Dramat Skinnera rozpoczął się w 1995 r. - sąd skazał go na śmierć za morderstwo partnerki i jej dwóch synów. Ona zginęła od ciosów siekierą, oni - od ciosów nożem. Wszystko miało miejsce w ich domu podczas imprezy sylwestrowej w 1993 r. Skinnera aresztowano kilka godzin po morderstwie. Główny dowód: na ubraniu miał ślady krwi ofiar. Mężczyzna od początku utrzymywał jednak, że jest niewinny. Mówił, że choć był w domu, gdy dokonano zabójstwa, był tak pijany, że fizycznie nie byłby w stanie tego zrobić. Wraz z obrońcami sugerował, że sprawcą mógł być jeden z gości - kuzyn, który, "zachowywał się agresywnie" podczas zabawy noworocznej. Mężczyzna zmarł jednak 13 lat temu, Skinner od 16 lat walczył zaś, by przeprowadzono testy DNA pobranego z narzędzi zbrodni, które uwolniłyby go od zarzutów.
Na próżno. Nie pomagały też apele organizacji walczących o prawa człowieka. Egzekucja miała się odbyć wczoraj w Teksasie. Przeciw jej wykonaniu protestowali przeciwnicy kary śmierci na całym świecie. Wśród nich była m.in. Halina Bortnowska, przewodnicząca Rady Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, która zorganizowała milczący protest pod ambasadą USA w Warszawie. Manifestacje niespodziewanie odniosły skutek. Na godzinę przed egzekucją Sąd Najwyższy USA odwołał wykonanie kary. Sprawę mają rozstrzygnąć testy DNA, o które przez 16 lat prosił skazany.
Z Aleksandrą Minkiewicz z Amnesty International Polska rozmawia Michał Stangret Przez kilkanaście lat sąd był głuchy na prośby Skinnera, decyzja zapada dopiero na godzinę przed egzekucją. O co chodzi? - Nie bez znaczenia była presja organizacji broniących praw człowieka. Do walki o zachowanie życia Skinnera włączył się też rząd francuski, który na prośbę Sandrine Ageorges-Skinner - żony Skinnera, która jest Francuzką - próbował interweniować u amerykańskich władz. Mnie wypada wierzyć jednak, że sąd po prostu poszedł po rozum do głowy. Przypadek Skinnera jest o tyle ważny, że zwraca uwagę świata na sam fakt istnienia kary śmierci i wykonywania takich wyroków w Stanach, ale też obnaża proceder łamania praw człowieka. Przecież on od 16 lat utrzymuje, że nie popełnił tych morderstw i prosił jedynie o to, by władze łaskawie porównały, czy DNA pozostawione przez sprawcę na miejscu zbrodni faktycznie jest takie samo jak jego.
Niektórzy plotkują, że w sprawie Skinnera na prośbę francuskich władz interweniował sam prezydent Obama. Jest nadzieja, że obecny prezydent USA bardziej zaangażuje się w sprawę zniesienia kary śmierci w swoim kraju? - Teoretycznie istnieje szansa, że - tak jak udało mu się w jakiś cudowny sposób przeprowadzić reformę ubezpieczeń zdrowotnych - mógłby też przeprowadzić podobną akcję związaną ze zniesieniem kary śmierci. Jednak w tych kwestiach każdy stan odrębnie ustala reguły, a dane pokazują, że Teksas wyroki kary śmierci wykonuje bardzo chętnie - dokonuje się tam co trzeciego wyroku śmierci w Stanach. Gdyby doszło do egzekucji Skinnera, byłby on 450. osobą straconą w tym stanie od 1977 r., od kiedy przywrócono tam karę śmierci.
Są wśród nich osoby, które skazano za niepopełnione zbrodnie? - W 130 przypadkach udało się nie doprowadzić do egzekucji, bo wcześniej wyszło na jaw, że wyroki kary śmierci nałożono pomyłkowo, często na zupełnie niewinne osoby. Ile niewinnych osób nie zdążono uchronić przed śmiercią - nie wiadomo. Dziś Stany Zjednoczone- obok Chin i Iranu - przodują w wykonywaniu egzekucji. Miejmy nadzieję, że to będzie się zmieniać, bo coraz więcej przykładów z całego świata pokazuje, że kara śmierci nie odstrasza potencjalnych morderców. W Kanadzie liczba zabójstw spadła o jedną trzecią, odkąd w latach 70.-80. zniesiono karę śmierci.
>>
Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl