>>
Jak zająć czas królika - czytaj na Cafe Animal - Wysokie opłaty sądowe w Polsce utrudniają walkę o sprawiedliwość i blokują równy dostęp obywateli do sądu - twierdzą zgodnie prawnicy. W sprawach cywilnych, gdy chcemy walczyć o miedzę, zwrot kamienicy, odszkodowanie za wypadek, wadliwy towar czy o pieniądze z niezapłaconej faktury, to musimy wyłożyć tzw. wpisowe. Najczęściej jest to 5 proc. żądanej sumy, ale maksymalnie wpisowe sięga nawet 100 tys. zł. A to nie koniec opłat. W skomplikowanych sprawach trzeba opłacić koszty biegłego - przeciętnie kilka tysięcy złotych. Wynajęcie adwokata lub radcy prawnego to także spory wydatek, zwykle rzędu kilku tysięcy za poprowadzenie sprawy. Adwokaci przekonują jednak, że Polakom bardziej dokuczają opłaty sądowe, jedne z najwyższych w Europie. Tak przynajmniej wynika z raportu zamówionego przez Komisję Europejską. Za rozwód trzeba zapłacić w sądzie średnio 225 euro, czyli ok. tysiąca złotych. Drożej jest tylko w Danii, Portugalii czy Wielkiej Brytanii. W pozostałych państwach za rozwód sąd bierze średnio 100 euro. Wyroki w sprawach gospodarczych także kosztują gigantyczne pieniądze. Wyliczenia Komisji potwierdza analiza Krajowej Rady Radców Prawnych. Wynika z niej, że w sporze cywilnym o prawie 40 tys. zł koszty sądowe wynoszą średnio 750 euro (ok. 3 tys. zł). Tymczasem w Finlandii - 223 euro, w Szwecji - 50 euro. A we Francji i w Hiszpanii nie ma w ogóle opłat.
Adwokaci przekonują, że na sądy nie stać nawet zamożnych.
- W sprawie o odzyskanie kamienicy trzeba wyłożyć 100 tys. zł za pierwszą instancję, tyle samo za apelację i za skargę do Sądu Najwyższego. W sumie 300 tys. zł i to bez pewności wygranej! Nawet, bądź co bądź, bogatych Branickich na to nie stać - denerwuje się znany adwokat Józef Forystek. I dodaje: - Sto tysięcy tylko za to, że sąd raczy rozpoznać sprawę. Ale gdy państwo chce się sądzić z obywatelem, to już za to nie płaci. I gdzie tu równe szanse?
Sąd może zwolnić nas z opłat, ale w praktyce raczej bezrobotnych, emerytów i rencistów. Ktoś, kto ma dzieci na utrzymaniu i potężny kredyt na mieszkanie, nie dostanie zwolnienia, bo większość sędziów uważa to za formę pomocy społecznej. - Ja częściowo zwalniam z wpisów opłat sądowych, ale to zależy od poglądów sędziego. Wpisy w Polsce obniżono kilka lat temu z 8 do 5 proc. spornej kwoty, ale ciągle są za wysokie. Można je obniżyć do 2-3 proc. żądanej kwoty - przyznaje rzecznik Sądu Okręgowego w Gdańsku Przemysław Banasik.
Czy rząd w czasach łatania dziury budżetowej się na to zgodzi, tego w Ministerstwie Sprawiedliwości nie udało nam się wczoraj ustalić.
Były minister sprawiedliwości w rządzie Platformy Zbigniew Ćwiąkalski utrzymuje, że na likwidacje opłat stać tylko najbogatsze kraje. - Ale nie zauważyłem, żeby blokowały one dostęp do sądu. Rok temu wpłynęło 12 mln spraw, aż o 8 proc. więcej niż rok temu - podkreśla.
Polakom w walce o sprawiedliwość mogłyby ulżyć pomysły, nad którymi Ministerstwo Sprawiedliwości pracuje od lat. Niestety, otwarcie korporacji prawniczych utknęło w gabinetach rządowych, a ustawa o darmowej pomocy prawnej dla najuboższych - w ministerstwie. Bo nie wiadomo, kto za tę pomoc miałby ostatecznie zapłacić.
- Polska jest ostatnim krajem w Unii Europejskiej, który nie ma takiej ustawy - przypomina Monika Strus-Wołos z Naczelnej Rady Adwokackiej.
>>
Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl