http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Łukaszenka: Polacy na Białorusi to moi Polacy

Jacek Różalski
2010-02-25, ostatnia aktualizacja 2010-02-25 21:29

W zamian za legalizację Związku Polaków na Białorusi Polska zrezygnuje z części majątku odebranego działaczom związanym z Andżeliką Borys - wynika z pierwszego po 14 latach spotkania polskich dyplomatów z Aleksandrem Łukaszenką

Aleksander Łukaszenka i Radosław Sikorski
Fot. Grzegorz Dąbrowski / Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
Aleksander Łukaszenka i Radosław Sikorski
>> Gustaw, kot z nadwagą...

Jedynym powodem, dla którego Radosław Sikorski, szef MSZ, poleciał do Kijowa, wcale nie było zaprzysiężenie Wiktora Janukowycza na prezydenta Ukrainy. Sikorski poleciał na Ukrainę, żeby spotkać się z białoruskim prezydentem, który też był zaproszony na uroczystości. Minister przyznał, że do spotkania doszło z jego inicjatywy.

Już przy powitaniu było widać, że obaj byli w świetnych humorach, choć głównym tematem rozmowy była sytuacja Polaków na Białorusi. - Prezydent Białorusi zapewnił mnie, że będzie szukał rozwiązań i że może powstać grupa ekspertów, która w rychłym terminie znajdzie rozwiązania satysfakcjonujące dla obu stron - zapewnił szef polskiego MSZ. - Przyjmujemy tę deklarację na tym etapie za dobrą monetę i będziemy czekali na rezultaty. Myślę, że udało mi się przekonać prezydenta Łukaszenkę, że jest to sprawa niecierpiąca zwłoki - dodał.

Łukaszenko wydawał się bardzo zadowolony ze spotkania, ale to, co powiedział, może budzić wątpliwości co do finału rozmów. - Związek Polaków na Białorusi ma się świetnie i nikt mu w niczym nie przeszkadza. Łukaszenka wyraził zdziwienie, kiedy polscy dziennikarze pytali go o aresztowanych na Białorusi Polaków. - Nikt nie poszedł do więzienia. No może te kilka osób, ale oni chcieli iść, by pokazać, jak im źle - oświadczył. - Polacy mieszkający na Białorusi to moi Polacy i zrobię wszystko, żeby było im dobrze - podkreślił. Zapewniał też, że polskiej mniejszości nie jest wcale gorzej niż Polakom w Polsce.

Nieoficjalnie wiadomo, że Sikorski przedstawił dwa warunki porozumienia. Polska domaga się przede wszystkim pełnej legalizacji Związku Polaków na Białorusi, którego przewodniczącą jest nieuznawana przez Mińsk Andżelika Borys. Drugi warunek to podział majątku pomiędzy ZPB Borys i drugi związek o tej samej nazwie, któremu szefuje lojalny wobec władz Stanisław Siemaszko. Ma być pół na pół. Dziś Związek Borys ma dwa domy, a podlegli władzom działacze ZPB - 14.

Co na to działacze Związku? O propozycji podziału majątku Andżelika Borys miała dowiedzieć się już w poniedziałek, gdy przyleciała do Warszawy. Związek nie chce jej dziś komentować.

- Zależy nam przede wszystkim na tym, żebyśmy w końcu mogli legalnie pracować. - mówi Andrzej Poczobut, szef Rady Naczelnej ZPB. - Trzeba być dobrej myśli. Choć było już jedno spotkanie i po nim było gorzej.

Poczobut przypomniał wizytę szefa białoruskiego MSZ Siarhieja Martynaua w Warszawie 12 lutego br. Trzy dni później białoruska milicja aresztowała ok. 40 działaczy ZPB. Trzech z nich aresztowano, a Andżelikę Borys ukarano wysoką grzywną.

Maciej Płażyński, prezes Wspólnoty Polskiej, która finansowała budowę domów, podobnie jak MSZ twierdzi, że najważniejszą kwestią jest polityczna zgoda Mińska na legalizację ZPB. - Podział majątku to druga sprawa. Nie można o tym rozmawiać jednocześnie. Bo okaże się, że my się najpierw oficjalnie zgodzimy na oddanie połowy majątku, a białoruskie władze nie zalegalizują ostatecznie Związku pani Borys - ostrzega Płażyński.

>> Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl


Źródło: Dziennik Metro
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos