http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Krwawy sprawdzian z demokracji

mar, pap
2010-03-07, ostatnia aktualizacja 2010-03-07 17:31

Nawet 24 osoby mogły zginąć, a 70 zostało rannych w zamachach, do jakich doszło w niedzielę w Bagdadzie. W Iraku trwały wczoraj pierwsze wybory parlamentarne bez nadzoru USA

Kabina do głosowania w irackich wyborach
Fot. Khalid Mohammed AP
Kabina do głosowania w irackich wyborach
ZOBACZ TAKŻE
>> Chcesz mieć kota? Sprawdź, jak wygląda kocia wyprawka

Pierwsze wybory parlamentarne od czasu, gdy do kraju wkroczyły wojska USA, odbyły się już w 2005 roku. Wtedy jednak nadzorowali je amerykańscy żołnierze. Wczoraj Irakijczycy po raz pierwszy sami zatroszczyli się o przebieg głosowania. Choć władze zaostrzyły środki bezpieczeństwa (po Bagdadzie mogły wczoraj jeździć tylko uprawnione pojazdy, zamknięto lotnisko i przejścia graniczne) i zmobilizowały setki tysięcy żołnierzy oraz policjantów, nie obyło się bez zamieszek. Pierwsze eksplozje pocisków moździerzowych było słychać jeszcze przed otwarciem lokali wyborczych. W dzielnicy Ur 12 osób zginęło od wybuchu bomby, cztery po zamachu na dom w dzielnicy Szurta al-Rabia. Ostrzelane zostały też lokale wyborcze, m.in. w Iskandrii 50 kilometrów od Bagdadu, gdzie 13 osób odniosło obrażenia.

- To tylko hałas, który ma zrobić wrażenie na wyborcach, ale Irakijczycy to naród, który kocha wyzwania - powiedział iracki premier Nuri Al-Maliki. Sam głosował jednak w silnie strzeżonej strefie w centrum.

Wybory to kluczowy krok do stabilizacji w kraju, z którego już w przyszłym roku całkowicie mają się wycofać amerykańskie wojska. Od ich wyniku zależy, czy uda się przezwyciężyć podziały między zwalczającymi się szyitami i sunnitami. Główne rywalizujące ze soba ugrupowania to koalicja Państwo Prawa, której przewodzi premier Nuri al-Maliki, i bardziej radykalny, antyamerykański Iracki Sojusz Narodowy szyickiego duchownego Muktady as-Sadra. Wczoraj Irakijczycy (uprawnionych było 20 mln) spośród 6 tys. kandydatów wybierali 325 deputowanych do tzw. Rady Reprezentantów, czyli irackiego parlamentu. Lokale wyborcze były otwarte tylko do godziny 17. Kolejki przed nimi ustawiały się nawet w regionach takich jak Mosul czy Anbar, których mieszkańcy zbojkotowali poprzednie wybory. Nie wiadomo, co do Irakijczyków przemówiło bardziej: apele o wspieranie demokracji czy raczej prezenty, jakie w czasie kampanii wyborczej rozdawali kandydaci - broń, zegarki, pobyty w drogich hotelach, a nawet gotówkę.

>> Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl


Źródło: Dziennik Metro
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów