>>
Gustaw, kot z nadwagą... Pełnomocnik Sobiesiaka argumentował, że poseł PiS wielokrotnie był stronniczy wobec świadka. Jednak członkowie komisji niemal jednogłośnie odrzucili ten wniosek.
Sobiesiak atakował:Media - Od ponad pięciu miesięcy ja, moja rodzina i należące do mnie firmy jesteśmy przedmiotem kampanii oszczerstw i nagonki medialnej. Bez mojej winy i woli nazwisko Sobiesiak stało się instrumentem walki politycznej, prowadzonej bez szacunku dla prawdy czy dla zwykłej ludzkiej przyzwoitości.
Mariusza Kamińskiego - Aferę wyssał z brudnego palca.
Posłów i urzędników - Jesteście po to, żeby służyć. Jako przedsiębiorca, muszę codziennie radzić sobie w absurdalnym świecie sprzecznych przepisów prawnych, pracowicie tworzonych przez posłów, i walczyć z bezprawnymi decyzjami podejmowanymi przez bezmyślnych urzędników opłacanych z moich podatków.
Bronił się: - Nie jestem stroną waszej afery. Ani w tej, ani w innej sprawie nikogo nie korumpowałem i nie dawałem nic w zamian.
Biznesmen wnioskował o utajnienie przesłuchania, ale nie zgodziła się na to komisja. Wobec tego Ryszard Sobiesiak na każde prawie pytanie odpowiadał, że nie ma nic do dodania albo odmawiał odpowiedzi. Po pouczeniu o 10 tys. zł i 30 dniach aresztu, grożących za uporczywe uchylanie się do odpowiedzi, zaczął odpowiadać lakonicznie, najczęściej - "nie pamiętam". Kiedy padło pytanie, czy na tajnym przesłuchaniu byłby bardziej rozmowny - potwierdził.
Po godzinie 14 oznajmił, że nic więcej nie powie. Wtedy wreszcie przewodniczący komisji złożył wniosek o utajnienie przesłuchania. Stenogram z jego przebiegu powinniśmy poznać w najbliższych dniach.
Komisja chciała zlinczować Sobiesiaka Posłowie postawili na show, a nie na dojście do prawdy
Prof. Kazimierz Kik, socjolog kieleckiego Uniwersytetu Humanistyczno-Przyrodniczego Jak pan ocenia wystąpienie Ryszarda Sobiesiaka przed hazardową komisją śledczą? - Kiedy mówił, byłem po jego stronie. Miał dużo racji, ale dał się ponieść emocjom. To, co mówił w swoim słowie wstępnym, było wyrazem frustracji, bo od kilku miesięcy trwa nagonka na niego i jego rodzinę. Jednak atakując całe państwo, zraził do siebie wszystkich. Choć atakował trafnie. Jeżeli spojrzymy na rankingi co do otwartości gospodarczej, Polska jest poniżej 100. miejsca. Nie jest państwem przyjaznym przedsiębiorcom. Ma nadmiar uregulowań, wewnętrznie sprzeczne prawo i duży margines jego interpretacji. Do tego polskie sądy są opieszałe, a prokuratura upolityczniona. Mówię o tym studentom na wykładach. Dlatego racje przedstawione przez Sobiesiaka były słuszne, tylko że nie o to tu chodziło. Po jego wystąpieniu odniosłem wrażenie, że przygotował się do roli męczennika. To był krzyk rozpaczy ofiary: wszystkie argumenty, władza i meddia są w rękach przeciwników. Mam jednak poczucie, że Sobiesiak nie rozumie na czym polega afera, w której uczestniczył. Bo niestety to, co robił, jest polską normą.
A co pan sądzi o zachowaniu komisji, która nie zgodziła się na przesłuchanie zamknięte dla mediów? - Komisja udowodniła, że nie zależy jej na dojściu do prawdy, ale na popularności i publicznym linczu. Wszystkie racjonalne powody były za utajnieniem przesłuchania, ale mijało się to z celem politycznym członków komisji. Każdy ma coś innego do ugrania: jedni zdobycie popularności jako nowi prokuratorzy, inni dokopanie politycznym przeciwnikom. Sobiesiak mówił: "przekażę wszystkie dokumenty i będę odpowiadał na pytania, tylko nie skazujcie mnie na oczach społeczeństwa, bo jestem niewinny". Ale dla posłów ważniejsze było przedstawienie.
Zwykły człowiek, który robi niejasne interesy
Piotr Zaremba, psycholog: - Sobiesiak to człowiek prostolinijny. W jego swobodnej wypowiedzi wyczuwało się pomieszanie pewności siebie z lekceważeniem komisji, ale też złości, irytacji i strachu. To, co mówił, było bardzo emocjonalne, bo w sensie materialnym i rodzinnym przez te kilka miesięcy na pewno wiele stracił. Dlatego chciał utajnienia przesłuchania. To, że przyszedł z pełnomocnikiem świadczy, że nie czuł się pewnie. Największą złość przelał na Mariusza Kamińskiego jako na tego, który go w to wszystko wciągnął. Ale sposób, w jaki mówił, świadczy o pewnym poziomie. "Swołocz" o dziennikarzach - kulturalny człowiek nigdy tak by nie powiedział, mógłby co najwyżej pomyśleć. Nie wzbudził ani mojej sympatii, ani antypatii, raczej odebrałem go jako zwykłego człowieka, który wplątał się w niejasne interesy.
>>
Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl