http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Bunt w internecie. Rząd kapituluje

Mariusz Jałoszewski
2010-01-27, ostatnia aktualizacja 2010-01-27 22:55

Protest 78 tys. osób przeciwko cenzurze w internecie może pogrzebać rządową ustawę wprowadzającą przymusowe zamykanie niektórych stron. Premier zwołuje niespotykaną dotąd w Polsce debatę z internautami oraz blogerami i daje nadzieję na zmianę prawa

Donald Tusk
Fot.Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
Donald Tusk
>> Gustaw, kot z nadwagą...

Wezwanie do debaty Donald Tusk ogłosił na stronie swojej kancelarii oraz na portalu społecznościowym Facebook. Najprawdopodobniej w przyszłym tygodniu premier spotka się z grupą kilkudziesięciu internautów, weźmie także udział w dyskusji w internecie. - Fakt, że tak wielu z was zdecydowało się zabrać głos ws. ustawy wprowadzającej rejestr stron niedozwolonych, to znak, że trzeba porozmawiać. Zdecydowałem, że jeszcze raz przyjrzę się ustawie - napisał Tusk do internautów.

Dotąd rząd przekonywał, że celem nowych przepisów jest walka w sieci z pornografią dziecięcą, hazardem i oszustami finansowymi. Bo takie strony mają być natychmiast zamykane przez sąd, na wniosek policji i ABW. Przepisy forsowała policja. Obrońcy praw człowieka i internauci uznali jednak, że to zamach na wolność internetu w Polsce i wprowadzenie cenzury prewencyjnej. - Dziś wycinamy pedofilię, ale w przyszłości ktoś może skorzystać z tej furtki i zamykać portale z ujawnionymi tajnymi dokumentami rządowymi - ostrzega Marcin Maj z portalu Dziennik Internautów. Jak więc walczyć z dziecięcą pornografią w sieci? - Te kilka milionów, które operatorzy internetu będą musieli wydać na ich blokowanie, można przekazać policji, która i dziś zamyka pedofilów oraz ściga autorów stron łamiących prawo - tłumaczy Maj. Dodaje, że przepisy opracowano w pośpiechu, bez społecznych konsultacji.

"Podobne przepisy umożliwiające rządom nieskrępowane filtrowanie treści, z jakich mogą korzystać obywatele, obowiązują tylko w kilku krajach świata, takich jak Iran i Chiny. Czy na pewno chcemy, żeby Polska dołączyła do tego grona?" - piszą protestujący. Niewykluczone, że to adresat ich internetowego apelu sprawił, że premier chce debaty. Bo internauci do zablokowania rządowej ustawy wzywają prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Według "Rzeczpospolitej" prezydent chce się spotkać z inicjatorami protestu w najbliższy piątek, co daje szansę wykreowania się na obrońcę sieci przed rządową cenzurą.

Tusk zapewne pamięta również, ile na lekceważeniu internautów stracił Jarosław Kaczyński, który pogardliwie mówił o nich, że siedzą przed komputerem z piwem i oglądają w sieci pornografię. Młodzi to zapamiętali i w wyborach dali PiS czerwoną kartkę. Ustawę może także zablokować Komisja Europejska.

Czy rząd się wycofa? - Ustawa nie trafiła jeszcze do Sejmu i można ją zmienić. Debata to pomysł premiera - informuje Agata Grynkiewicz, asystentka rzecznika rządu. Marcin Maj docenia ten gest. - Nie wiem co to da, ale sam fakt, że premier zareagował, to już coś.

"Metro" przypomina

Debata o internecie powinna nie tylko dotyczyć rejestru stron niedozwolonych, lecz także innych ważnych dla sieci spraw regulowanych przez ustawy. Do ustalenia jest zakres stosowania prawa prasowego wobec blogerów czy redaktorów portali. Kolejny problem to granice anonimowości i wolności słowa. Coraz częściej bowiem np. krytykowani na forach politycy ścigają w sądach i prokuraturze internautów za krytyczne wpisy. "Metro" w swojej debacie z artystami apelowało też o ukrócenie piractwa w internecie. Panie premierze, te sprawy też czekają na załatwienie.

>> Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl


Źródło: Dziennik Metro
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów