>>
Rasy podatne na zwyrodnienie stawów Młodzi absolwenci szkół i studiów narzekają na trudny start w dorosłe życie. Zwłaszcza teraz, gdy firmy, zasłaniając się kryzysem, zwalniają kolejnych pracowników. Absolwenci mało zarabiają, harują nawet po kilkanaście godzin dziennie, czują się wykorzystywani na stażach przez starszych patronów. O stałym etacie mogą tylko pomarzyć.
Rachunki i podatki trzeba płacić, a pieniędzy brak. Gdzie rozwój, własne mieszkanie, rodzina czy wreszcie przyjemności? W ubiegłym tygodniu opisaliśmy w "Metrze", jak o wejście do zawodu walczą młodzi prawnicy. Pokazaliśmy też, że banki dyskryminują młodych ludzi.
Trudny start po szkole ich podzielił. W listach do "Metra" jedni uważają harówkę za normalny etap w życiu, bo wierzą, że to przybliży ich do sukcesu. Inni są sfrustrowani i winią system, nie wierzą w siebie. Zdaniem niektórych ekonomistów młodym przydałoby się wsparcie państwa.
Rozmowa z prof. Januszem Czapińskim, psychologiem społecznym z UW Mariusz Jałoszewski: Czy młodzi Polacy mają powody do narzekań? Socjolog prof. Krystyna Szafraniec z UMK w Toruniu uważa, że młodzi nie mają w Polsce najlepszych perspektyw. Świat po szkole nie jest różowy, nie radzą sobie z problemami i działają według zasady „zrób to sam”. Skazuje się ich na degradację? prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny z UW: - Owszem, młodzi nie mają takiego startu jak na początku lat 90, gdy na rynku brakowało fachowców i po byle jakich studiach zostawało się prezesem banku. Premia braku fachowców się skończyła. Teraz całe rzesze wykształconych absolwentów muszą ustawić się w kolejce i wykazać swoją przydatność oraz kwalifikacje. Muszą zaczynać od czeladnika, a nie prezesa. Za to mają jednak zagwarantowaną karierę wznoszącą się, ich dochody też będą rosły. Młodzi prawnicy na aplikacjach nie powinni więc narzekać i zazdrościć starszym prawnikom. Za kilka lat będą zarabiać więcej niż ich patroni.
Ale trzeba płacić podatki i rachunki. Młodzi chcą się usamodzielniać, ale nie mają za co. Może państwo powinno aktywnie wspierać ich start? Pomóc np. w zaciąganiu kredytów na mieszkanie, zwłaszcza teraz, gdy banki przykręciły kurek z kredytami? - Na start młodych ma wpływ sytuacja na rynku pracy. Był taki okres w Polsce, gdy rządzili nim pracownicy. Ale dziś, w kryzysie, rządzą pracodawcy. I płacą najmniej, jak tylko mogą. Ale nie winiłbym ani banków, ani pracodawców. Banki działają racjonalnie i dają kredyty tym, którzy mają ustabilizowaną sytuację zawodową. Owszem, państwo może pomóc w urządzaniu się, np. dając gwarancje, ale to obciąża budżet. Czy zgodzą się na to inne grupy społeczne? Nie ma złotej recepty. Dziś młodych wykształconych jest więcej niż dobrych miejsc pracy. Muszą więc zacisnąć zęby i mieć nadzieję, że będzie lepiej.
Tylko ile czekać? Potem może nie starczyć lat, żeby spłacić kredyt na mieszkanie. Czy grozi nam bunt młodych, którzy wyjdą na ulice jak w Grecji lub Francji? A może jak we Włoszech - będą do czterdziestki mieszkać z rodzicami? - Co kultura, to obyczaj. W USA państwo nie pomaga młodym. Rodzice też. Tam się uważa, że jak ktoś idzie do college'u, czyli swego rodzaju szkoły średniej, to już się usamodzielnia finansowo. U nas to rzadkość. Podobnie jak we Włoszech. Ale nam jest bliżej do kultury Europy Północnej i nie sądzę, żeby trudny start przerodził się w rewoltę z paleniem opon na ulicach. Bo choć kryzys potęguje wzrost bezrobocia, to w gronie tysięcy corocznych absolwentów trudny start to zjawisko marginalne. Dotyczy kilku, kilkunastu procent młodych.
Będą cierpliwie czekać na swoją kolej dorobienia się? - To normalne, że młodzi zaczynają od zera. W PRL-u nie dawano gwarancji, że będzie awans. Na mieszkanie czekało się nawet kilkadziesiąt lat. A teraz, nawet kiedy zaczyna się od gońca, to są szanse, że za kilka lat człowiek stanie na nogi, ustawi się, założy rodzinę i kupi mieszkanie. Tyle że mocno urosły nam aspiracje. Przecież podczas ostatniego boomu kredyty na mieszkania brali właśnie młodzi, i to od razu na mieszkania dobrze wyposażone. Bo chcieli się usamodzielnić. Ponadto w Polsce wiele mieszkań pomaga kupić rodzina. Nawet rodzice małych dzieci myślą już dziś, jak zapewnić im start w dorosłość.
Nie ma pan dobrych wieści. Już nie będzie tak dobrze i bogato, jak było na Zachodzie po wojnie, gdy ludzie szybko się bogacili? Czy nadchodzą chude lata, zaciskanie pasa i tzw. pokolenie 1000 euro, bo takie zarobki coraz częściej oferuje się w całej UE?
- To nie ma nic wspólnego z koniunkturą gospodarczą. W społeczeństwach starzejących się, a takim powoli staje się i nasze, ci, którzy będą pracować, zarobią mniej, bo państwo zabierze im haracz na coraz większą grupę emerytów. I trudno winić za to szkołę, banki czy polityków. Nawet w Niemczech - gdzie jest to dobrze widoczne - pojawia się pokolenie gorzej sytuowane, a młodzi Amerykanie muszą dwukrotnie dłużej pracować na kupno domu niż ich rodzice. Nie mam więc dla młodych dobrych wieści. Nawet na emigrację nie mają już gdzie wyjechać, bo na Zachodzie są te same problemy. Muszą ciężko pracować, odkładać i czekać na swoją kolej.
>>
Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl