http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Tusk: rezygnuję z pałacu. Chcę przeprowadzić reformy

Mariusz Jałoszewski, pap, mista
2010-01-28, ostatnia aktualizacja 2010-01-28 19:54

Wstrząs w polityce. Donald Tusk niespodziewanie ogłosił, że nie będzie kandydowałć na prezydenta. Woli zostać premierem i reformować kraj. Mąż stanu czy polityczny gracz? Czy Polacy mu uwierzą?

Donald Tusk podczas wczorajszej konferencji
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Donald Tusk podczas wczorajszej konferencji
>> Film dla psów

W dniu, w którym wszyscy czekali na zeznania byłego ministra sportu Mirosława Drzewieckiego przed komisją hazardową, premier odpalił polityczną bombę. I to nie opowieść "Mira", tylko słowa "nie będę prezydentem, będę premierem" zostały newsem dnia.

Nieprzypadkowo Tusk na ogłoszenie decyzji wybrał Giełdę Papierów Wartościowych. Wczoraj Główny Urząd Statystyczny podał wstępne dane o gospodarce za ubiegły rok. Okazało się, że Polska jako jedyna w UE osiągnęła wzrost gospodarczy, i to wyższy, niż wieszczyli ekonomiści, czyli 1,7 proc. PKB. Na tle mapy Europy, gdzie jesteśmy jedyną zieloną wyspą, premier ogłosił swój plan polityczny. Jest on prosty: rezygnacja z prezydentury na rzecz dalszego kierowania rządem i reformowanie Polski. Premier wyznał, że najbliżsi współpracownicy wiedzieli o tym już od wiosny zeszłego roku.

Zaprezentował się jako propaństwowiec i mąż stanu, który ma długofalową wizję zmian kraju i gotów jest wiele dla tego celu poświęcić. Chce, żeby Polska nadal była pionierem wzrostu gospodarczego. - Dokonałem wyboru, bo potrzebuję skuteczności i siły, by przeprowadzić ambitne dla Polski plany, a nie żeby zamieszkać w Pałacu, nawet jeśli wszyscy cenimy prestiż tego urzędu - powiedział. Dziś ogłosi szczegóły planu konsolidacji finansów publicznych, który w następnych latach ma zmniejszyć zadłużenie państwa i dać Polsce walutę euro. - Ale do przeprowadzenia tego potrzebujemy siły, skuteczności i realnej władzy. A ta władza jest w rządzie - tłumaczył swoją decyzję Tusk.

Czy wyborcy mu uwierzą? - Sądzę, że tak. To najpopularniejszy polityk w sondażach, który mówi, że wybiera reformy, a nie prywatne aspiracje - uważa prof. Kazimierz Kik, socjolog kieleckiego Uniwersytetu Humanistyczno-Przyrodniczego. Potwierdza to sondaż SMG/KRC dla TVN 24. Aż 58 proc. Polaków akceptuje ruch premiera, a tylko 31 proc. jest przeciw. Ale też aż 41 proc. badanych uznaje jego wystąpienie za przykrywkę dla zeznań Drzewieckiego.

Donaldowi Tuskowi decyzji pogratulował Tadeusz Mazowiecki, pierwszy premier wolnej Polski.

Testem prawdy będzie najbliższe kilka miesięcy, które pokażą, czy Tusk rzeczywiście reformuje kraj.

Opozycja wie swoje.

Tomasz Kalita, rzecznik SLD: - To nie przypadek, że premier wystąpił akurat w dniu zeznań Drzewieckiego. Przyszedł mu z odsieczą i ratuje wizerunek PO. Ciekawe, czy wytrwa w swoim postanowieniu. Rosną szanse naszego kandydata Jerzego Szmajdzińskiego.

Mariusz Błaszczak, rzecznik klubu PiS: - Zwyciężył strach. Tuska dopadł "Pędzący królik". Boi się też o przyszłość PO, w której porobiły się frakcje.

Opinie: PO groził rozpad, Tusk to opanował

Aleksander Smolar, politolog z Fundacji im. Stefana Batorego:

- Podziwiam Tuska, tym bardziej, że zmagał się z podjęciem tej decyzji. Od dawna pragnął być prezydentem i w jakimś sensie odpowiadało to bardziej jego temperamentowi. Jego decyzja nie wynika z obawy, że nie zostałby wybrany, bo mimo problemów PO notowania premiera są wysokie i nie widać nikogo, kto mógłby mu zagrozić w wyborach.

Jego decyzje są podyktowane możliwościami skutecznego rządzenia przez Platformę, samodzielnie bądź w jakiejś koalicji. Objęcie urzędu prezydenta mogłoby oznaczać polityczne zmarginalizowanie. Wybór Tuska na głowę państwa mógłby prowadzić do szybkiego upadku PO. Tam nie ma nikogo, kto mógłby objąć schedę po premierze i zapewnić jedność. Mogłoby to prowadzić do swarów i konfliktów wewnętrznych, podziału i upadku partii. Teraz nastąpi uspokojenie atmosfery, a premier nie będzie spieszył się z wyłanianiem kandydata na prezydenta.

Tusk zakładnikiem koniunktury

Dr Bartłomiej Biskup, psycholog i socjolog z UW:

- Deklaracja premiera jest za poważna, by można ją zbyć określeniem "zasłona dymna". To dalekosiężny polityczny plan. Przekaz, który trafił do Polaków jest taki: rezygnuję z pałaców i zaszczytów, chcę wykonywać żmudną i trudną robotę premiera, bo dla mnie najważniejsze jest to, by wszystkim nam - czytaj Polakom - żyło się lepiej. Tusk postawił wszystko na jedną kartę, na gospodarkę. Podpierając się naszymi fenomenalnymi na tle Unii wynikami, stwierdził, że teraz chce się poświęcić zrobieniu z Polski gospodarczego tygrysa Europy. Jeśli gospodarka będzie dalej rosła - fala wyniesie i Tuska. Ale jeśli wzrost nie okaże się tak rewelacyjny, a do tego np. skoczy bezrobocie, Tusk i PO znajdą się pod wyjątkowym ostrzałem, co zaważy na wyborach prezydenckich i parlamentarnych. To bardzo ryzykowna zagrywka.

PO przegra walkowerem

dr Wojciech Jabłoński, politolog z UW:

- Wypromowanie przez PO nowego kandydata na prezydenta wydaje się niemożliwe, do wyborów zostało niewiele czasu. Decyzja Tuska to przejaw kunktatorstwa, chce zachować Platformę Obywatelską i nie ryzykować drugiej przegranej w wyborach prezydenckich. Albo zmylić przeciwnika, bo nic nie zostało powiedziane ostatecznie. Sądzę, że decyzja wpłynie na zmianę w sondażach, skoro Platforma oddaje walkowerem najważniejszą walkę sezonu. W moim przekonaniu PO może zdobyć fotel prezydencki albo z premierem, albo w ogóle.

>> Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl


Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy