http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Grecka tragedię trzeba rozłożyć na raty

Katarzyna Zacharska
2010-02-25, ostatnia aktualizacja 2010-02-25 21:22

Grecy powiedzieli "nie" drastycznym cięciom zaproponowanym przez rząd i wyszli na ulicę. Oszczędności są jednak nieuniknione, a przed bankructwem Greków musi teraz ratować cała Unia Europejska

Grecja
Fot. LOUISA GOULIAMAKI AFP
Grecja
>> Gustaw, kot z nadwagą...

Strajk generalny w Grecji zatrzymał w środę całe państwo. Zamknięto nie tylko szkoły, urzędy i lotniska, zastrajkowali nawet dziennikarze. Na ulicę wyszło 50 tysięcy ludzi. Doszło do starć z policją.

Anna Maria Leonhard redaktor naczelna kuriera ateńskiego: - Wczoraj wszystko wróciło do normy. Ludzie pracują. Ale to dopiero pierwszy z zapowiadanych strajków. Termin drugiego nie jest znany. Wszyscy są jednak przygnębieni. Niepewność widać na każdym kroku. Nikt nie wie ile będzie niedługo zarabiał ile będzie płacił podatków. Wiele sklepów w centrum miasta zostało pozamykanych, ludzie oszczędzają. Zamiast pełnych wózków, widać niepełne koszyki.

Przyczyny masowych protestów? Grecy nie chcą "zaciskać pasać". A rząd zapowiedział m.in. zamrożenie płac w sektorze publicznym i podwyżkę podatków. W planach jest także podniesienie przeciętnego wieku emerytalnego o dwa lata. Teraz Grecy przechodzą na emeryturę, kiedy skończą 61,5 roku. A Grecja musi zmniejszyć deficyt budżetowy z 12,7 procent PKB w zeszłym roku do poniżej 3 procent w 2012. Trzeba też spłacić długi sięgające ponad 300 mld dol.! W przyszłym tygodniu grecki rząd planuje w tym celu wyemitować 10-letnie obligacje, z których planuje zebrać ok. 3-5 mld euro. Na walkę z kryzysem potrzeba jednak aż 45 mld euro.

Powodem kłopotów państwa nie były jednak tylko nadmierne wydatki, lecz niejasne operacje finansowe z udziałem amerykańskiego banku Goldman Sachs. Pozwoliły Grecji zatuszować część długów i odwlec ich spłatę w czasie. Grecki minister finansów Jeorjos Papakonstantinu zapewnia jednak, że w 2002 roku, kiedy operacje te przeprowadzano, były całkowicie legalne. Niejasne jest tylko, czy Grecja, jako już wówczas członek strefy euro, miała prawo do przeprowadzenia transakcji w tajemnicy przed innymi państwami Wspólnoty. Ma to wyjaśnić śledztwo prowadzone przez Eurostat i Komisję Europejską. Teraz grecki rząd ma zaś przedstawić pierwszy z raportów, które w przyszłości dostaną wszyscy unijni ministrowie finansów, a w którym napisze, co zrobi, żeby nie zbankrutować.

PIIGS pogrąża Wspólnotę

Grecja to przypadek beznadziejny. Poza turystyką i transportem morskim, nie ma tam na czym zarabiać. Z profesorem Krzysztofem Rybińskim, ekonomistą ze Szkoły Głównej Handlowej, byłym wiceprezesem NBP, rozmawia Katarzyna Zacharska

Co się dzieje, kiedy bankrutuje kraj?

- Musi porozumieć się z wierzycielami co do sposobu spłaty zadłużenia. Do tego czasu nikt nie pożyczy mu ani jednego centa.

Czy Grecji grozi bankructwo?

- Najprawdopodobniej tak. Grecja bankrutowała wielokrotnie w XIX i XX wieku. To przypadek beznadziejny, kraj głęboko uzależniony od deficytu budżetowego. Od 30 lat, poza turystyką i morskim transportem, nie ma na czym zarabiać.

Czy Polsce grozi to co Grecji?

- Nie - przynajmniej nie teraz. Polska jest mniej zadłużona. Nasza gospodarka rośnie, a grecka jest w recesji. Dzięki temu Polska jest postrzegana jako kraj sukcesu, a Grecja jako kraj niewiarygodny, który co gorsza oszukiwał i któremu nie warto pożyczać pieniędzy.

Grecja jednak usilne chce obarczyć swoimi problemami innych. Wicepremier tego kraju wypomina np. Niemcom, że zrabowali w czasie II wojny światowej greckie złoto. Czy takie wypowiedzi nie spowodują kryzysu wewnątrz Unii Europejskiej?

- To jest argument z serii: a u was biją Murzynów. Od dawna w Unii mówi się o grupie krajów, które zagrożone są kryzysem. Nazywa się je w potocznym języku PIIGS, czyli "świnie". Skrót pochodzi od pierwszych liter angielskich nazw tych państw. Są to Portugalia, Włochy, Irlandia, Grecja i Hiszpania. W Grecji już widzimy co się dzieje. Jeżeli pozostałe kraje z tej grupy nie przeprowadzą gruntownych reform, znajdą się w podobnej sytuacji. Jeśli kryzys zostanie zatrzymany w Grecji, Unia Europejska nie będzie miała problemów.

Ale czy Grecy sami sobie poradzą?

- Raczej nie. Dlatego tamtejszy rząd został zmuszony do poważnych reform. Tyle że greckie społeczeństwo (które jest mocno uzwiązkowione, szybko się starzeje i żyje dostatnio ze sporych emerytur) może tego nie wytrzymać.

Polacy też wyszliby na ulice

Gdyby polski rząd zapowiedział tak ostre cięcia jak grecki, Polacy też wyszliby na ulice - ocenia Janusz Czapliński, socjolog, autor "Diagnozy Społecznej" - cyklicznego badania Polaków, w rozmowie z Katarzyną Zacharską

Rok temu na łamach "Metra" mówił pan o tym, że Polska ma mały kapitał społeczny, podobnie jak Grecja. Czy jesteśmy do Greków podobni?

- Mamy wiele cech wspólnych. Tak samo jak oni nie jesteśmy innowacyjni, prowadzimy takie same małe przedsiębiorstwa. Tak jak Grecy nie potrafimy się ze sobą dogadać. A w takim klimacie trudno coś stworzyć.

Czy to, co dzieje się w Grecji, jest wyrazem buntu z tęsknoty za dobrobytem?

- Grecja to jeden z biedniejszych krajów Unii. Ale jednocześnie Grecy do wielu rzeczy się przyzwyczaili, choćby do dobrobytu. Dlatego szybko nie odpuszczą. Ich nie obchodzi to, co dzieje się w państwie, ich obchodzi tylko to, co dzieje się w ich domu. To doskonały przykład braku społeczeństwa obywatelskiego. Dlatego gdyby polski rząd zapowiedział to, co grecki, Polacy też wyszliby na ulice.

Skoro u nas jest podobnie, to nie to wróży nic dobrego dla Polski.

- U nas jest jeszcze gorzej, bo pod względem kapitału społecznego (wzajemne relacje społeczne i zaufanie) jesteśmy za Grecją. Po nas jest tylko Bułgaria.

Czyli grozi nam to, co się teraz dzieje w Grecji?

- Ja prorokuję, że to się stanie w Polsce za 10 lat. Przestaniemy się rozwijać. Żeby wypłacać emerytury, trzeba będzie się zadłużać. Przecież to, co zrobił grecki rząd (zwiększanie długu), nie wynikało z głupoty, tylko z konieczności. W Polsce - tak samo jak w Grecji - nie wytwarzamy nic nowego. Jesteśmy skazani na montaż tego, co wymyślą inni - pralki, telewizory itp. Za 10 lat koszty produkcji wzrosną tak, że inwestorzy przeniosą się tam, gdzie jest tańsza siła robocza, np. na Ukrainę. To, co się dzieje w Grecji, to dla nas poważne ostrzeżenie, że z nami może być podobnie.

Co więc dalej czeka Greków?

- Grecja już zawsze będzie musiała być na utrzymaniu Unii, bo z handlu rybami się nie utrzyma. A Unia może się tą sytuacją zmęczyć i podziękować Grecji za członkostwo, żeby już jej nie obciążała.

>> Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl


Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy