>>
Zimowy punkt pomocy dla ptaków Były prezydent Warszawy i dawniej wpływowy polityk PO dobrze zapamięta ostatni poniedziałek. Podczas dwugodzinnej wizyty w prokuraturze usłyszał zarzut karny posługiwania się sfałszowanym dokumentem, za co grozi do pięciu lat więzienia. Piskorski na to: "nie przyznaję się" i odmówił składania zeznań. Wkrótce na żółtym pasku w TVN24 pojawiła się informacja, że polityk dostał zarzut. Zapewne nie o tym marzył, gdy rok temu wrócił z europosłowania w Brukseli i ogłosił wielki powrót do polityki. Cel - walka o prezydenturę, władzę w dużych miastach, a potem o Sejm. Rzucał hasła nowej, odpartyjnionej i nowoczesnej Polski. Chciał być alternatywą dla PiS i PO, choć niektórzy spekulowali, że po prostu szuka zemsty za wyrzucenie z Platformy. A w dojściu do celu miały pomóc pieniądze ze sprzedaży kamienic SD. Czas Piskorskiemu sprzyjał, bo prokuratura zamykała kolejne wątki śledztw, w których prześwietlała jego rządy w Warszawie w latach 90.
Wątki sprzed kilkunastu lat Sprawdzanie polityka zaczęło się od zeznań byłego wpływowego samorządowca z Unii Wolności Bogdana Tyszkiewicza, który chętnie opowiadał śledczym o tzw. układzie warszawskim, czyli powiązaniach polityków z biznesmenami i mafią w stolicy. Potwierdzał to słynny świadek koronny, skruszony gangster Masa. Tyszkiewicz zginął w 2005 r., z rąk współlokatora, ale machina ruszyła, bo kolejni przesłuchani szli na współpracę. Postawiono akty oskarżenia. Ale Piskorski wyszedł z tego obronną ręką. I tak śledczy po kolei umorzyli tzw. aferę mostową, zamknięto wątek łapówek od nielegalnie działającego klubu Labirynt. Polityka nie dotyczyły też zarzuty o łapówkę za budowę hotelu Intercontinental. Prawie przeżył też mozolne prześwietlanie pokaźnego majątku. Umorzono np. sprawę pół miliona złotych, który miał wygrać w ruletkę, bo... przedawniła się. I wydawałoby się, że to koniec. Ale śledczy podważyli inny dokument uwierzytelniający majątek Piskorskiego. Chodzi o posłużenie się sfałszowaną umową - według prokuratury i opinii biegłych - na sprzedaż antyków. Polityk w 1997 r. miał sprzedać antykwariuszowi za blisko milion złotych kolekcję obrazów. Co na to antykwariusz, nie wiadomo, bo już nie żyje. Prokuratura podpiera się jednak opinią biegłych. - Oczywiście do zarzutu się nie przyznałem. Uznaję, że jest on całkowicie nieprawdziwy i jestem w 110 proc. pewien, że ten zarzut zostanie obalony w dalszej procedurze postępowania - skomentował Polskiej Agencji Prasowej sam zainteresowany. Wytykał, że nikt wcześniej umowy nie negował i wygrał spór o tę cześć majątku z fiskusem w sądzie administracyjnym. Ale wyrok nie rozwiewa wątpliwości, tylko zgodnie z prawem każe je tłumaczyć na korzyść sprawdzanego. Poza tym nie jest prawomocny.
Piskorski milczy, Olechowski atakuje Piskorski wczoraj nie odbierał telefonów. Za to szybko i ostro zareagował wspierany przez niego pretendent do prezydentury Andrzej Olechowski. W oświadczeniu w internecie zaatakował prokuraturę. - Podjęcie takiego działania akurat w roku wyborczym, w momencie nasilonej aktywności politycznej pana Piskorskiego, w sprawie dotyczącej wydarzeń sprzed 13 lat, nie wydaje się bezstronne ani profesjonalne. Apeluję do ministra sprawiedliwości - prokuratora generalnego, aby objął tę sprawę swoim nadzorem - mówił Olechowski. Wierzy, że Piskorski wytłumaczy się z zarzutu. - Tak jak Lewandowski, Modrzejewski, Siemiątkowski, Szeremietiew czy Wąsacz okaże się ostatecznie niewinny. (...) Ten moment to dla mnie osobiste wyzwanie. Uświadamia mi, że mimo upadku IV RP, stare zagrożenia pozostały - podkreśla. Sam Piskorski wielokrotnie powtarzał, że jest najlepiej sprawdzonym politykiem w Polsce. Trwające kilka lat śledztwo wiele wątpliwości zostawiło, ale w świetle prawa jest niewinny. Zapewne padnie pytanie, czy to nie przypadek, że akurat w trakcie rozpędzającej się kampanii wyborczej prokuratura postanowiła skonsumować mizerne efekty tak szeroko zakrojonego prześwietlania Piskorskiego. Bo przecież w Polsce nie wszystkich bada się tak drobiazgowo. Prokuratura zapewnia, że zakończyła właśnie śledztwo, to nie zagrywka polityczna. - Od 2006 r. wyjaśnialiśmy różne wątki zapoczątkowane zeznaniami Tyszkiewicza i je sukcesywnie kończyliśmy. A w tej sprawie przyszła właśnie ostatnia opinia biegłych - zapewnia Mateusz Martyniuk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie. I dodaje: - To już ostatni wątek ws. Pawła P.
Teraz czas na obronę polityka i akt oskarżenia na proces. A to już martwi Olechowskiego. Bo takie sprawy w sądach trwają nawet latami, więc Piskorski zamiast robić mu kampanię wyborczą, będzie przesiadywał na ławie oskarżonych. - To jest bolesny cios dla moich przygotowań do wyborów prezydenckich. Niełatwo go będzie zastąpić - wyznaje Olechowski. Sypią się też plany walki o władzę w samorządzie. Piskorski chciał budować przeciwko PO i PiS sojusz z prezydentami miast o silnej pozycji, np. Wrocławia, Rzeszowa, Gliwic, Poznania czy Sopotu. Teraz wszyscy dyplomatycznie mówią, że ustalenia z SD jeszcze nie zapadły i przyznają, że fotografia z politykiem przesłuchiwanym w prokuraturze nikomu nie służy. - Zarzuty prokuratury w opinii publicznej to uszczerbek na wizerunku, choć to sąd decyduje o czyjeś winie lub jej braku - stwierdza Maciej Chłodnicki, rzecznik prezydenta Rzeszowa. Dodaje, że Tadeusz Ferenc ma 70 proc. poparcia i nie musi szukać pomocy. - Nikt w takim otoczeniu nie chce być widziany - dorzuca Marek Jarzębowski, rzecznik prezydenta Gliwic.
>>
Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl