>>
Gustaw, kot z nadwagą... Co Polacy wiedzą na temat handlu ludźmi badał TNS OBOP
*. Sondaż przeprowadzono przy wsparciu ambasady brytyjskiej. Wniosek: o zjawisku tym słyszało aż 93 proc. z nas. Ale kojarzymy je głównie ze zmuszaniem kobiet do prostytucji, a nie z równie powszechnym zmuszaniem do pracy bez zapłaty.
Większość Polaków deklaruje, iż wie o niewolniczych obozach pracy działających w naszym kraju, i oferuje pomoc wykorzystywanym w nich cudzoziemcom. Ale to tylko słowa. Nadal - głównie na wsi - wiele osób uważa, że nie powinna mieszać się do takich spraw. A największe szanse na wykrycie nielegalnej fabryczki wykorzystującej cudzoziemców są dzięki donosom sąsiadów.
- Odebrałam rano telefon o grupach pracowników z Tajlandii. Są rozproszeni po fermach w Polsce. Mieli legalne pozwolenia na pracę, ale trafili na nieuczciwego pracodawcę i teraz mają kłopoty - opowiada Stana Buchowska z La Strady.
Najczęstsze oszustwa? Robotnicy wykonują inną pracę niż ta, na którą mają pozwolenie, przy czym często łączy się ona z łamaniem prawa. Np. mieli zbierać owoce, a szyją podrabiane buty lub produkują nielegalne papierosy. Często nie wiedzą w jakiej miejscowości pracują, miesiącami nie wolno im wychodzić na zewnątrz z fabryki, w której jednocześnie śpią i jedzą. Nieuczciwi pracodawcy odbierają im paszporty i nie płacą. Gdy fabryczka wpadnie, w najlepszym wypadku robotnicy są deportowani do swych państw. W najgorszym - mogą usłyszeć wyrok za udział w nielegalnej produkcji.
Według La Strady nasze nieuczciwe firmy żyją z niewolniczej pracy już nie tylko Ukraińców, lecz także Tadżyków, Uzbeków, Wietnamczyków, Tajów, Filipińczyków i Chińczyków. Jaka jest skala handlu ludźmi? Trudno oszacować. Według oficjalnych statystyk w zeszłym roku pokrzywdzonych było zaledwie 500 osób, w tym - 170 cudzoziemców.
- Jesteśmy w Unii Europejskiej, wzbogaciliśmy się, mamy większy rynek usług - Piotr Mierecki, zastępca Departamentu Polityki Migracyjnej MSWiA wylicza powody, dla których do Polski coraz chętniej przyjeżdżają nielegalni pracownicy i zgadzają się na pracę w skandalicznych warunkach. Przykłady? W lutym policja dotarła do wietnamskich tragarzy i kucharzy, którzy pracowali na warszawskim Stadionie Dziesięciolecia. Pracodawca nie płacił im ani grosza. Żeby zwrócić uwagę policji na swój tragiczny los, zdecydowali się ukraść samochód szefa.
* Badanie z 18-21 lutego 2010 r., reprezentatywna próbie 1005 mieszkańców Polski powyżej 15 lat. >>
Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl