>>
Gustaw, kot z nadwagą... Kandydaci aspirujący do obejmowania samorządowych stanowisk w nadchodzącej kampanii dostaną od nas wskazówki, czego od nich chcemy. Czy prezydent twojego miasta i twój radny zrealizował przedwyborcze obietnice? - pisz na adres
obietnicewyborcze@gazeta.pl. Spróbujmy razem dopilnować, co obiecywali a czego nie zrobili.
Rowerzyści z Zielonego Mazowsza rozliczają władze Warszawy z niezrealizowanych obietnic. Rafał Muszczynko, aktywista rowerowy z Zielonego Mazowsza, współorganizator warszawskiej Masy Krytycznej. Okres przedwyborczy to magiczny czas, gdy na chwilę rzeczy niemożliwe stają się możliwe, by potem znów stać się niemożliwe. Będziemy rozliczać władze Warszawy z niezrealizowanych obietnic wyborczych:
- Hanna Gronkiewicz-Waltz, obecna prezydent Warszawy, przed wyborami obiecywała 900 km nowych dróg rowerowych w Warszawie, które chciała zbudować w dwie kadencje. Po jednej kadencji mamy 20 km nowych dróg rowerowych. Argument: kryzys, cięcia. Ale równocześnie ratusz znajduje setki milionów na nowe drogi.
- Przed ostatnimi wyborami poprzedni prezydent Kazimierz Marcinkiewicz powołał prezydenckiego pełnomocnika ds. komunikacji rowerowej. To był bardzo dobry ruch, bo rowerzystom potrzeba kogoś, która może uderzyć ręką w stół i powiedzieć np. "tu ścieżka rowerowa jest niezbędna". Pani prezydent zlikwidowała tę funkcję. Argument, który słyszeliśmy: taka jest polityka, że prezydent będzie rezygnował z pełnomocników. Ale zlikwidowano tylko jednego - tego od rowerzystów.
- Remedium miało być powołanie w ratuszu oddzielnego ośmiosobowego wydziału, który miałby koordynować kwestie związane z komunikacją rowerową. Dziś pracują tam dwie, a nie osiem osób, przez co wydział nie jest wydajny, bo nie ma na nic czasu. Dlaczego pracują tylko dwie osoby? Znów słyszymy, że to przez kryzys i cięcia. Ale stołeczny ratusz mimo kryzysu dał radę zatrudnić dziesiątki osób w innych wydziałach.
- Ratuszowi udało się stworzyć dokument o standardach infrastruktury rowerowej, nakazujący np., w jaki sposób mają być budowane ścieżki. Jednak pozostał on tylko na papierze. Choć nakazuje budowę ścieżek z asfaltu, np. przy węźle Marsa - Płowiecka powstaje ścieżka rowerowa z kostki. Dlaczego tak jest? Jacek Wojciechowicz, wiceprezydent miasta, unika nas i nie chce z nami rozmawiać.
- Od lat apelujemy o tworzenie kontrapasów, wydzielonych pasów w jezdni jednokierunkowej, przeznaczonych dla rowerów jadących w kierunku przeciwnym do obowiązującego. Przed ostatnimi wyborami stworzono jeden kontrapas na Oboźnej. Obiecywano, że powstaną kolejne. Problem z tym, że nie powstają, bo okazało się, że są nielegalne. Efekt jest taki, że istnieje tylko jeden, z Oboźnej.
Dlaczego trzeba rozliczać władze samorządowe? Z prof. Jerzym Regulskim z Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej, współtwórcą reformy samorządowej w Polsce, rozmawia Michał Stangret Wertuję gazety, przełączam kanały w TV, klikam w internecie. Rozliczeniem władz miejskich w roku wyborczym nie interesuje się pies z kulawą nogą. - Kilka tygodni temu, na początku marca, odbywał się w Poznaniu Kongres 20-lecia Samorządu Terytorialnego, zjechało 1200 osób, prezydenci największych polskich miast, szalenie duża uroczystość. Następnego dnia nie znalazłem o tym ani jednej notki, ani w gazetach, ani w telewizji.
Nikogo nie rusza to, co dzieje się z władzami samorządowymi? - A właśnie wybory samorządowe są nam ze swej natury bliższe niż te do władz szczebla centralnego. Na jesieni wybierać będziemy osoby, które będą miały wpływ na nasze najbliższe otoczenie: na to, jak długo stoimy w korkach, czy będziemy mieli gdzie posłać dziecko do przedszkola albo zaparkować samochód. To są przecież tematy, z którymi na co dzień musimy się borykać i na które najczęściej narzekamy. Wyborcy powinni tym żyć.
Ale przecież jeszcze nie znamy nawet haseł wyborczych przyszłych samorządowców... - Ale znamy hasła, z którymi do poprzednich wyborów szli ci z nich, którzy dziś sprawują władzę w naszych miastach. Niestety, rzadko o nich pamiętamy i ich nie rozliczamy. Na Zachodzie miejskie organizacje obywatelskie, różnorakie watchdogi, ścigają się w przygotowywaniu raportów o tym, z czym władza samorządowa w ich mieście szła do wyborów i co udało jej się zrobić w czteroletniej kadencji. U nas przez 20 lat wzmacniania samorządowej władzy wykonawczej obserwujemy spadek kontroli społecznej.
Ludzie w dużych miastach nie mają czasu? - Władzę chętniej kontrolują mieszkańcy mniejszych miejscowości, w dużych miastach mamy poczucie większej anonimowości, myślimy, że niewiele zależy od naszego działania. A tylko kontrolując, można wymusić na władzy działania. Gdy się nią nie interesujemy, ona tylko utwierdza się w przekonaniu, że cokolwiek zrobi i tak będzie dobrze. Gdy natomiast widzą, że poprzedniego prezydenta miasta obywatele podsumowali, to będą się bardziej starać.
Edukacja obywatelska to program na lata, a do wyborów już kilka miesięcy. - Wcale nie jest jeszcze za późno. Stwórzcie skrzynkę e-mailową, do której mieszkańcy miast mogliby przysyłać swoje spostrzeżenia o realizacji obietnic wyborczych obecnej władzy samorządowej na swoim terenie. Jestem przekonany, że gdy zachęcimy do tego mieszkańców, będą się głównie skarżyć na to, czego władzy nie udało się spełnić. To nie jest bez sensu, wtedy władza będzie musiała sama zacząć się tłumaczyć. Być może w przyszłości debaty pomiędzy kandydatami na prezydentów miast będą cieszyć się taką popularnością jak debaty między politykami ze szczebla centralnego. Wierzę, że to możliwe.
>>
Metrowa tablica ogłoszeń <<
W jakie obietnice uwierzyłeś, czego władze nie zrobiły? Napisz do nas:
obietnicewyborcze@gazeta.pl