschodu. Tak jest w tym roku.

Rozumiem, że za ten spadek indeksu NAO odpowiada globalne ocieplenie?

- Długo się wydawało, że tak. Druga połowa lat 90. to był szczyt indeksu NAO, zimy w Europie były bardzo ciepłe, a np. w Gdańsku w Wigilię notowano temp. +10 stopni Celsjusza. Ale od tamtego czasu globalne ocieplenie rośnie, a indeks NAO od dekady spada. Ta tendencja może utrzymać się jeszcze przez wiele lat. Wydaje się, że ten indeks ma cykl na przemian około 30 lat wzrostu i spadku. Skoro teraz maleje od ponad 10 lat, to nawet w coraz cieplejszym świecie ostre zimy mogą się zdarzać jeszcze przez około 20 lat.

Czyli czeka nas 20-letnia epoka lodowcowa?

- Problem polega na tym, że na wartość NAO ma wpływ jeszcze wiele różnych zjawisk, dlatego tak trudno przewidywać jego wartość. Niektórzy moi koledzy próbują wiązać jego ruchy z aktywnością Słońca, którą mierzy się np. liczbą dni bez plam słonecznych. Im więcej takich dni, czyli aktywność spada, tym mniejszy jest NAO. Jeśli to prawda, to czeka nas jeszcze kilka mroźnych zim, a potem znów na kilka lat powrócą te ciepłe. Bo aktywność Słońca zmienia się w 11-letnich cyklach. W zeszłym roku miała swoje minimum i powoli zaczyna rosnąć.

To już mniej mroczna perspektywa.

- Inni jednak mówią, że NAO jest skorelowany z dziurą ozonową nad biegunem południowym. Dziura zaczyna się zmniejszać i to według nich jest przyczyną mroźnych zim w Europie. Jeśli ten dość szalony - ale poparty statystyką i modelem - pomysł jest prawdziwy, to w miarę zanikania dziury ozonowej możemy mieć więcej mroźnych zim, mimo rosnącej temperatury na świecie. Są też tacy, którzy próbują prognozować pogodę na podstawie El Nino [anomalia pogodowa pojawiająca się co 3-8 lat, polegająca na tym, że wody południowo-wschodniego Pacyfiku - obok Ameryki Południowej - nagrzewają się w okresie tamtejszego lata bardziej niż zwykle, co ma wpływ na zmiany pogody na całej kuli ziemskiej]. Gdy jest rok El Nino, zwykle zima w Europie jest ciepła. A w następnym roku - zimna. I to się przeważnie sprawdzało. Tymczasem od lata 2009 rozwija się pierwszy od 12 lat El Nino. Byłem przekonany, że będziemy mieli ciepłą zimę, i co?

No, i mamy ciepłą zimę!

- Jeśli ta zima jest tą ciepłą, a dopiero następna będzie tą zimną, to aż strach myśleć, co się będzie działo.

>> Metrowa tablica ogłoszeń <<
Ostre zimy mogą się zdarzać jeszcze przez około 20 lat. A jak się sobie radzicie w tym roku? Napisz do nas: metro(at)agora.pl


Źródło: Dziennik Metro
  • 13 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy