http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Posłowie do kobiet: pieluchy, polityka później

Mariusz Jałoszewski
2010-02-18, ostatnia aktualizacja 2010-02-18 19:10

Są szanse, że mężczyźni podzielą się z kobietami władzą. Wczoraj Sejm zaczął pracę nad ustawą parytetami. Ale historycznej debaty o równouprawnieniu kobiet posłowie i posłanki powinni się wstydzić

Wicemarszałek Sejmu Ewa Kierzkowska prowadzi kobiety, aby mogły obserwować debatę o parytetach
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Wicemarszałek Sejmu Ewa Kierzkowska prowadzi kobiety, aby mogły obserwować...
ZOBACZ TAKŻE
>> Chcesz mieć kota? Sprawdź, jak wygląda kocia wyprawka

Sejm powoła nadzwyczajną komisję, która będzie pracować nad ustawą o parytetach wyborczych do Sejmu, europarlamentu i samorządów lokalnych. Dadzą one kobietom połowę miejsc na partyjnych i lokalnych listach kandydatów. Nie gwarantują najlepszych miejsc, a o tym kto zostanie wybrany nadal będą decydować wyborcy.

Zdaniem Kongresu Kobiet, który przygotował ustawę (podpisało się pod nią ponad 155 tys. osób) równy podział list zwiększa szanse kobiet na udział we władzy. Dziś w Sejmie jest tylko 23 proc. pań, a w Senacie 8 proc.

- Większość osób z wyższych wykształceniem i średnim to kobiety. To niewykorzystany, kompetentny potencjał - przekonywała Sejm do obywatelskiego projektu o parytetach prof. Małgorzata Fuszara, socjolog z UW. Podkreślała, że kobieta na tym samym stanowisku co mężczyzna musi starać się bardziej niż on i mocniej udowadniać, że jest dobra. To może się zmienić jeśli kobiety będą miały wpływ na władzę. - Parytety popiera 60 procent kobiet i mężczyzn. Uważają, że dzięki temu rozwiązaniu będzie lepsza współpraca w polityce, mniej korupcji, większy nacisk na sprawy społeczne - tłumaczyła Fuszara. Zwolenników parytetów jest więcej w prawicowym elektoracie, niż lewicowym. Fuszara podkreślała, że już 40 krajów na świecie wprowadziło takie rozwiązania.

Kluby poparły rozpoczęcie prac nad ustawą. Ale tylko SLD był entuzjastyczny, choć wytykano mu, że nie zapewnia kobietom tyle miejsc na listach wyborczych ile obiecał. PSL też jest raczej na tak. Za to PiS i PO są mocne podzielone, a zabierający wczoraj głos posłowie i posłanki raczej nie byli entuzjastyczni parytetów. Obie partie chcą dyskusji. Nie wiadomo jak zachowają się podczas głosowania. Posłanka Agnieszka Kozłowska-Rajewicz w imieniu PO sugerowała, że wystarczy gwarancja 30 proc. miejsc na listach dla kobiet i nie w tegorocznych wyborach samorządowych, ale później.

Potem padały argumenty - zarówno z PO i PiS -, że powinien decydować talent, zaangażowanie, odwaga, a nie preferencje. Piotr Van der Koghen (PO) wypalił, że kobietom nie jest potrzebna "łaska dla Papuasów" i że kobiety muszą wychowywać dzieci i prowadzić "ciepły" dom. Lepiej więc im pomóc budując żłobki i przedszkola. Inni martwili się, że będzie problem z obsadzaniem list, bo nie będzie kandydatek. Prof. Fuszara: przez ostatnie 20 lat rządzili mężczyźnie i nie wybudowali żłobków. A kobiet wystarczy, tak jak w innych państwach.

PiS też może się wstydzić. Niektórzy straszyli, że dziś będą parytety dla kobiet, a jutro upomną się o nie mieszkańcy wsi, niepełnosprawni, albo homoseksualiści. Tylko poseł PiS Mariusz Kamiński poparł parytety, bo wyliczył, że przez ostatnie 20 lat z Podlasia wybrano do Sejmu jedną kobietę i to dzięki Lewicy.

Wiceszef klubu PO Grzegorz Dolniak studzi jednak nadzieje na szybką decyzję. Uważa, że nad ustawą trzeba spokojnie popracować, bo wywołuje sporo emocji.

>> Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl


Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów