>>
Gustaw, kot z nadwagą... Podczas przemówienia wygłoszonego na uroczystej sesji litewskiego sejmu mówił o strategicznym partnerstwie obu państw, współpracy w UE i NATO oraz o stosunkach dwustronnych. Po częstych wizytach polityków obu państw, uśmiechach i deklaracjach można by pomyśleć, że wszystko wygląda różowo, ale spraw, które wciąż drażnią, jest jeszcze sporo. Lech Kaczyński miał o nich rozmawiać z prezydent Litwy Dalią Grybauskaite, ale ze względu na szybszy powrót do Warszawy z powodu choroby mamy, która trafiła do szpitala, nie zdążył. Podczas spotkania miało zająć się m.in. problem pisowni polskich nazwisk. Zgodnie z litewskim prawem imiona i nazwiska obywateli Litwy pisane są w dokumentach zgodnie z litewską ortografią, Polacy zaś chcą je pisać po polsku. Litewski rząd przygotował co prawda projekt ustawy przewidującej możliwość zapisu obcych nazwisk w formie oryginalnej, ale ma ona w litewskim Sejmie wielu przeciwników. Upór, z jakim Litwini obstają przy swoim, sprawił, że w październiku ub.r. sprawa trafiła do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu i czeka tam na rozpatrzenie.
Inną drażliwą i wciąż nierozwiązaną sprawą jest nauka języka polskiego. Aby skompletować klasę z polskim językiem wykładowym w litewskiej szkole, potrzeba aż 15 uczniów. W litewskich szkołach w Polsce wystarczy siedmiu. Zdaniem przewodniczącego
stowarzyszenia „Macierz Szkolna” Józefa Kwiatkowskiego, reforma może doprowadzić do tego, że w ciągu najbliższych kilku lat z obecnie istniejących na Wileńszczyźnie 40 szkół z polskim językiem wykładowym, pozostanie najwyżej kilkanaście.
Problemem pozostaje też zwrot ziemi zagrabionej jeszcze przez władze radzieckie. W 1991 r. niepodległa już Litwa zaczęła ją oddawać. W niektórych regionach zwrócono już niemal 100 proc. majątków. Natomiast w rejonie wileńskim ziemię oddano ok. 70 proc. byłych właścicieli, zaś w samym Wilnie jedynie 17 proc. Tak się składa, że zarówno w Wilnie, jak i w otaczającym go rejonie właścicielami ziemi byli głównie Polacy. - Od 1993 r. mam zebrane wszystkie potrzebne dokumenty dotyczące zwrotu ziemi, która kiedyś należała do moich rodziców, ale urzędnicy wciąż wyszukują nowe problemy. O ojcowiznę walczę w sądach - mówi Danuta Daszkiewicz z Druskiennik. - Często prawowici właściciele, którzy ubiegają się o zwrot swojej ojcowizny, stają się ofiarą biurokratycznej machiny. Samowola urzędników, biurokracja i nadużycie funkcjonariuszy skutecznie spowalniają proces zwrotu ziemi - mówi Waldemar Tomaszewski, europoseł i przewodniczący Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, z której listy dostał się do PE.
Niepokojące jest, że korzystne dla Polaków wyroki sądowe ignorują urzędnicy. - Niektórzy za nic mają ustawy, uchwały rządu i wyroki sądów, w których wskazane są nawet terminy, w jakich powinny być przywrócone prawa własności - twierdzi przewodniczący Związku Polaków na Litwie i poseł na Sejm Michał Mackiewicz. Z danych wynika, że o ile na terenach wiejskich własność odzyskało ponad 95 proc. właścicieli, to w miastach wciąż walczą o nią setki Polaków.
>>
Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl