>>
Gustaw, kot z nadwagą... Czy w ciągu ostatniego roku przeznaczyłeś własną pracę na cele dobroczynne? - takie pytanie co kilka lat zadaje Polakom CBOS. Dwa, trzy lata temu twierdząco odpowiadało blisko 20 proc. z nas. Dziś zaledwie 12 proc. Połowę tej grupy stanowią wolontariusze np. pomagający w hospicjach czy zbierający datki na WOŚP. Połowę - ci, którzy np. pomogli chorej sąsiadce czy zadbali, by bezdomny śpiący na mrozie trafił do schroniska.
Im mniej własnego czasu i pracy poświęcamy potrzebującym, tym więcej dajemy im pieniędzy. Kilka lat temu najpowszechniejszą formą dobroczynności było przekazywanie niepotrzebnych rzeczy - 44 proc. z nas wrzucało ubrania do specjalnych pojemników, zawoziło zabawki do domów dziecka czy stare meble do domów opieki. Same organizacje apelowały jednak, że wolą finansowe wsparcie. W efekcie rzeczy oddaje tylko 37 proc. osób, a najwięcej - prawie połowa - daje pieniądze, w tym przekazuje 1 proc. podatku (w zeszłym roku rekordowe 380 mln zł, blisko 82 mln zł więcej niż rok wcześniej).
Dlaczego tak drastycznie ubywa Polaków, którzy gotowi są poświęcić potrzebującym własny czas i wysiłek? - To cecha społeczeństw na dorobku, że ludzie pracują na potęgę, po pracy biegną do domu i nie mają ochoty na nic innego, jak tylko odpocząć. Zjawisko mogło nasilić się w kryzysie: trzeba było jeszcze bardziej oddać się pracy, by zachować etat, więc dla innych zostało nam mniej siły i czasu. Wyrzuty sumienia zagłuszamy, dając pieniądze - to najprostsza, najmniej wymagająca forma pomocy - tłumaczy prof. Kazimierz Krzysztofek, socjolog z Wyższej Szkoły Psychologii Społecznej.
Prof. Tadeusza Popławski, socjolog z Uniwersytetu w Białymstoku, zwraca uwagę, że do tej pory grupą najbardziej udzielającą się w pomaganiu innym byli młodzi. A kryzys właśnie w nich uderzył najmocniej. - Dziś muszą skupić się na własnych problemach. Ich głównym zmartwieniem jest to, jak zdobyć pracę i zarobić na życie.
Zdaniem socjologa istnieje inna grupa, która mogłaby zaangażować się społecznie. - W Holandii czy Danii to seniorzy udzielają się w wolontariacie i najczęściej reagują na głos potrzebujących. Są jeszcze sprawni, wolni od obowiązków zawodowych i mają czas, któremu chcą nadać sens. U nas starsi raczej siedzą w domach, bardzo mało angażują się społecznie - mówi prof. Popławski. Widzi tu wyzwanie dla rządu. - Powinien pomyśleć o jakiejś zachęcającej kampanii dla seniorów. Oni naprawdę chcą czuć się potrzebni, tylko nikt im nie pokazał, jak mają to robić - mówi.
>>
Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl