Rosjanie niemal natychmiast zaczęli oskarżać o zamachy terrorystów z Kaukazu, a w zasadzie Czeczenów. Skąd pewność, że za tym stoją ludzie z Kaukazu?
- Gdy na Zachodzie dochodzi do zamachu bombowego, wszyscy mówią, że to al Kaida. W Rosji zagrożenie ma związek z Czeczenią. Tam wciąż się toczy konflikt, który bezpośrednio dotyka Rosjan i z którym oni nie mogą sobie poradzić. Dla Rosjan centrum międzynarodowego terroryzmu nie znajduje się w Afganistanie czy Iraku, ale na Kaukazie.
Te dwie terrorystki, które zdetonowały bomby, też mogli do Moskwy posłać separatyści z Kaukazu?
- To w tej chwili wróżenie, ale prawdopodobne.
Pojawiły się opinie, że zamachy to zemsta za zabicie w ostatnim czasie kilku kaukaskich przywódców.
- Ich zabito w ciągu ostatnich 2-3 tygodni, a takiego zamachu jak w Moskwie nie da się przygotować w tak krótkim czasie. Zamachy są konsekwencją tego, co na Kaukazie dzieje się od lat. Tam ciągle trwa wojna, choć już nie na taką skalę jak w latach 90. Partyzanci w Czeczenii są teraz za słabi, żeby walczyć z regularną armią rosyjską jak równy z równym. Zresztą na całym Kaukazie zostało ich może paruset. Poprzenosili się do sąsiednich republik takich jak Inguszetia lub Dagestan lub poukrywali w górach. Stamtąd od czasu do czasu organizują zasadzki, napadają na posterunki milicji lub wojska albo przeprowadzają zamachy na lojalnych wobec Moskwy lokalnych urzędników. Zamachowcami są często kobiety samobójczynie, które straciły mężów lub synów.
Czy po poniedziałkowych zamachach Kreml będzie chciał się ostatecznie rozprawić z czeczeńskimi bojownikami?
- Tam już nie ma się z kim rozprawiać. Na nizinach wszystko jest spacyfikowane. Krajem rządzi całkowicie podporządkowany Moskwie prezydent Ramzan Kadyrow.
Jak wygląda życie w Czeczenii?
- Grozny, które w 2000 r. zostało w 100 procentach zniszczone, teraz jest najnowocześniejszym i najbogatszym miastem całego Kaukazu. Ludzie w Czeczenii w miarę normalnie żyją i pracują, ale oczywiście nie wygląda to identycznie jak na Zachodzie. Warunki na pewno są tam gorsze niż w Rosji. Ale nie wybuchają tam już codziennie bomby.
A kogo popierają zwykli Czeczeńcy? Lojalnego wobec Moskwy prezydenta Ramzana Kadyrowa czy partyzantów?
- Nikt sobie takich pytań nie zadaje. W Czeczenii życie wciąż jest ciężkie. Tamtejszym ludziom jeszcze niedawno zagrażało totalna zagłada, więc martwią się o to, jak przeżyć, a nie którego przywódcę poprzeć.
Źródło: Dziennik Metro