http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kury same muszą dostać skrzydeł

eb
2010-02-18, ostatnia aktualizacja 2010-02-18 17:24

Z przeciwniczką parytetów prof. Anną Zadrożyńską, etnolożką z Uniwersytetu Warszawskiego, rozmawia zwolenniczka parytetów i jej była studentka Edyta Błaszczak

ZOBACZ TAKŻE
Prof. Anna Zadrożyńska: - Aha, dzwoni pani, bo też chciałaby do Sejmu?

Edyta Błaszczak: A dlaczego nie, może warto coś zmienić?

- To niech się pani zapisze gdzie trzeba i walczy, jak choćby inna nasza absolwentka Izabela Jaruga-Nowacka.

Nie każdy jest tak ładny i przebojowy jak ona...

- Kobiety czy mężczyźni, którzy trafiają do polityki, muszą być przebojowi. Polityka to nie miejsce dla mięczaków.

Ale zdominowali ją mężczyźni, więc może kobietom warto jakoś pomóc, np. parytetem?

- Podpisałam się na "nie" dla tego pomysłu, bo nie podoba mi się takie odgórne zarządzanie.

Nie brakuje pani kobiet w polityce?

- Jest ich za mało, ale nie można tego zmieniać odgórnie. Kobieta jest silniejsza od mężczyzny moralnie i biologicznie (rodzi dzieci, umie się nimi zająć). Słabsi mężczyźni u zarania dziejów zdali sobie sprawę z tej przewagi i dlatego wymyślili reguły zewnętrznego funkcjonowania, czyli władzę. To tradycja i zmienia się ona powoli. Jeśli będzie się w to ingerować sztucznie, będzie to nieautentyczne.

Traktuje pani parytet jako przymusowe zapisywanie kobiet do Sejmu?

- Bo to jest jakiś rodzaj przymusu. W tradycji polskiej kobieta to kura domowa. Sama powinna dostać skrzydeł i decydować, czy iść do parlamentu. Parytety oznaczają selekcję negatywną. Tak jak w PRL-u, jak ktoś nie miał co robić, zostawał nauczycielem. Skutki odczuwamy do dziś.

Co więc robić?

- Potrzebna jest dyskusja. Jeśli już parytet, to góra na dwie kadencje. To mogłoby uświadomić politykom, że partnerów do rządzenia należy poszukać poza męskim gronem.

Czyli parytet jest jednak potrzebny?

- Polityka to sprawa kompetencji, a nie płci. Boję się, że parytet spowoduje pojawienie się następczyń Beger, Łyżwińskiej czy Błochowiak. Kobiety wykształcone, mądre i tak robią co chcą, np. dostają się do polityki. Na naszym uniwersytecie jest więcej kobiet, ale na radach wydziałowych dominują mężczyźni, bo kobiety nie lubią tracić czasu na czcze gadanie.

Ale parytet sprawdził w Szwecji, Finlandii...

- To kraje o innej tradycji społecznej i religijnej. U protestantów kobieta może być przewodnikiem duchowym, może przewodzić grupie. Dlatego tam to się sprawdza. U nas tradycja katolicka odmawia kobiecie takich ról. Wiem coś o tym, bo się wychowałam w klasztorze. Dojrzewanie Polek do wyjścia z tradycyjnych ról trwa bardzo długo. Pół wieku zajęło, aby kobiety w dużych miastach nie wstydziły się nieślubnych dzieci. Może za 100 lat dojrzeją do samodzielnego uczestniczenia w polityce.

Czy parytet to zagrożenie dla demokracji, jak twierdzą przeciwnicy?

- To argument ideologiczny, nie do końca się z nim zgadzam. Ale choć demokracja to rządy większości, to nie powinno się budować sztucznych podziałów. Jeśli w Sejmie miałaby być przynajmniej połowa kobiet, to może - żartując - powinny być też trzy rude, dwie blondynki i jedna czarna.

Czy Sejm uchwali parytet?

- Pewnie przyjmą, bo jak to chłopy, nie będą chcieli wyjść na wsteczniaków. Ale mam nadzieję, że parytety wejdą na okres przejściowy. A potem kobiety samodzielnie wypełnią tyle ław poselskich, ile zechcą. Bez etykiety, że są słabsze i trzeba im pomagać.

>> Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl


Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów