>>
Psi fryzjer podbija hollywood Nowelizacja prawa karnego ma wprowadzić więcej kontroli nad tym, kogo nagrywają służby i po co. Jest to potrzebne, bo dwa lata rządów PiS pokazały, że stenogramy śledzonych rozmów mogą być potężną bronią. Wtedy podsłuchiwani czuli się nawet czołowi politycy opozycji, np. Aleksander Kwaśniewski. "Pluskwy" wykorzystano też w rozgrywce przeciwko wicepremierowi Andrzejowi Lepperowi. Niestety, obecna ekipa potrzebowała aż dwóch i pół roku na porządki. Prace przyspieszyły dopiero po tym, gdy obecny wiceszef ABW chciał wykorzystać stenogramy z podsłuchanych rozmów dziennikarzy do procesu cywilnego.
Niestety, zamiast rewolucji jest tylko duży krok do przodu. Jawne będą ogólne dane o liczbie podsłuchów. Dziś nie wiadomo, ile ich służby zakładają (szacuje się, że ok. 20 tys. rocznie), bo jest to ściśle tajne. Trudniej będzie inwigilować rozmowy, bo zgody będą reglamentowane. Założenie podsłuchu ma być ostatecznością, stosowaną gdy zawiodą inne techniki operacyjne. Drugą przeszkodą będzie prokurator i sąd. Bo oprócz wniosku na podsłuch, tak jak teraz, służby będą musiały też pokazywać prokuraturze i sądowi zebrane dotąd materiały. To ważne, bo wcześniej sądy automatycznie dawały zezwolenia na prowadzenie różnych kontrowersyjne akcji i prowokacje.
Kontroli sądu rząd poddaje też decyzje o niszczeniu zbędnych dla śledztwa stenogramów z podsłuchów oraz zezwalanie służbom na wykorzystanie informacji, które nagrały niejako "przy okazji". Chodzi o takie sytuacje, gdy do legalnie podsłuchiwanego zadzwoni przypadkowa osoba nieobjęta inwigilacją i powie, że popełniła przestępstwo. Dziś służby nagrywają sporo takich wyznań, głównie gangsterów, ale nie mogą ich wykorzystać.
I to koniec zmian, choć Trybunał Konstytucyjny i obrońcy praw człowieka sugerowali, że potrzebne są większe zmiany. Zwyciężyła jednak opcja, że zbytnia jawność mogłaby sparaliżować pracę służb. Obywatele nie będą więc - tak jak w kilku krajach na Zachodzie - informowani o podsłuchach, gdy nie potwierdzą się podejrzenia o popełnieniu przestępstwa. Nie będzie też specjalnej instytucji, która sprawdzałaby, czy służby kasują zbędne informacje, a nie przypadkiem chomikują - np. na czarną godzinę - haki obyczajowe. Tak jak do tej pory kasowaniem zajmą się same służby, choć mają informować o tym prokuratora. Projekt trafi teraz do Sejmu. Jeśli nie będzie weta prezydenta, to nowe przepisy o podsłuchach mogą obowiązywać jeszcze w tym roku.
Dla "Metra"
Artur Pietryka, Helsińska Fundacja Praw Człowieka:
- Zapowiedzi ministerstwa były szumne, że idzie reforma podsłuchów, ale zatrzymano się w połowie drogi. Kierunek zmian jest dobry, ale można było pójść krok dalej. Informacja o podsłuchach nie powinna być zbiorcza, tylko rozbita na poszczególne służby, a nawet rodzaje przestępstw, w których je zastosowano. To zwiększy społeczną kontrolę nad służbami, bo pokaże ich aktywność. Warto jest też informować obywateli o niezasadnych podsłuchach. W Niemczech nie było z tym oporów. Ustawa nie ogranicza też katalogu przestępstw, do których można stosować podsłuchy. Wręcz przeciwnie. Policja chciałaby go rozszerzyć o kolejne 20 kategorii, w tym np. gwałt, który ścigany jest na wniosek osoby pokrzywdzonej.
Mariusz Sokołowski, rzecznik Komendy Głównej Policji:
- Te zmiany mają być kompromisem, bo policja nie może zrezygnować z podsłuchów. Korzysta z nich cały świat. Godzimy się na ich kontrolę, choć ona już obowiązuje. Ale musi ona być szybka, żeby nie spowalniać śledztw, zwłaszcza w takich sprawach jak zabójstwo. Dobrze byłoby jednak, gdyby zajmowała się tym jedna, wyspecjalizowana osoba, np. sędzia śledczy. Podoba nam się za to tzw. zgoda następcza na wykorzystywania informacji nagranych "przy okazji".
>>
Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl