>>
Zwierzaki w wiosennej telewizji - czytaj na Cafe Animal Pisaliśmy o tym w "Metrze" w poniedziałek. Ale to, co jest dobre dla inwestorów, może zmienić się w samowolkę i chaos w architekturze. Przestrzegał przed tym na naszych łamach znany warszawski architekt i urbanista Krzysztof Domaradzki. Przekonuje, że porządek w przestrzeni mogą zagwarantować tylko plany zagospodarowania, a nie inwestorzy, którym zależy głównie na zyskach. Tymczasem plany ma tylko 24 proc. powierzchni kraju. Dla deweloperów to wymarzona sytuacja, bo łatwiej jest im przeforsować nawet kontrowersyjne budowle np. postawienie obok osiedla hipermarketu, a koło domków jednorodzinnych magazynów.
Mariusz Jałoszewski: Dlaczego nie zmusicie gminy do opracowywania planów, tylko dajecie mniej rygorystyczne i zastępcze przepisy urbanistyczne? Olgierd Dziekoński, wiceminister infrastruktury: - A czy państwo zmusza się do uchwalania ustaw? Ludzie nie skarżą się na brak planów. A jeśli są, to ograniczają prawo do zabudowy.
Więc plany są niepotrzebną zawalidrogą dla inwestorów? - Plany to przepisy gminne i samorząd lokalny sporządza je tam, gdzie uzna za potrzebne. Gminy ich nie robią, bo nie wiedzą, co w danym miejscu ma być. Poza tym sporządzanie planów wymaga czasu i odpowiedzialnego działania. Ujawniają się bowiem wtedy rozmaite interesy mieszkańców, właścicieli działek. Poza tym plan nakłada na gminy wypłatę odszkodowań tym, których działki stracą na wartości.
Krzysztof Domaradzki, który od wielu lat opracowuje plany w stolicy (np. jednego z obleganych parków Pole Mokotowskie, który chcieli zabudować inwestorzy), alarmuje, że dzięki nowej ustawie urzędnicy stracą motywację do robienia planów. Ostrzega przed chaosem w Polsce, nad którym już dziś trudno zapanować. - A jak jest plan, to nie ma chaosu? W stolicy były nawet plany szczegółowe Śródmieścia, i co, chaosu nie było? [Olgierd Dziekoński w latach 90. był dwukrotnie wiceprezydentem stolicy]. Chaos nie bierze się z braku planów, ale z braku polityki przestrzennej. W znowelizowanej ustawie o zagospodarowaniu przestrzennym dajemy krajowe przepisy urbanistyczne, które wyznaczają gęstość zabudowy, wysokość budynków czy ilość zieleni na działce. Zapewniam, że są kraje w Europie, które mają mniej planów niż Polska (np. Niemcy 20 proc. powierzchni kraju), a w Wielkiej Brytanii nie ma ich wcale.
Ale to przecież decyzje urzędników i zbytnia ogólność przepisów urbanistycznych doprowadziły w Polsce do chaosu, powstawania gargameli i blaszaków. A teraz nagle ma być cud i zapanuje harmonia. - Ja nie mówię o urzędnikach. Decyzje są oparte na analizach urbanistycznych, a te przygotowują architekci i urbaniści. Czy któraś z izb zawodowych wszczęła postępowanie dyscyplinarne wobec architekta lub urbanisty, który narusza ład przestrzenny? W dużej mierze to od nich wszystko zależy.
A jak zwykły mieszkaniec ma wpłynąć na architektów, skoro odbiera się mu kolejne uprawnienie do pilnowania swojego otoczenia przed inwestorami i zbyt spolegliwymi urzędnikami? Nie wspomnę już o małych gminach i miastach, gdzie każdy inwestor traktowany jest niemal jak Bóg. - Owszem, będą ludzie, którzy naruszają prawo. Ale po to właśnie wprowadzamy nowe przepisy, które zaczną przed tym chronić. Poza tym pojawi się kontrola społeczna w postaci mediów, które podejmują takie tematy, i konsultacji społecznych, obowiązkowych dla większych inwestycji. A świadomość społeczna mieszkańców rośnie.
>>
Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl