http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dobroczynność po polsku: daję kasę i mam z głowy

Michał Stangret
2010-03-04, ostatnia aktualizacja 2010-03-04 21:11

Tylko 12 proc. z nas choć raz w roku zrobiło zakupy starszej sąsiadce, pomogło w hospicjum czy zatroszczyło się o bezpańskiego psa. Coraz mniej Polaków chce poświęcić dla innych choć odrobinę własnego czasu i pracy

Zielona Góra. Zbiórka na WOSP
Fot. Sebastian Rzepiel / Agencja Gazeta
Zielona Góra. Zbiórka na WOSP
>> Gustaw, kot z nadwagą...

Czy w ciągu ostatniego roku przeznaczyłeś własną pracę na cele dobroczynne? - takie pytanie co kilka lat zadaje Polakom CBOS. Dwa, trzy lata temu twierdząco odpowiadało blisko 20 proc. z nas. Dziś zaledwie 12 proc. Połowę tej grupy stanowią wolontariusze np. pomagający w hospicjach czy zbierający datki na WOŚP. Połowę - ci, którzy np. pomogli chorej sąsiadce czy zadbali, by bezdomny śpiący na mrozie trafił do schroniska.

Im mniej własnego czasu i pracy poświęcamy potrzebującym, tym więcej dajemy im pieniędzy. Kilka lat temu najpowszechniejszą formą dobroczynności było przekazywanie niepotrzebnych rzeczy - 44 proc. z nas wrzucało ubrania do specjalnych pojemników, zawoziło zabawki do domów dziecka czy stare meble do domów opieki. Same organizacje apelowały jednak, że wolą finansowe wsparcie. W efekcie rzeczy oddaje tylko 37 proc. osób, a najwięcej - prawie połowa - daje pieniądze, w tym przekazuje 1 proc. podatku (w zeszłym roku rekordowe 380 mln zł, blisko 82 mln zł więcej niż rok wcześniej).

Dlaczego tak drastycznie ubywa Polaków, którzy gotowi są poświęcić potrzebującym własny czas i wysiłek? - To cecha społeczeństw na dorobku, że ludzie pracują na potęgę, po pracy biegną do domu i nie mają ochoty na nic innego, jak tylko odpocząć. Zjawisko mogło nasilić się w kryzysie: trzeba było jeszcze bardziej oddać się pracy, by zachować etat, więc dla innych zostało nam mniej siły i czasu. Wyrzuty sumienia zagłuszamy, dając pieniądze - to najprostsza, najmniej wymagająca forma pomocy - tłumaczy prof. Kazimierz Krzysztofek, socjolog z Wyższej Szkoły Psychologii Społecznej.

Prof. Tadeusza Popławski, socjolog z Uniwersytetu w Białymstoku, zwraca uwagę, że do tej pory grupą najbardziej udzielającą się w pomaganiu innym byli młodzi. A kryzys właśnie w nich uderzył najmocniej. - Dziś muszą skupić się na własnych problemach. Ich głównym zmartwieniem jest to, jak zdobyć pracę i zarobić na życie.

Zdaniem socjologa istnieje inna grupa, która mogłaby zaangażować się społecznie. - W Holandii czy Danii to seniorzy udzielają się w wolontariacie i najczęściej reagują na głos potrzebujących. Są jeszcze sprawni, wolni od obowiązków zawodowych i mają czas, któremu chcą nadać sens. U nas starsi raczej siedzą w domach, bardzo mało angażują się społecznie - mówi prof. Popławski. Widzi tu wyzwanie dla rządu. - Powinien pomyśleć o jakiejś zachęcającej kampanii dla seniorów. Oni naprawdę chcą czuć się potrzebni, tylko nikt im nie pokazał, jak mają to robić - mówi.

>> Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl


Źródło: Dziennik Metro
  • 35 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

  • Pomagamy glutoplazma 05.03.10, 19:46

    Ja już wysłałem SMS o wiadomej treści na wiadomy numer. Co jeszcze mógłbym zrobić?:P»

  • Dobroczynność po polsku: daję kasę i mam z głowy boykotka 06.03.10, 06:15

    Z jednej strony jesteśmy bombardowani wiadomościami o wszelkiej maści oszustach, którzy wykorzystują ludzi starszych, z drugiej strony społeczeństwo oczekuje od nas inicjatywy. »

  • Dobroczynność po polsku: daję kasę i mam z głowy kruk51 06.03.10, 12:48

    Otóż śmiem twierdzić, że Rząd - samorządy -władza chce i przerzuca swójobowiązek i nieumiejętność na naród. Ongiś, aby zmniejszyć bezrobocie w śród młodzierzy pootwierano wszelkiego rodzaju »