http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kto zabił "dużego psa z Warszawy"

Kinga Graczyk
2010-02-10, ostatnia aktualizacja 2010-02-10 18:39

12 lat śledztwa, ponad 400 świadków, tysiące znaków zapytania - ruszył wreszcie proces w sprawie zabójstwa byłego szefa policji Marka Papały. Na ławie oskarżonych nie ma ani zabójcy, ani zleceniodawców

25 czerwca 1998 r., policja na miejscu zbrodni, pod blokiem Papały na warszawskim Służewcu
25 czerwca 1998 r., policja na miejscu zbrodni, pod blokiem Papały na...
ZOBACZ TAKŻE
>> Kot w podróży - czytaj na Cafe Animal

Wieczór 25 czerwca 1998 r. Przed blokiem przy ul. Rzymowskiego w Warszawie gen. Papała wsiada do swojego samochodu. Zamierza jechać na Dworzec Centralny po matkę. Podchodzi do niego młody mężczyzna i strzela mu z bliska prosto w czoło. Papała ginie na miejscu. Chwilę później znajduje go żona, zaniepokojona odgłosem strzału. Wybiegając przed blok, mija nieznajomego - później rozpoznała w nim gangstera Ryszarda Boguckiego. Do dziś nie wiadomo, kto pociągnął za spust. Nikt nie widział twarzy zabójcy.

Jeden oskarżony tajny, drugi jawny

Przed sąd trafili Ryszard Bogucki, odsiadujący 25 lat za zabójstwo jednego z bossów gangu pruszkowskiego Andrzeja Kolikowskiego ps. "Pershing". Oraz inny gangster z Pruszkowa - Andrzej Z. ps. "Słowik". Są oskarżeni o współudział w morderstwie - obaj mieli szukać "cyngla" na szefa policji. Według prokuratury Bogucki oferował zabójcy 30 tys. dol., "Słowik" 10 tys. więcej.

Pierwszej odsłonie długo wyczekiwanego procesu towarzyszyły nadzwyczajne środki bezpieczeństwa. To pokłosie śmierci płatnego zabójcy Artura Zirajewskiego, na którego zeznaniach oparto akt oskarżenia. Zmarł w styczniu za kratkami w niewyjaśnionych okolicznościach - nie wykluczono, że ktoś mu w tym pomógł.

Obaj oskarżeni weszli na salę w asyście uzbrojonych w karabiny policjantów. Obrońcy zażądali, by sąd utajnił dane i wizerunek mężczyzn. Wówczas Bogucki zaskoczył wszystkich, oświadczając: - Hipokryzją byłoby twierdzenie, że mój wizerunek, przez tyle lat publikowany, teraz ma być chroniony.

Sąd utajnił więc tylko wizerunek Andrzeja Z. - choć jego twarz z listów gończych zna cała Polska. Telewizje i stacje radiowe nie będą mogły transmitować też przebiegu rozprawy. - Żeby świadkowie nie mogli na podstawie ich relacji uzgadniać zeznań - uzasadnił sąd. W telewizji zobaczymy zatem dopiero ogłoszenie wyroku.

Motyw nieznany

Czy podczas procesu poznamy odpowiedź na pytanie, dlaczego zginął Papała? Nie. Zirajewski twierdził, że brał udział w spotkaniu, podczas którego Edward Mazur, polonijny biznesmen z USA, szukał kogoś, kto zabije "dużego psa z Warszawy". Ale Zirajewski nie potwierdzi swych zeznań przed sądem, bo nie żyje. Zaś w 2007 r. amerykański sędzia uznał te słowa za niewiarygodne i odmówił wydania Mazura na ich podstawie.

Z drugiej strony, kilka miesięcy temu "Gazeta Wyborcza" ujawniła, że w 2006 r. FBI dostarczyło Polsce dowody przeciwko Mazurowi: miał opłacać świadków, by zdyskredytowali zeznania Zirajewskiego.

Ani Bogucki, ani "Słowik" nie przyznają się do winy. Grozi im dożywocie. - Nawet jeśli wiedzą cokolwiek w tej sprawie, to nie powiedzą - uważa Piotr Pytlakowski, dziennikarz "Polityki", autor książki "Alfabet mafii". - Słabością aktu oskarżenia i całego śledztwa jest brak motywu tej zbrodni.

Dlaczego przez 12 lat nie udało się go ustalić? - Być może zawiedli śledczy, może w pierwszych godzinach po zabójstwie, kiedy trop był świeży, przeoczono coś, czego nie da się już teraz odtworzyć. Śledztwo od lat drepcze w kółko. Obawiam się, że bez zeznań Mazura nie ruszy do przodu - dodaje Pytlakowski. Ale szanse na ekstradycję biznesmena ocenia na 0 proc.

Dlaczego więc prokuratura zdecydowała się na skierowanie aktu oskarżenia do sądu? Zdaniem Boguckiego "akt oskarżenia jest obrazą dla osoby średnio inteligentnej". Co ciekawe, komentatorzy podzielają tę opinię. - Ten akt oskarżenia to wyraz bezradności prokuratury, która z jednej strony nie ma pomysłu na dalsze prowadzenie śledztwa, a z drugiej wie, że pięcioletniego aresztu wobec oskarżonych nie może przedłużać w nieskończoność - ocenia Bogdan Wróblewski, dziennikarz śledczy "Gazety Wyborczej".

Kolejna odsłona procesu jutro.

>> Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl


Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów