>>
Jak zająć czas królika - czytaj na Cafe Animal O skomentowanie takiego stylu życia poprosiliśmy naukowców. Dr Ewa Pietrzyk-Zieniewicz, psycholog społeczny z Uniwersytetu Warszawskiego twierdzi, że warszawiacy chcą mieszkać i pracować blisko metra przede wszystkim z braku czasu. - Ogrom instytucji, sklepów, ciekawych miejsc, które leżą na linii metra, sprawia jednak, że ludzie coraz mniej chcą poznawać ciekawe miejsca oddalone od niego. Uznają, że jeśli coś nie leży blisko linii metra, to nie jest warte odwiedzenia. Z kolei dr Maciej Kowalewski, socjolog miasta twierdzi: - Metro daje poczucie bezpieczeństwa osobom, które mieszkają w Warszawie od niedawna. Potwierdzają to badania. Przybysze swoje życie w metropolii często ograniczają do okolic stacji metra. Wygląda na to, że warszawskie metro ma taką samą funkcje miastotwórczą jak ważne drogi dojazdowe w wielu miastach w Polsce - w jakimś sensie "stwarza miasto", wpływając na ceny nieruchomości, rozmieszczenie usług itd.
- Tam, gdzie przebiega (Ursynów, Mokotów, Śródmieście, Żoliborz, Bielany), zameldowanych jest prawie 700 tys. osób. Można zaryzykować stwierdzenie, że w "zasięgu" metra żyje 500 tys. osób - ocenia Michał Rapacki, socjolog.
W metrze czuję się bezpiecznie Elwira Wilanowska mieszka przy stacji metra Ursynów. Pracuje w banku niedaleko stacji Pole Mokotowskie
Jeszcze trzy lata temu mieszkałam w Kornwalii. Na wyciagnięcie ręki miałam morze, plaże i zapierające dech w piersiach krajobrazy. Nie czułam się niczym ograniczona. Musiałam to zostawić i wrócić do Polski z powodów, o których nie chcę mówić.
Warszawa wydała mi się hałaśliwym i przytłaczającym molochem. Teraz poznałam miasto na tyle, że czuję się tu prawie jak u siebie. Niedawno uświadomiłam sobie, że prawie wszystko, co jest mi niezbędne do życia w stolicy, znajduje się na linii metra.
Bank, w którym pracuję, znajduje się niedaleko Silver Screenu na Puławskiej. Wysiadam na stacji Pole Mokotowskie, z dojściem cała droga zajmuje mi niecałe 20 minut. Metro ułatwia mi też robienie zakupów. Te większe robię w Tesco przy stacji Kabaty. Drobne sprawunki to kwestia wyskoczenia do paru sklepów i sklepików przy stacji Ursynów. Gdy chcę sobie sprawić przyjemność, to kupuję buty. Wtedy wysiadam na stacji Centrum. Odwiedzam sklepy przy Marszałkowskiej, ale przede wszystkim idę do Złotych Tarasów. Przy okazji mogę sprawdzić, co nowego pojawiło się w księgarniach, pooglądać ciuchy lub coś zjeść w jednej z knajpek, których całe mnóstwo znajduje się na ulicach Chmielnej, Zgoda, Szpitalnej czy Brackiej. Czyli w pobliżu stacji Centrum i Świętokrzyska.
Gdy w weekend chcę się odstresować lub po prostu wyjść gdzieś z przyjaciółmi, wysiadam znów na stacji Świętokrzyska. Idziemy do naszych ulubionych klubów - Platinium przy A. Fredry lub Enklawy przy Mazowieckiej.
Nigdy nie jeżdżę nocnymi autobusami. Nawet gdy jestem już zmęczona i mogłabym wyjść z klubu o drugiej lub trzeciej w nocy, to wolę poczekać do piątej rano, gdy odjeżdża pierwsza kolejka metra. Dzięki temu po chwili jestem w domu. Na stacji Imielin wysiadam tylko wtedy, gdy chcę pójść do Multikina. Jako kinomanka, mam też do wyboru Atlantic i Kinotekę oraz Multikino w Złotych Tarasach
Nie wyobrażam sobie życia bez metra. Do tego stopnia, że gdy w przedostatni weekend z powodu remontu wyłączono z ruchu kilka stacji, całą niedzielę przesiedziałam w domu. Zdaję sobie sprawę, że poruszanie się po jednej linii metra jest wygodne, ale bardzo ogranicza poznanie innych dzielnic. Warszawa to jeszcze nie Londyn. Tam metrem da się dotrzeć w niemal każde miejsce.
Karol Tarkowski od sześciu lat mieszka przy stacji Stokłosy. Pracuje w wydawnictwie na Dolnym Mokotowie Gdy osiem lat temu przeprowadziłem się do Warszawy, przez dwa lata wynajmowałem mieszkania na Jelonkach, Służewcu i Tarchominie. Dojazd do pracy na Dolnym Mokotowie zajmował mi półtorej godziny. To był koszmar. Poza tym z Jelonek czy Tarchomina było daleko do urzędów, dobrych sklepów, knajp i klubów.
Odkąd mieszkam przy stacji metra Stokłosy, rzadko kiedy oddalam się od linii metra na więcej niż 300-400 metrów. Większość stacji kojarzę po miejscach, które leżą w ich pobliżu. Stokłosy to oczywiście mieszkanie. Politechnika - stacja przesiadkowa. Tam wskakuję do autobusu, który wiezie mnie do pracy na Dolnym Mokotowie. Dzięki metru nie trwa to w sumie dłużej niż 15 minut. Przy Politechnice jest restauracja "U Szwejka", gdzie często stołuję się w weekendy. Stacja Centrum to buszowanie w Empiku przy Marszałkowskiej lub księgarni Traffic przy Brackiej. To także knajpy przy Szpitalnej, kluby na Sienkiewicza, no i Dworzec Centralny, gdy czasami wyjeżdżam z Warszawy. Na stacji Świętokrzyska wysiadam, gdy mam ochotę na kebab. Stacja Imielin to Multikino. Na Kabaty jeżdżę do Tesco. Ostatnio oddaliłem się od linii metra. Wybrałem się na występ kabaretu Hrabi na Jelonkach. Wysiadłem na stacji Ratusz Arsenał. Stamtąd jeszcze przez 25 minut musiałem jechać autobusem 190. Później pięć minut pieszo. Wokół ani jednej stacji metra. Straszne.
Metro jest dla młodych Michał Rapacki, socjolog. W Instytucie Socjologii UW obronił pracę magisterską o historii warszawskiego metra
Z badań przeprowadzonych na zlecenie Metra Warszawskiego wynika, że aż 60 proc. pasażerów to ludzie w wieku 20-34 lata. Czyli życie na linii metra wybierają przeważnie młodzi. W ciągu ostatnich 15 lat to głównie oni kupowali mieszkania w nowo powstających domach budowanych od stacji Kabaty aż po Ursynów. Gdy metro doprowadzono na Żoliborz i Bielany, również tam. Z tego powodu mieszkania wzdłuż linii metra potrafią być o kilkadziesiąt tysięcy droższe niż te o podobnym standardzie, ale położone w innych dzielnicach.
>>
Metrowa tablica ogłoszeń <<
Czy ty także żyjesz na linii metra? Może w innych miastach życie toczy się przy głównych ulicach? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl