>>
Zadbaj o wagę swego czworonoga Sibat prowadził w stacji satelitarnej "Sheherezade" popularny program, w którym jako wróżbita doradzał dzwoniącym telewidzom - donosi BBC. W 2008 roku mężczyzna został jednak zatrzymany przez policję religijną w Arabii Saudyjskiej, do której przyjechał na pielgrzymkę. Aresztowano go i oskarżono o stosowanie czarów.
Sąd pierwszej instancji wydał wyrok śmierci. Prawniczka prezentera złożyła apelację, ale po ponownym rozpatrzeniu sprawy sąd podtrzymał wcześniejsze orzeczenie. Uznał, że dowody przeciwko mężczyźnie są wystarczające, a wyrok ma mieć charakter odstraszający. Sąd nie miał problemu z ustaleniem tego, co robił prezenter, bo Sibat miał przyznać się do winy. Jego prawniczka, May el-Khansa twierdzi bowiem, że Sibatowi powiedziano, że jeśli to zrobi, będzie mógł wrócić do domu.
Teraz adwokat prezentera ujawniła, że Libańczyk ma dziś zostać stracony. Kobieta przyznała, że takie informacje uzyskała w Arabii Saudyjskiej.
May el-Khansa zaapelowała też do premiera i prezydenta Libanu oraz całej społeczności międzynarodowej, by zapobiec egzekucji. Jak do tej pory bezskutecznie. Tymczasem ministerstwo sprawiedliwości Arabii Saudyjskiej nie komentuje sprawy.
Organizacje praw człowieka są w szoku i mówią o "dosłownym polowaniu na czarownice przez policję religijną".
W Arabii Saudyjskiej nie istnieje bowiem ani prawna definicja stosowania czarów, ani ich prawny zakaz. Tradycyjnie uważa się jednak wróżenie i tworzenie horoskopów za sprzeczne z islamem.
Amnesty International już od połowy marca walczy o życie Libańczyka i ze wszystkich swoich biur na świecie wysyła więc listy do króla Arabii Saudyjskiej Abdullaha bin Abdulaziza Al Sauda i premiera królestwa o zwolnienie dziennikarza. - Nie zgadzamy się z uzasadnieniem, w którym sąd powołuje się na Koran, twierdząc, że czary są niezgodne z islamem. Domagamy się nie tylko uniewinnienia Ali Husajna Sibata, ale też natychmiastowego uwolnienia - mówi Wojciech Makowski z Amnesty International Polska.
>>
Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl