>>
Bekonowe bańki dla czwaronoga? Czytaj na Cafe Animal Z mgr. inż. Wiesławem Kowalskim*, emerytowanym wykładowcą geologii na Politechnice Łódzkiej i ekspertem ds. inżynieryjno-geologicznych, rozmawia Michał Stangret
Skąd pomysł, by pisać poezję o globalnym ociepleniu? - Pisanie fraszek zostało mi jeszcze z czasów studenckich. Studiując na początku lat 50. geografię, a dokładnie - meteorologię z klimatologią, zacząłem praktyki w Państwowym Instytucie Geologicznym. Praca polegała głównie na jeżdżeniu po Polsce i wykonywaniu map geologicznych. Wtedy pisanie poezji było dla mnie odreagowaniem długich pobytów poza domem. Teraz też w ten sposób odreagowuję - już nie samotność, tylko stres związany z bzdurami, które czasami zdarza mi się wyczytać w prasie. A jest tego sporo - napisałem już kilkaset fraszek i 200 piosenek. Kilka tomików udało mi się nawet wydać własnym sumptem.
No, i w "Metrze" też wyczytał pan coś inspirującego? - Po tekście o globalnym ociepleniu usiadłem i w kilkanaście minut naskrobałem kilka fraszek.
Globalne ocieplenie to bzdura? - Denerwują mnie ci naukowcy, którzy głoszą tę teorię ze stuprocentową pewnością. Porównują dzisiejsze pomiary temperatury z tymi sprzed kilkudziesięciu lat i mówią, że globalna temperatura wzrosła o 0,1 stopnia Celsjusza. To nonsens, bo z doświadczenia wiem, jak takich pomiarów się kiedyś dokonywało. Różnice mogły wynosić kilka stopni w zależności od tego, czy się wzięło pomiar w jednym miejscu, czy kilka metrów dalej, czy przy samej ziemi, czy dwa metry nad gruntem. Dopiero parę dekad temu wprowadzono standardy co to tego, jak to robić. Porównywanie dzisiejszych danych z tymi sprzed 50-60 lat z góry jest skazane na błędy, nie mówiąc już o pomiarach z końca XIX wieku, na które powołują się zachodni naukowcy. A już wyciąganie z nich bardzo poważnych wniosków dot. globalnego ocieplenia to nonsens.
Nawet jeśli dokładność starych pomiarów jest wątpliwa, to wielu naukowców twierdzi, że ocieplenie i tak nas dopadnie. Nie mogą głosić swoich teorii? - Oczywiście, że mogą głosić, ale jak będą to robić, to ja będę pisał więcej fraszek. Zresztą zawsze miałem to we krwi - przez 60 lat pracy naukowej stałem się znany z tego, że na konferencjach własne prezentacje zaczynałem od odczytywania naprędce napisanych fraszek, w których wykpiwałem nadęcie moich przedmówców. Może dlatego miałem niełatwą drogę naukową i pozostałem tylko magistrem. Ale wciąż uważam, że to powietrze z naukowców trzeba czasami spuścić.
Czytając pana fraszki, można dojść do wniosku, że za teoriami naukowymi stoi jakieś lobby, które chce na nich zarabiać pieniądze... - W swej poezji nie wskazuję winnych. Dawanie pola wolnym interpretacjom to przywilej poety.
A to przykład fraszki pana Wiesława:
O porach roku
Uczeni biadają, że się klimat zmieni
Za 100 lat, a nie umieją ocenić,
Czy śnieżna będzie zima, za miesiąc huragan.
Tak wygląda po prostu - naukowa blaga.
Ja taką naukową mam pewność - i spokój,
Że i za 100 lat będą wszystkie pory roku.