>>
Chore psie stawy - czytaj na Cafe Metro Polskę czeka cyfrowa rewolucją. Rząd zacznie wydawać e-dowody z elektronicznym czipem, dzięki którym niemal wszystkie sprawy w urzędach będzie można załatwić przez internet. Nowe dowody to jednak tylko początek elektronicznych nowości. W planach jest cyfrowa telewizja, superszybki internet i zupełnie nowy e-urząd, a za kilka lat pierwsze e-wybory. To wszystko ma nas przybliżyć do e-państwa, w którym wszystko będzie się działo szybciej niż teraz, bo czas na reakcję wyznaczy czas potrzebny na wysłanie e-maila, czyli kilka minut.
Tymczasem choć rewolucja zbliża się dużymi krokami, to jak dotąd mało mamy o niej informacji, a i państwo przez e-maila komunikuje się z obywatelem bardzo opornie. Internauci sami otwierają więc wirtualną stronę - www.demokracja20.pl - na której w prosty sposób będzie napisane, co robi rząd, do kogo są adresowane jego decyzje oraz jakie skutki przyniosą obywatelom. Na początek internauci chcą pilnować tego, co się dzieje z projektami dotyczącymi Polski cyfrowej. W planach są też inwestycje autostradowe oraz te związane z Euro 2012. Niewykluczone, że w przyszłości pod lupę będą też brane inne projekty. Za to zupełnym precedensem jest to, że młodzi internauci tworzą miejsce, w którym będzie można poprzeć obywatelskie projekty ustaw.
Kiedy zaczną obowiązywać e-dowody, Polacy dostaną potężne narzędzie do kreowania polityki. Bo teraz, żeby zebrać 100 tys. podpisów pod projektem, trzeba chodzić po ulicy i namawiać przechodniów. A dzięki e-dowodowi projekt ustawy będzie można przygotować w kilka dni, bo zebranie podpisów będzie się odbywało w internecie.
Mariusz Jałoszewski: W Polsce władzę mają rząd, parlament i sądy. Dziennikarzy uważa się za nieformalną IV władzę. Czy internauci będą V władzą, jeszcze potężniejszą niż pozostałe, bo reagującą natychmiast kliknięciem myszki? Grzegorz Gądek ze Stowarzyszenia Polska Młodych, inicjatora projektu Demokracja 2.0 (www.demokracja20.pl): - Z internetu korzysta ponad 50 proc. Polaków. Nie to jednak bezkształtny, anonimowy elektorat o takich samych poglądach. Za komputerem siedzą doktor, inżynier czy robotnik o poglądach lewicowych lub prawicowych. Internet nie wykreuje nowego elektoratu, bo jak pokazują doświadczenie niektórych społecznościowych portali, ludzie nie zmieniają swoich poglądów w sieci. Z drugiej strony e-demokracja pozwoli dotąd niezaangażowanym ludziom być bliżej polityki, może ich do niej zachęcić, bo wystarczy usiąść przed komputerem.
E-obywatele to potężna siła, bo to właśnie za sprawą buntu kilkudziesięciu tysięcy internautów rząd wycofał się z pomysłu stworzenia indeksu zakazanych stron z pornografią czy hazardem. Ale jeszcze więcej władzy e-obywatelom da bezprecedensowy pomysł zbierania przez internet podpisów pod obywatelskimi projektami ustaw. Dzięki waszej stronie już w przyszłym roku będzie można to zrobić błyskawicznie. Wystarczy, że ktoś napisze projekt ustawy, umieści w internecie i wezwie do poparcia. Nie obawiacie się jednak, że pojawią się głupie pomysły nawet szkodzące państwu? - Nie będziemy inicjować projektów ustaw. Nie będziemy mówić, co dobre, a co złe, ani zastępować Sejmu. Stworzymy tylko miejsce, gdzie będzie można zamieszczać projekty i zbierać podpisy. Ale to marszałek Sejmu decyduje, które inicjatywy obywatelskie zarejestrować i jak szybko skierować gotowe projekty pod głosowanie. My tylko ułatwiamy korzystanie z istniejących mechanizmów.
Owszem, jest ryzyko, że pojawią się kontrowersyjne pomysły, ale internauci będą mogli się wykazać odpowiedzialnością. Bo łatwiej jest krytykować rząd, a trudniej poprawiać jego decyzje lub pisać ustawy i brać odpowiedzialność za państwo.
To otwiera jednak drogę do przeforsowania nawet najbardziej nietypowych społecznych jak nauka gry w szachy w szkołach.
Czy internauci podołają takiemu wyzwaniu? - Populizmu nie unikniemy, bo krótko mówiąc, każdy chce żyć wygodnie i żeby nie kapało mu na głowę z dachu.
Ale głos 100 tys. e-obywateli trudno będzie zlekceważyć. Może e-społeczeństwo będzie skuteczniejsze niż niektóre komisje sejmowe i przeforsuje np. uproszczenie systemu podatkowego, parytety w polityce czy przyspieszy budowę przedszkoli i żłobków. Takie inicjatywy powiedzą nam, jacy jesteśmy i co nas interesuje. Co ciekawe, traktat lizboński wprowadził mechanizm inicjatywy obywatelskiej na poziomie unijnym. Trzeba zebrać milion podpisów, żeby zmusić Komisję Europejską do zajęcia się jakimś problemem. Wyobrażam sobie, że projekt Demokracja 2.0 tak rozwinie się w przyszłości, że możliwe będzie za jego pośrednictwem zmienianie również Unii Europejskiej.
Nie boicie się, że zaraz takie platformy inicjatyw obywatelskich otworzą inne stowarzyszenia, lobbyści czy same partie np. PO lub PiS, i zaroi się od pomysłów, które podważą sens oraz zaufanie do internetowych inicjatyw i e-demokracji? - Partie polityczne mają swoją reprezentację w Sejmie, nie jest więc im potrzebna taka
działalność. Jako stowarzyszenie będziemy jednym z użytkowników platformy. Będzie ona otwarta dla wszystkich organizacji. Owszem, konkurencja zazwyczaj jest lepsza dla jakości, ale budowa wielu takich systemów na pewno nie ułatwi koncentracji uwagi internautów i zbierania 100 tys. podpisów pod inicjatywami. Będziemy starać się jak najlepiej realizować potrzeby internautów, tak żeby budowa alternatywnych platform nie była potrzebna.
>>
Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl