>>
Co zrobić, by psi oddech nie powalił właściciela? Prawo do odbierania dzieci, jakie rząd chce dać pracownikom socjalnym, wywołało burzę. Zawrzało na portalach prawicowych organizacji - zarówno katolickich, jak i tych świeckich. Na stronie Stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców - dwa lata temu walczyło o utrzymanie prawa sześciolatków do przedszkoli - przeciw rządowej krucjacie walki z przemocą w rodzinie podpisało się już ponad 18,3 tys. osób. A wczoraj przed Sejmem pikietowało kilkadziesiąt osób. Trzymali transparenty: "Nie przeszkadzajcie nam wychowywać dzieci", "Zostawcie dzieci rodzicom", "Dzieci są nasze, nie państwowe".
Protestujący rodzice obawiają się nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Sejm pracuje nad nią od roku. W czwartek ma odbyć się drugie czytanie projektu. Przepisy to odpowiedź minister pracy Jolanty Fedak na powtarzające się informacje o katowaniu maluchów. Tylko w ostatnich dniach głośno było o prawdopodobnym zagłodzeniu na śmierć ośmioletniego dziecka na Dolnym Śląsku. Z kolei w stolicy ojciec zostawił w wannie dziewięciomiesięczne dziecko, bo był pod wpływem narkotyków i oglądał mecz. Według rządu przemoc w Polsce dotyka aż połowy rodzin. Dlatego urzędnicy chcą skończyć z maltretowaniem dzieci, a pracownicy socjalni będą mieli możliwość odbierania ich po konsultacjach z lekarzem lub policjantem. Trafiałyby do krewnych albo do ośrodka wychowawczego. Ostatecznie sąd w ciągu 24 godzin miałby decydować, co dalej począć z maluchem. Rząd chce także m.in. zakazać stosowania klapsów wobec dzieci, stosowania przemocy psychicznej i innego poniżania (bez sankcji karnej).
Przepisy wprowadzają również obowiązek informowania policji przez obywateli - również sąsiadów - o przemocy domowej.?
Policjant będzie mógł zatrzymać awanturującego się rodzica, jeśli zagraża on zdrowiu rodziny.
Z kolei maltretowane matki będą mogły liczyć na pomoc, a sprawcy przemocy zostaną objęci zakazem zbliżania się do swoich ofiar. Protestujący rodzice obawiają się jednak nadużyć ze strony pracowników socjalnych. Boją się, że ustawa otworzy w przyszłości drogę do odbierania dziecka pod byle pretekstem nawet normalnej rodzinie.
- Obawiam się, że urzędnicy będą mogli ingerować w nasze życie. Może się komuś w przedszkolu, w szkole nie spodobać, że dziecko nosi krzyżyk na szyi i złośliwy sąsiad może powiedzieć, że rodzic się znęca nad dzieckiem, bo wpaja mu swoje przekonania i wartości - przekonywał Krzysztof Hołowacz, jeden z pikietujących. - A to może być podstawą do odebrania dziecka.
- To atak na pracowników socjalnych. Chyba krytycy nie czytali ustawy - mówi zaskoczona Izabela Jaruga-Nowacka, posłanka Lewicy, która zgłosiła do rządu podobny projekt walki z przemocą w rodzinie.
Rodzice wytaczają też kolejne działo: inwigilację. Bo informacje o ofiarach jak i sprawcach przemocy mają zbierać w gminach specjalne zespoły ds. przemocy. Działać będą bez wiedzy i zgody samych zainteresowanych.
Rządowe pomysły nie mają jednak szans, na szybką realizację. Jak ustaliło "Metro", protest okazał się wyjątkowo skuteczny, bo prace nad ustawą przedłużono. - Wokół tych przepisów jest dużo kontrowersji. Tworzy się zbyt duże pole do nadużyć. Może zagrożone dzieci powinni zabierać policjanci? - zastanawia się poseł Jarosław Gowin związany z konserwatywnym skrzydłem PO.
- Potrzebne są kolejne ekspertyzy i opinie - potwierdza wiceszef klubu Platformy Grzegorz Dolniak.
>>
Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl