>>
Gustaw, kot z nadwagą... Przewodniczący komisji hazardowej Ireneusz Sekuła (PO) od rana zapowiadał, ze rewelacji po tym przesłuchaniu nie ma się co spodziewać, bo Pitera z całą sprawą nie miała wiele wspólnego. Wezwania minister przed komisję żądała posłanka PiS Beata Kempa. Zainteresowało ją pismo, które Pitera dostała ponad rok temu od Eugeniusza Wiecha z magazynu branży hazardowej "Interplay". Wiech informował wtedy o nieprawidłowościach przy pracach nad ustawą. Kempa chciała wiedzieć, co zrobiła minister, gdy dowiedziała się o możliwych nadużyciach, i dlaczego tak "wrażliwa" ustawa nie zainteresowała jej wcześniej.
Pitera wręcz zalała komisję potokiem słów. Poinformowała, że ustawą się wcześniej nie zajęła, bo nie było ku temu powodów, a gdy tylko dostała list, przekazała go ministrowi finansów z prośba o ustosunkowanie się do tych - jej zdaniem dość ogólnych - zarzutów. Otrzymaną odpowiedź przesłała Wiechowi, a ponieważ nie miał już pytań, uznała sprawę za zamkniętą.
- Jest pani ministrem walczącym z korupcją czy biurem podawczo-odbiorczym? - pytał Bartosz Arłukowicz, poseł Lewicy. Chciał wiedzieć, dlaczego działania Pitery ograniczyły się do przekazywania korespondencji. - Działam jak każdy inny organ. Żaden nie ma uprawnień od początku do końca, czyli od otrzymania sygnału, poprzez zakładanie podsłuchów, do przesłuchiwania świadków. Nie jestem też w stanie sprawdzać rzeczy, które ktoś rzekomo wie - odpowiadała Pitera. Jej ostrą wymianę zdań z Arłukowiczem przerwała dopiero interwencja Sekuły: - Proszę pytać o fakty - dyscyplinował posła Lewicy przewodniczący.
W trakcie pięciogodzinnego przesłuchania Pitera powiedziała jeszcze, że jeżeli Kapica miał podejrzenia dotyczące prac nad ustawą, mógł je zgłosić wewnętrznemu działowi kontroli w swoim resorcie. Przyciskana do muru przyznała jednak, że gdyby poinformował ją o sprawie, być może udałoby się uniknąć przynajmniej części późniejszych problemów. Nie zgodziła się jednak z tezą, że powinna szczególnie pilnować ustawy hazardowej: - Na ryzyko nieprawidłowości narażonych jest większość, a nie mniejszość ustaw. Obejmowanie procesu legislacyjnego tylko dlatego, że ustawa jest "wrażliwa", świadczyłoby o tym, że minister nadzorujący proces legislacyjny i odpowiadający za prawidłowy jego bieg budzi jakieś wątpliwości co do swojego prawidłowego funkcjonowania - powiedziała Pitera. Posłów poinformowała, że o aferze hazardowej tak jak inni dowiedziała się z gazet.
Mówiła jak zawszePiotr Zaremba, psycholog o zeznaniach PiteryJulia Pitera była po prostu... Julią Piterą. Wyglądała jak zawsze, ubrana była jak zawsze, fryzurę miała jak zwykle. Minister dokładnie tak samo zachowuje się i mówi gdy jest gościem luźnych programów publicystycznych, jak i wtedy, gdy zeznaje przed komisją. Jej twarz właściwie się nie zmienia i nie zdradza emocji, a ton głosu jest zawsze podobny. Przed komisją Pitera mówiła szybko, dużo, wysokim, emocjonalnym głosem, który sprawia wrażenie podniesionego. W ten sposób przytłacza swoich rozmówców, zwłaszcza gdy ma problem z odpowiedzią na jakieś pytanie. Podczas przesłuchania prezentowała postawę "po co ja tu właściwie jestem", jakby nie rozumiała, czego od niej chcą. Często podkreślała, jak dużo ma pracy i jak wieloma sprawami się zajmuje, ile pism przechodzi przez jej ręce. Taka strategia wykazywania własnych kompetencji, pokazywania, że ona zawsze robi swoje. Potrafiła się odciąć, ale nie nadużywała - jak inni - złośliwości.
>>
Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl