>>
Gustaw, kot z nadwagą... Roztopy obnażyły zakopane dotąd w śniegowych zaspach śmieci. Na zwałach śniegu leżą wszelkie możliwe brudy: puszki po piwie, niedopałki, obierki, opakowania po chipsach, gnijące papiery. Piesi lawirują między śmieciami, kierowcy odwracają oczy.
Stołeczny Zarząd Oczyszczania Miasta tłumaczy, że nie wywozi śniegu, bo nie ma na to pieniędzy. Śmieci też nie, bo są w śniegu zatopione lub z nim wymieszane. - Poza tym tylko część miejskich chodników nam podlega - mówi Iwona Fryczyńska, rzeczniczka ZOM. Za chodniki odpowiadają też dzielnice i właściciele budynków. I nikt nie garnie się do sprzątania, tak jak wcześniej do odśnieżania.
- Pracownicy ZOM ograniczają się tylko do kruszenia zlodowaciałego śniegu, jeśli zajmuje on część jedni lub zalega na miejscach parkingowych. Co szóste z nich w płatnej strefie może być wciąż przysypane. Największy problem jest z uprzątnięciem wąskich i jednokierunkowych ulic, bo przejazd blokują tam źle zaparkowane auta - mówi Fryczyńska.
Chodnikowe piekło Na źle zaparkowane, rozjeżdżające trawniki, blokujące jezdnie, chodniki i przejścia dla pieszych auta skarży się większość warszawiaków. Straż miejska przyznaje, że poszła kierowcom na rękę i przymykała oko na takie parkowanie, kiedy gigantyczne zaspy śniegowe zablokowały większość legalnych miejsc parkingowych w stolicy. - W styczniu i lutym mieliśmy prawie 5 tys. razy więcej zgłoszeń w sprawie nieprawidłowo zaparkowanych samochodów niż w analogicznym okresie w 2009 r. - mówi Monika Niżniak z warszawskiej straży miejskiej.
Teraz jednak większość miejsc parkingowych jest już odblokowana, ale kierowcy rozzuchwalili się bezkarnością i dalej stawiają auta nieprawidłowo. Zastawione przez samochody chodniki, na których piesi ledwie mogą się przecisnąć, stały się plagą. - Co robi straż miejska, dlaczego nie wystawia mandatów, nie odholowuje tych aut? - pytają mieszkańcy.
Oficjalnie straż miejska zapewnia, że robi co może, straszy kosztami odholowania (388 zł) oraz mandatami za tarasowanie chodników i parkowanie na zakazie (100 zł i 1 punkt karny) lub za rozjeżdżanie trawnika (20-500 zł). Nieoficjalnie przyznaje, że może niewiele, bo w Warszawie jest zaledwie 500 strażników.
Czytelnik widzi Sitę i włos mu się jeży Bulwersującą technikę usuwania śniegu zauważył nasz czytelnik Maciej Szulc z Warszawy. - Na rogu Doliny Służewieckiej i Nowoursynowskiej panowie z firmy Sita zdejmowali śnieg z zasp i rozprowadzali go po jezdni, by szybciej się roztopił i spłynął do studzienek burzowych. Na moich oczach jeden wysypał na zaspę wielkości 1x2 m pół worka soli! Porównując go do worków z ziemią, szacuję, że miał pojemność 20 kg. To można porównać do ataku chemicznego na rzeczną biosferę, już i tak osłabioną zimą - zaalarmował w liście do "Metra".
Sita Polska Sp. z o.o. to jedna z firm, które wygrały przetarg na oczyszczanie Warszawy. Zadzwoniliśmy do jej rzecznika Krzysztofa Kędzierskiego: - To prawda, że śniegu nie wywozimy. Kruszymy go tylko na mniejsze kawałki, by szybciej stopniał. Na pewno nie powinno to polegać na tym, że wysypuje się sól na usypaną górę śniegu. Niedozwolone jest także rozsypywanie ubitych grudek śniegu po ulicy, by rozjeździły to samochody. Wyższy szczebel naszej firmy nic o tym nie wiedział. Obiecuję się tym zająć i to wyjaśnić.
>>
Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl