>>
Psi fryzjer podbija hollywood Policjanci podsumowali ubiegły rok. Ponieważ - jak twierdzą - sama liczba popełnionych przestępstw niewiele im mówi (zawsze w większym mieście jest gorzej), postanowili wyliczyć dla każdego liczbę przestępstw przypadającą na 100 tys. mieszkańców. - Tak uzyskaliśmy wskaźnik zagrożenia przestępczością. Takie dane można już porównywać między sobą i wyciągać wnioski - tłumaczy podinsp. Grażyna Puchalska z Komendy Głównej Policji. Pod uwagę brano tylko przestępstwa kryminalne: kradzieże, bójki i pobicia, włamania i rozboje.
Dane są w zasadzie optymistyczne - wynika z nich, że w ciągu ostatnich 10 lat przestępczość w polskich miastach spadła średnio o ok. 30 proc. Ale o ile np. w Gdańsku od 2000 r. o ponad połowę (było ponad 7 tys., jest 3,5 tys.), to np. w Katowicach jedynie o kilkanaście procent. W Białymstoku, Olsztynie, Szczecinie czy Warszawie w zeszłym roku stwierdzono "tylko" 2-3 tys. przestępstw (w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców), a w Katowicach, Wrocławiu i Poznaniu prawie dwa razy więcej.
Jesteśmy miastem przechodnim W Katowicach mundurowi rozkładają ręce: - Jesteśmy sercem największego w Polsce - 3-milionowego - obszaru metropolitalnego. Przez nasze miasto ludzie przemieszczają się na niespotykaną nigdzie indziej w Polsce skalę - to może być przyczyną tak złej statystyki - mówi asp. sztab. Jacek Pytel z Komendy Miejskiej Policji w Katowicach.
Policjanci podkreślają, że będą z tych porównań wyciągać wnioski. Zdaniem Mariusza Sokołowskiego z Komendy Głównej Policji nie będą to jednak nowe etaty, tylko przesunięcie ludzi z regionów, gdzie sobie dobrze sobie radzą, w miejsca bardziej niebezpieczne. A to oznacza, że np. Gdańsk będzie musiał wesprzeć Katowice.
Skąd różnice w przestępczości między miastami?
W większości miast proporcje przestępstw są podobne: najczęściej dochodzi do kradzieży (ok. 50 proc. wszystkich przestępstw), potem włamań (25 proc.), kradzieży samochodów (10 proc.), przestępstw rozbójniczych (8 proc.), bójek i pobić (5 proc.), resztę (1-2 proc.) stanowią gwałty i zabójstwa.
Choć w kradzieżach, włamaniach, bójkach i przestępstwach rozbójniczych prym wiodą rekordowe Katowice, to w kradzieży samochodów - Poznań
Eksperci fenomen Katowic tłumaczą rozwojem gospodarczym tamtych rejonów: - Dynamiczny rozwój Śląska powoduje, że ludzie tam jadą za pracą. Kiedy przybywa ludności napływowej, rośnie zagrożenie przestępczością, bo wzrasta poczucie anonimowości - mówi dr Dagmara Woźniakowska-Fajst, kryminolog z Zakładu Kryminologii Instytutu Nauk Prawnych PAN. W ten sam sposób tłumaczy wysokie pozycje Wrocławia czy Poznania w rankingu.
- W dynamicznie rozwijających się miastach jest więcej młodych osób, nastolatków, a to oni w dużej mierze odpowiadają za przestępstwa takie jak kradzieże czy rozboje.
Warszawa zbyt bogata - Stosunkowo niezła statystyka stolicy może paradoksalnie wynikać z najszybszego bogacenia się jej mieszkańców. Bogaci rzadziej zgłaszają przestępstwa. Gdy np. ukradnie im się komórkę, nie idą z tym na policję, bo uznają, że im się to się nie opłaca, tylko kupują nową. Im bardziej żyjemy w biegu, tym mniej mamy też czasu na dopilnowanie tego typu spraw - ocenia kryminolog.
A skąd bierze się niskie zagrożenie przestępczością w takich miastach jak Rzeszów, Białystok, Radom czy Kielce? Woźniakowska-Fajst zwraca uwagę, że w słabiej rozwijających się miastach ściany wschodniej utrzymują się silniejsze więzy między ludźmi. - Stąd obserwujemy największy odpływ młodych ludzi, tamte społeczności najszybciej się starzeją. To oznacza, że jest mniej bójek między nastolatkami. Umacniają się związki między ludźmi, potencjalni przestępcy czują się tam mniej anonimowo i wzrasta kontrola społeczna.
>>
Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl