http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Po wyborach będzie rewolucja

maj, Michał Stangret
2010-03-14, ostatnia aktualizacja 2010-03-14 21:47

Partie nie są dziś skupione wokół idei tylko wokół interesów. Dlatego wszystkie polityczne przetasowania są możliwe - o sojuszach i rozłamach związanych z wyborami prezydenckimi rozmawiamy z prof. Kazimierzem Kikiem

Sala plenarna Sejmu
Fot. Sławomir Kamiński / AG
Sala plenarna Sejmu
>> ZOO zmienia się na wiosnę - czytaj na Cafe Animal

Janusz Palikot wzywa do przemeblowania sceny politycznej. W wywiadzie dla Onetu powiedział, że Platformie łatwiej by było zmieniać Polskę z osłabioną po aferze Rywina SLD, niż z Ludowcami. Palikot chciałby też ściągać do Platformy polityków z opozycji: z PiS-u Pawła Poncyljusza i Adama Hofmana, a z SLD Ryszarda Kalisza i Wojciecha Olejniczaka.

Młodzi działacze PiS lansują z kolei sojusz z SLD, dzięki któremu partie przejęły rządy w publicznej telewizji. Problem z nim ma jednak Jarosław Kaczyński. Ale i w SLD nie wszyscy pałają do bratania się z prawicą. Ryszard Kalisz pamięta, że to za rządu PiS zbierano haki właśnie na SLD. Olejniczak za zbliżanie do PiSu krytykował niedawno szefa swojej partii: - To jest ostatni moment, by powiedzieć, to co Włodzimierz Cimoszewicz, że "między PiS a SLD istnieje nieprzekraczalna granica, za którą każdy polityk SLD byłby świnią" - uważa europoseł.

Jednak zarówno dla PiS, jak i SLD nawet luźne porozumienie polityczne wydaje się być jedyną szansą na osłabienie ciągle brylującej w sondażach rządzącej partii Tuska.

Ale i w samej Platformie ścierają się frakcje. Lider konserwatywnego skrzydła Jarosław Gowin, który raczej wolałby sojusz z częścią PiS, a nawet z LPR, niż z SLD. Ostatnio Grzegorz Schetyna ciepło mówił o Romanie Giertychu, byłym liderze LPR, który zaatakował Jarosława Kaczyńskiego. Nie wiadomo za to na co stawia PSL. Ostatnio coraz częściej krytykowała współkoalicjanta z rządu, ale do wyborów prezydenckich Ludowcy raczej nie opuszczą PO.

Z prof. Kazimierzem Kikiem politologiem z Uniwersytetu Humanistyczno-Przyrodniczego Jana Kochanowskiego w Kielcach rozmawia Michał Stangret

Przywykliśmy, że przed wyborami partie spierają się między sobą. Dziś słychać głównie spory wewnątrzpartyjne.

To znak naszych czasów. Partie nie są dziś wspólnotami skupionymi wokół cementujących ich idei, tylko interesów. Najlepszy przykład PO - nie ma tam idei, która by jednoczyła polityków, są za to tak odmienni ideowo ludzie jak Palikot i Gowin. Brak tego lepiszcza powoduje, że przed wyborami coraz bardziej będą dawały o sobie znać partykularne interesy. W efekcie sojusze polityczne są dziś możliwe z każdą inną partią, jeśli tylko obie strony zobaczą w nim interes polityczny.

Szykuje się rozłam w PO?

Tak, bo niezależnie od tego, czy kandydatem PO w wyścigu prezydenckim będzie Bronisław Komorowski, czy Radosław Sikorski, obaj reprezentują ten sam konserwatywny kawałek PO. Tusk zawęził dzięki temu pole manewru Jarosławowi Kaczyńskiemu, bo dla elektoratu PiS obaj kandydaci PO są realną alternatywą i zagrożeniem. Z drugiej jednak strony ta decyzja otworzyła w wyścigu nowe możliwości Andrzejowi Olechowskiemu.

Ale mówi się, że on i tak się nie liczy, bo ma szanse ledwo na trzecie miejsce.

Nie o wygraną w wyścigu prezydenckim tu chodzi, ale o możliwe przetasowania na polskiej scenie politycznej. Dziś właściwie w każdej partii możliwe są rozłamy i zanosi się, że z tych klocków zbudowana zostanie od nowa scena polityczna. To, kto się oddzieli i kto połączy, okaże się nie wcześniej niż po I turze wyborów prezydenckich. Do tej pory nikt nie będzie ryzykował.

Jakie rozłamy i alianse pan widzi?

W PO motorem rozłamu partii jest chęć zdobycia władzy poszczególnych polityków tej partii. W PiS-ie i na lewicy motorem tym jest lęk przed marginalizacją ugrupowań. Dlatego gdy w wyborach prezydenckich wygra kandydat PO, rozłam czeka PiS - podzieli się na część skupioną wokół Kaczyńskich i tę młodszą, bardziej postępową. Za to w PO rozłam szykuje nam się niezależnie od wyników wyborów. Powód - właśnie trzecie miejsce Olechowskiego. To on stanie się wtedy najważniejszym rozgrywającym na scenie politycznej. Wystarczy by zgarnął 14-15 proc. by zintegrował wokół siebie polityków centrum PO i tej bardziej liberalnej lewicy. Równocześnie możliwe wtedy stanie się stworzenie PO-PiS-u, powstałego z bardziej postępowego skrzydła PiS i konserwatywnej części obozu PO.

Po której stronie znajdzie się Tusk?

Choć korzenie PO są liberalne, Tusk od początku był przedstawicielem skrzydła konserwatywnego. Dziś z pewnością bliżej mu będzie do PiS-u niż do Olechowskiego. Zdaje sobie sprawę, że wśród elektoratu lewicowego zawsze przegra w konkurencji z Olechowskim.

Nie wierzę za to w alians PiS-lewica. Partie to jedno, elektoraty - drugie. A nie ma w obu elektoratach gotowości dla takiego aliansu. Obie partie więcej by straciły niż zyskały na takiej fuzji.

>> Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl


Źródło: Dziennik Metro
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów