>>
Bekonowe bańki dla czwaronoga? Czytaj na Cafe Animal Zagrożenie zimową powodzią sprawiło, że premier Donald Tusk zaprosił wczoraj na naradę ministrów, wojewodów oraz przedstawicieli służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo kraju. - Sytuacja jest na bieżąco monitorowana. Na terenach, gdzie doszło do lokalnych podtopień, do działań włączyło się wojsko - powiedział po spotkaniu. Podkreślił, że w pogotowiu czeka ponad cztery tysiące żołnierzy i około 800 pojazdów mechanicznych "do dyspozycji na telefon", jak podkreślił. Poinformował też, że tam, gdzie brakuje sprzętu do kruszenia lodu na rzekach, samorządy będą współpracować np. z firmami budowlanymi posiadającymi sprzęt. Zaapelował także do policji, by starannie chroniła dobytek tych, którzy będą zmuszeni do opuszczenia domów.
Z informacji przekazanych nam przez Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wynika, że największe zagrożenie podtopieniami jest w tej chwili na Dunajcu w okolicach Nowego Sącza, na Odrze w Połęcku (woj. lubuskie) oraz na Bugu w okolicach Krzyczewa w woj. lubelskim. Największym zagrożeniem dla miejscowości położonych wzdłuż rzek jest lód. Odra zamarznięta jest od ujścia Nysy Łużyckiej aż po ujście. Od wczoraj trwa akcja udrażniania rzeki. - Można było ją rozpocząć, bo temperatury w Zachodniopomorskiem utrzymują się w okolicach zera stopni, i pokruszony lód nie zamarza od razu, tylko może spływać w kierunku Bałtyku - mówi Andrzej Kreft, dyrektor Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Szczecinie. Lodołamacze będą też kruszyć lód na Jeziorze Dąbskim, gdzie pokrywa lodowa ma około 40 cm grubości. Całkowicie skute lodem są Biebrza, Radomka, Wkra, Bzura - dopływy Wisły i Narwi. Ich nagłe roztopienie i wylanie na razie nie grozi. Z sześciodniowych prognoz IMiGW wynika, że póki co czeka nas mroźna pogoda.
Najgorsze będzie słońce i deszcz Z prof. Andrzejem Szczepańskim, hydrogeologiem z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, rozmawia Jacek Różalski
Grozi nam powódź? - Mogłoby ją wywołać jedynie gwałtowne i długotrwałe ocieplenie. Zagrożeniem byłoby wówczas nie tylko topnienie śniegu, lodu na rzekach, lecz także zamarznięta gleba, która nie wchłonęłaby od razu dużej ilości wody. Gdyby doszły do tego jeszcze opady deszczu i słońce, mielibyśmy katastrofę.
Jesteśmy na nią przygotowani? - Żeby przyspieszyć spływ wody korytami rzek, należy użyć lodołamaczy lub ładunków wybuchowych, które skruszą lód. Jakimś wyjściem mogłoby też być wpuszczenie do rzek solanek, czyli zasolonej wody, która przyspieszyłaby topnienie lodu na rzekach. Tyle że to zagroziłoby środowisku. Żeby zmniejszyć skutki powodzi, niezbędne jest budowanie polderów, wałów i zbiorników, do których można by odprowadzić nadmiar wody.
Co musiałoby się dziać w pogodzie, żebyśmy mogli uniknąć zimowej powodzi? - Najważniejsze, żeby nie było gwałtowanego ocieplenia. Niewielkie dodatnie temperatury w ciągu dnia nie są zagrożeniem. Zwłaszcza gdy w nocy znów wracałby mróz. To by sprawiło, że woda ze śniegu i lodu roztopionego w ciągu dnia miałaby czas spłynąć do koryt rzek i wsiąknąć w glebę. Można też mówić o szczęściu, bo mimo srogiej zimy w górach wcale nie ma dużo śniegu.
Które regiony Polski mogą czuć się najbardziej zagrożone w wypadku nagłego ocieplenia? - Te leżące w dolnych i środkowych biegach rzek położonych na nizinach. Tam szybkie topnienie sprawi, że koryta rzek nie przyjmą nadmiaru wody i rozleje się ona na płasko położonych terenach.
>>
Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl